Wojciech Tracichleb · Blog · 15 min czytania
Wykonawca nie dotrzymuje terminów – co robić krok po kroku
Wykonawca przestał się pojawiać, a budowa stoi. Pokażę Wam, co zrobić zgodnie z prawem, żeby ruszyć dalej i nie stracić pieniędzy.

Termin minął, dom nieskończony, a wykonawca przestał odbierać telefony. Albo odbiera, ale każda rozmowa kończy się tym samym: „za tydzień ruszamy, jeszcze tylko jedna budowa do domknięcia". Mija miesiąc, drugi, trzeci. Stoicie z pustym placem, kredytem, który spłacacie od pierwszej transzy, i pytaniem, na które nikt nie chce odpowiedzieć wprost – co teraz?
To jeden z najtrudniejszych dramatów inwestorskich. Nie tyle „wykonawca zrobił źle", co „wykonawca w ogóle nie robi". I tu sprawa jest bardziej skomplikowana, niż się wydaje, bo polskie prawo przewiduje konkretne narzędzia – ale działają one tylko wtedy, kiedy umiecie ich użyć w odpowiedniej kolejności. W tym artykule pokażę Wam, jak wygląda ta droga krok po kroku: od pierwszej rozmowy z wykonawcą, przez wezwania pisemne, kary umowne, wykonanie zastępcze, aż po odstąpienie od umowy i sąd.
Opóźnienie i zwłoka – dwa różne pojęcia w prawie
Pierwsza rzecz, którą musicie zrozumieć, to że Kodeks cywilny rozróżnia dwie sytuacje, które w mowie potocznej nazywamy „spóźnieniem". To nie jest niuans dla prawników – od tej różnicy zależy, czy w ogóle macie roszczenie wobec wykonawcy, czy nie.
Opóźnienie to sytuacja, w której wykonawca nie wykonał świadczenia w terminie, ale nie ze swojej winy. Klasyczny przykład: ekipa nie pojawiła się, bo przez kilka dni stały gwałtowne nawałnice, które uniemożliwiały dowóz materiału, albo wstrzymano prace decyzją inspektora nadzoru z przyczyn niezależnych od wykonawcy. W takiej sytuacji termin formalnie minął, ale nie macie podstaw do naliczania kar umownych ani odstąpienia od umowy – chyba że umowa wprost przewiduje inaczej.
Zwłoka to opóźnienie zawinione przez wykonawcę. Definiuje ją art. 476 Kodeksu cywilnego: dłużnik dopuszcza się zwłoki, gdy nie spełnia świadczenia w terminie, a jeśli termin nie jest oznaczony – gdy nie spełnia go niezwłocznie po wezwaniu. I w tym właśnie momencie otwierają się Wam wszystkie drogi prawne: kary umowne, odszkodowanie, wykonanie zastępcze, odstąpienie od umowy.
W praktyce niemal każde opóźnienie po stronie wykonawcy budowlanego ma charakter zwłoki, bo to on odpowiada za organizację pracy, dostawy materiałów, dostępność ekip i podwykonawców. Jego problemy logistyczne to jego ryzyko, nie Wasze. Ale zanim zaczniecie cokolwiek robić, warto mieć tę różnicę z tyłu głowy – pomoże Wam to argumentować, jeśli wykonawca będzie się tłumaczył pogodą, brakiem materiałów na rynku albo „że wszyscy mają tak samo".
Pierwszy krok – diagnoza, nie eskalacja
Zanim sięgniecie po pisma, kary i prawników, zatrzymajcie się na chwilę. Spora część tych spraw da się rozwiązać rozmową, jeśli podejdziecie do niej z głową.
Umówcie się z wykonawcą na konkretne spotkanie na budowie. Nie SMS, nie telefon „w biegu" – spotkanie. Przygotujcie sobie wcześniej listę pytań: jaki jest realny stan zaawansowania prac, co konkretnie blokuje postęp, czy to kwestia ekipy, materiału, finansów, czy może problem zewnętrzny (na przykład dostawy okien, które ślizgają się u producenta). Nie bójcie się pytać wprost. Rzetelny wykonawca powie Wam, co się dzieje. Nierzetelny zacznie się wykręcać – i to też jest informacja, tylko innego rodzaju.
Jeżeli z rozmowy wynika, że wykonawca chce dokończyć budowę i ma realny plan, ale potrzebuje korekty harmonogramu – warto rozważyć aneks do umowy. Aneks przesuwa termin, ale jednocześnie powinien zawierać twardy mechanizm na wypadek, gdyby nowy termin też nie został dotrzymany. Może to być na przykład: kara umowna od pierwszego dnia opóźnienia liczona inaczej niż w pierwotnej umowie, prawo do odstąpienia bez dodatkowego wezwania, albo zatrzymanie kolejnej transzy do momentu zakończenia konkretnego etapu. Sam harmonogram budowy domu – dobrze zaplanowany na początku – jest fundamentem, do którego później wracacie przy każdym aneksie.
Jeżeli z rozmowy widać, że wykonawca gra na czas, kombinuje, obiecuje rzeczy oczywiście nierealne – nie traćcie czasu na kolejne „daję mu jeszcze szansę". Przechodźcie do drogi formalnej. Każdy tydzień zwłoki to Wasz koszt: kredyt biegnie, materiały na placu mokną, mróz może uszkodzić niezabezpieczone elementy.
Wezwanie do wykonania umowy – formalny początek
To dokument, który otwiera drogę do wszystkich dalszych kroków prawnych. Bez niego nie naliczycie skutecznie kar umownych w spornym zakresie, nie odstąpicie od umowy, nie pójdziecie do sądu z mocną pozycją wyjściową.
Wezwanie powinno zawierać kilka rzeczy. Po pierwsze – jednoznaczne wskazanie umowy, której dotyczy (data zawarcia, strony, przedmiot). Po drugie – konkretny opis tego, co wykonawca miał zrobić i czego nie zrobił. Nie „budowa się ślimaczy", tylko „zgodnie z harmonogramem stanowiącym załącznik nr 2 do umowy, etap stanu surowego zamkniętego miał zostać zakończony do dnia X. Na dzień Y prace nie zostały zakończone – brakuje Z". Po trzecie – wyznaczenie dodatkowego terminu na wykonanie. Termin musi być realny, ale nie nadmiernie długi. Dla zaległych prac stanu surowego rozsądne są dodatkowe trzy do sześciu tygodni, dla prac wykończeniowych – krócej. Po czwarte – wskazanie skutków bezskutecznego upływu tego terminu (kara umowna, prawo do wykonania zastępczego, odstąpienie od umowy).
Najważniejsze: wezwanie musi być wysłane listem poleconym za potwierdzeniem odbioru, na adres podany w umowie. Mail, SMS, rozmowa telefoniczna – nie wystarczą, jeśli sprawa pójdzie do sądu. Sąd patrzy na dowody doręczenia, a list polecony to forma, która daje Wam pewność. Zachowajcie kopię wezwania i potwierdzenie nadania.
Takiego pisma nie musicie pisać sami. Każdy radca prawny lub adwokat zrobi je na podstawie umowy szybko i sprawnie. Koszt jest niewspółmiernie niski w stosunku do wagi sytuacji.
Kary umowne – kiedy się należą i jak je naliczać
Kary umowne to instytucja uregulowana w art. 483–485 Kodeksu cywilnego. Najprościej: to z góry ustalona kwota, którą wykonawca płaci, jeśli naruszy umowę – w naszym przypadku najczęściej za każdy dzień zwłoki w wykonaniu robót.
Najważniejsze, co musicie wiedzieć: kary umowne należą się Wam tylko wtedy, kiedy są zapisane w umowie. Jeśli umowa o roboty budowlane nie zawiera klauzuli o karach umownych, nie naliczycie ich z Kodeksu cywilnego – tam ich po prostu nie ma. Możecie wtedy żądać odszkodowania na zasadach ogólnych (art. 471 KC), ale to znacznie trudniejsza droga, bo musicie wykazać konkretną szkodę i jej wysokość.
Dlatego klauzula o karach umownych w umowie z wykonawcą to jeden z najważniejszych zapisów, jakie możecie sobie wynegocjować. Stawki, które widuję na rynku, mieszczą się najczęściej w przedziale 0,1–0,3% wartości umowy za każdy dzień zwłoki. Górna granica wynika z art. 484 § 2 KC, który pozwala sądowi miarkować rażąco wygórowaną karę – jeśli zapiszecie 1% dziennie, sąd najpewniej i tak ją obniży.
Karę umowną naliczacie od dnia następującego po terminie umownym, przez cały okres zwłoki, aż do dnia rzeczywistego wykonania albo odstąpienia od umowy. Wartość kary potrącacie z bieżących lub kolejnych transz wynagrodzenia, jeśli umowa to przewiduje – a powinna. Jeśli nie przewiduje, możecie ją ściągnąć dopiero w drodze pozwu sądowego, co jest długie i kosztowne.
Pamiętajcie, że kara umowna nie zwalnia wykonawcy z obowiązku wykonania umowy. To znaczy: nawet jeśli naliczacie karę za każdy dzień, wykonawca nadal ma obowiązek dokończyć dom. Kara to dodatkowa rekompensata za czas, w którym ten obowiązek nie jest realizowany.
Wykonanie zastępcze – gdy nie chcecie już czekać
Jeśli wykonawca po wezwaniu nadal nic nie robi, a Wy nie chcecie odstępować od całej umowy (na przykład dlatego, że duża część prac już została wykonana i dobrze wykonana, a stoi tylko jeden konkretny etap), macie prawo do wykonania zastępczego. Reguluje je art. 480 § 1 KC: w razie zwłoki dłużnika w wykonaniu zobowiązania czynienia, wierzyciel może, zachowując roszczenie o naprawienie szkody, żądać upoważnienia przez sąd do wykonania czynności na koszt dłużnika.
Ścieżka klasyczna wymaga upoważnienia sądu. W praktyce, jeśli czas nagli (a w budowie często nagli – mróz, deszcze, niezabezpieczona konstrukcja), korzysta się z wyjątku z art. 480 § 3 KC: w wypadkach nagłych wierzyciel może, zachowując roszczenie o naprawienie szkody, wykonać zobowiązanie na koszt dłużnika nawet bez upoważnienia sądu. Co istotne, zaraz potem powinniście tego dłużnika o tym zawiadomić.
W praktyce wygląda to tak: zatrudniacie inną ekipę, dokumentujecie wszystkie koszty (faktury, protokoły odbioru, zdjęcia stanu zastanego i końcowego), a następnie żądacie zwrotu tych kosztów od pierwotnego wykonawcy. Jeśli on tego nie zwróci dobrowolnie, kierujecie sprawę do sądu.
Wykonanie zastępcze ma jedno duże ograniczenie praktyczne: trudno znaleźć ekipę, która wejdzie w połowę cudzej budowy. Rzetelne firmy często tego unikają, bo nie chcą odpowiadać za błędy poprzednika i wchodzić w spory o to, gdzie kończy się odpowiedzialność jednego, a zaczyna drugiego wykonawcy. Dlatego przed podjęciem decyzji warto rozejrzeć się, czy w ogóle macie kim zastąpić dotychczasowego wykonawcę – inaczej wpadniecie w jeszcze gorszą sytuację, niż mieliście. Jeśli problemy pojawiają się dopiero na etapie końcówki, sięgnijcie też do tekstu o tym, jak reklamować uszkodzenia podczas wykończeniówki – procedury są podobne.
Odstąpienie od umowy – ostateczność, ale realna
Jeśli zwłoka jest na tyle poważna, że straciliście zaufanie do wykonawcy i nie widzicie sensu dalszej współpracy, zostaje droga odstąpienia od umowy. Podstawą jest art. 491 § 1 KC: jeżeli jedna ze stron dopuszcza się zwłoki w wykonaniu zobowiązania z umowy wzajemnej, druga strona może wyznaczyć jej odpowiedni dodatkowy termin do wykonania z zagrożeniem, iż w razie bezskutecznego upływu wyznaczonego terminu będzie uprawniona do odstąpienia od umowy.
To dlatego wezwanie do wykonania, o którym pisałem wcześniej, jest takie ważne. Bez niego nie macie podstawy do odstąpienia. Wezwanie musi zawierać tę klauzulę – że w razie bezskutecznego upływu wyznaczonego dodatkowego terminu, odstąpicie od umowy.
Po bezskutecznym upływie tego terminu wysyłacie kolejne pismo – oświadczenie o odstąpieniu od umowy. Również listem poleconym, również z konkretnymi podstawami i odwołaniem do wcześniejszego wezwania.
Skutki odstąpienia są poważne. Umowa traktowana jest jak niezawarta – każda strona zwraca to, co otrzymała. Ale w budowie to oczywiście niemożliwe – nie zburzycie domu, żeby zwrócić cegły. Dlatego rozliczenie idzie na zasadzie wartości faktycznie wykonanych prac. Trzeba zrobić inwentaryzację stanu zaawansowania (najlepiej przez rzeczoznawcę) i porównać ją z tym, ile zapłaciliście. Jeśli zapłaciliście więcej, niż wykonawca zdążył wykonać, należy się Wam zwrot. Jeśli mniej – musicie dopłacić, choć w realiach zwłoki najczęściej jest odwrotnie, bo terminy płatności idą szybciej niż postęp prac.
Niezależnie od tego, możecie żądać odszkodowania za szkodę wynikającą z niewykonania umowy – to są wszystkie koszty, które ponieśliście dlatego, że wykonawca zawiódł: dodatkowe odsetki kredytowe, koszt wynajmu mieszkania, koszty zabezpieczenia placu budowy, koszty zatrudnienia kolejnej firmy.
Sąd, mediacja, droga polubowna
Większość sporów z wykonawcami kończy się jedną z trzech dróg: ugodą pozasądową, mediacją albo sądem.
Ugoda pozasądowa to najlepsza opcja, jeśli wykonawca chce się porozumieć. Spisujecie wzajemne ustępstwa: on rezygnuje z części wynagrodzenia, Wy rezygnujecie z kary umownej powyżej pewnej kwoty, ustalacie nowy termin i zabezpieczacie go. Ugoda powinna mieć formę pisemną, najlepiej z notarialnym poświadczeniem podpisów albo nadaniem klauzuli wykonalności – inaczej w razie kolejnego problemu i tak skończycie w sądzie.
Mediacja to droga formalna, prowadzona przez wpisanego na listę mediatora. Jest tańsza i szybsza niż sąd, a ugoda zawarta przed mediatorem, po zatwierdzeniu przez sąd, ma moc wyroku. To dobre rozwiązanie, jeśli obie strony są chętne, ale różnią się tylko w szczegółach.
Sąd to droga długa, kosztowna, ale pewna. W sprawach budowlanych postępowanie pierwszej instancji potrafi się ciągnąć – w zależności od obłożenia sądu, liczby świadków, opinii biegłych. Dlatego, jak pisałem na początku, umowa nie chroni Was w stu procentach – sądy działają wolno, a Wy w międzyczasie musicie żyć i mieszkać. Profilaktyka i zdrowy rozsądek są ważniejsze niż najlepiej napisana umowa.
Niezależnie od ścieżki, zacznijcie od konsultacji z radcą prawnym specjalizującym się w prawie budowlanym albo w sporach gospodarczych. Pierwsze spotkanie często jest płatne ryczałtowo i pozwoli Wam zorientować się, jaką macie pozycję wyjściową. Bez tej oceny ryzykujecie, że pójdziecie w drogę, która nie jest dla Was najlepsza.
Profilaktyka – czyli jak zapisać umowę, żeby się tu nie znaleźć
U inwestorów widzę często ten sam błąd: podpisanie umowy bez harmonogramu i bez kar umownych. Spotykam to nieustannie. Umowa ma jeden ogólny termin „zakończenie do 30 czerwca 2026", a w środku – nic. Kara umowna? „Strony nie przewidują". Etapowanie płatności? „60% zaliczki, 40% na koniec".
Jeśli stoicie przed podpisaniem umowy, kilka rzeczy, które powinny się w niej znaleźć:
Harmonogram robót jako załącznik do umowy. Z konkretnymi datami zakończenia poszczególnych etapów (stan zerowy, stan surowy otwarty, stan surowy zamknięty, stan deweloperski). Każdy etap to osobny termin – a co za tym idzie, osobna podstawa do naliczania kary umownej. Konkretną technikę odbiorów po każdym etapie pokazuję w tekście o tym, jakie odbiory częściowe robić i kiedy.
Klauzula o karach umownych. Procent od wartości umowy za każdy dzień zwłoki, oddzielnie dla zwłoki w realizacji etapu i dla zwłoki w zakończeniu całości. Limit górny kar (na przykład 20% wartości umowy) – żeby kara nie urosła do nieskończoności i wykonawca miał motywację, żeby skończyć.
Etapowanie płatności powiązane z postępem prac. Zasada jest prosta: nigdy nie płacicie więcej, niż wykonawca zdążył zrobić. Każda transza wypłacana po protokole odbioru danego etapu, podpisanym przez kierownika budowy. Wstrzymanie kolejnej transzy w razie zwłoki – wpisane wprost. Praktyczne reguły bezpiecznych zaliczek dla wykonawcy opisuję osobno.
Klauzula odstąpienia bez dodatkowego wezwania. Możecie zapisać, że jeśli zwłoka przekroczy określony okres (na przykład 30 dni), macie prawo odstąpić od umowy bez dodatkowego wezwania, z prawem do kar umownych za cały okres zwłoki. To zapis, który wielu wykonawców próbuje wycinać – warto go bronić.
Obowiązek prowadzenia dziennika budowy i regularnych narad koordynacyjnych. Brzmi banalnie, ale w wielu umowach tego nie ma. A to właśnie dziennik budowy i protokoły z narad są dowodami, na których oprzecie się w razie sporu.
Polisa OC wykonawcy – nie chroni Was przed zwłoką, ale chroni przed szkodami w trakcie prac. To osobny temat, ale wartość minimalnej sumy gwarancyjnej powinna być w umowie zapisana.
Rola kierownika budowy w sporach o terminy
Kierownik budowy to osoba, która powinna być po Waszej stronie w każdym sporze z wykonawcą o jakość i terminy – pod warunkiem, że to Wy go zatrudniacie i że nie jest pracownikiem firmy wykonawczej.
To podstawowy warunek, którego wielu inwestorów nie rozumie. Jeżeli kierownika budowy zaproponował Wam wykonawca, jeżeli kierownik figuruje w jego dokumentach jako osoba związana z firmą – jego niezależność jest fikcją. Zatrudnijcie kierownika osobno, na podstawie własnej umowy, i to z firmy niepowiązanej z generalnym wykonawcą.
Kierownik prowadzi dziennik budowy, w którym zapisuje przebieg prac i wszystkie odstępstwa od harmonogramu. Te wpisy są dowodem w razie sporu sądowego. To kierownik podpisuje protokoły odbioru poszczególnych etapów – jeśli protokołu nie ma, wykonawca formalnie nie skończył tego etapu. To kierownik może wezwać wykonawcę do usunięcia wad, wstrzymać prace, zażądać odbiorów częściowych. Jego rola w procesie zarządzania terminami jest niedoceniana, a powinna być centralna.
Jeżeli budujecie z generalnym wykonawcą, dobry, niezależny kierownik to inwestycja, która zwraca się przy pierwszym poważniejszym problemie. Jego raporty z wizyt na budowie, protokoły, wpisy w dzienniku – to wszystko buduje dokumentację, którą w razie czego pokażecie sądowi. Bez niej każda sprawa zamienia się w „słowo przeciwko słowu", a w sądzie taka sprawa zawsze idzie wolniej i z gorszym wynikiem.
Co to wszystko znaczy w praktyce
Jeśli wszystko, co przeczytaliście, brzmi skomplikowanie, to dlatego, że tak właśnie wygląda. Rozwiązania prawne są, ale ich uruchamianie kosztuje czas, pieniądze i dużą dawkę determinacji.
Dlatego najważniejsza rada brzmi: nie dochodźcie do tej sytuacji, jeśli macie taką możliwość. Selekcja wykonawcy na początku, sprawdzenie referencji i poprzednich realizacji, dobrze napisana umowa, niezależny kierownik budowy, etapowanie płatności – to wszystko jest tańsze i mniej stresujące niż wezwania do wykonania, kary umowne i sąd. Praktyczne narzędzia kontroli prac wykonawcy w trakcie budowy zwrócą się Wam wielokrotnie, jeśli sprawa zacznie się komplikować. Sam jako generalny wykonawca podpisuję umowy z karami umownymi po swojej stronie i uważam, że to standard, który powinien obowiązywać każdego rzetelnego wykonawcę. Firma, która nie chce zapisać kar umownych w umowie, sygnalizuje Wam, że nie jest pewna swoich terminów.
Jeśli już jednak jesteście w sytuacji, w której wykonawca nie dotrzymuje terminów, zadziałajcie szybko. Im dłużej zwlekacie z drogą formalną, tym mniejsze są szanse na korzystne dla Was rozwiązanie. Czas pracuje przeciwko Wam – wykonawca, który gra na zwłokę, robi to często dlatego, że ma kłopoty finansowe, a im dłużej zwleka, tym bardziej zbliża się do upadłości. A z upadłej firmy nie odzyskacie niczego, niezależnie od tego, jaki macie wyrok sądowy.
Pierwsze spotkanie z radcą prawnym, pierwsze pismo wezwania, decyzja o naliczaniu kar – te kroki należy zrobić zaraz po wykryciu zwłoki, nie po długim okresie kolejnych obietnic. Dom to jedna z najważniejszych inwestycji w Waszym życiu i nie ma powodu, żeby z grzeczności pozwalać komuś rujnować ten projekt.
Podsumowanie
Wykonawca, który nie dotrzymuje terminów, to problem, który ma rozwiązanie – pod warunkiem, że umiecie go zaadresować w odpowiedniej kolejności. Najpierw diagnoza, potem ewentualny aneks, jeśli jest sens; wezwanie do wykonania, naliczanie kar umownych, w skrajnym przypadku wykonanie zastępcze albo odstąpienie od umowy. Każdy z tych kroków ma podstawę prawną w Kodeksie cywilnym i w samej umowie, którą podpisaliście. Bez umowy z karami umownymi macie znacznie ograniczone pole manewru – to argument, dla którego warto poświęcić wiele uwagi negocjowaniu umowy, zanim ją podpiszecie.
I jeszcze jedna rzecz, która brzmi banalnie, ale jest niezbędna. Cały opisany proces – wezwania, kary, odstąpienia, sąd – działa tylko wtedy, kiedy macie dokumentację. Umowę z konkretnym harmonogramem, dziennik budowy z bieżącymi wpisami, protokoły odbiorów częściowych, zdjęcia stanu prac, mailową i pisemną korespondencję z wykonawcą. To są dowody. Bez nich nawet najlepiej napisana umowa staje się tylko teoretycznym uprawnieniem.
Niniejszy artykuł przedstawia ogólne zasady postępowania w sytuacji zwłoki wykonawcy, oparte na obowiązującym Kodeksie cywilnym i na mojej praktyce wykonawczej. Każda sprawa jest jednak inna – konkretne kroki, terminy wezwań, treść pism procesowych i strategia dochodzenia roszczeń powinny być ustalone z radcą prawnym lub adwokatem na podstawie Waszej umowy i okoliczności faktycznych. Decyzje o odstąpieniu od umowy, wykonaniu zastępczym i wstrzymaniu płatności mają poważne skutki finansowe i mogą rodzić wzajemne roszczenia – warto je podejmować po analizie prawnej, a nie pod wpływem emocji. Stawki kar umownych podane w artykule odzwierciedlają praktykę rynkową, a nie wymóg ustawowy.



