Wojciech Tracichleb · Blog  · 11 min czytania

Uzdatnianie wody ze studni – jak zaprojektować system

Studnia oznacza, że to Wy jesteście stacją uzdatniania wody. Zobaczcie, co kupić, w jakiej kolejności i kiedy zrobić badania.

Studnia oznacza, że to Wy jesteście stacją uzdatniania wody. Zobaczcie, co kupić, w jakiej kolejności i kiedy zrobić badania.

Studnia głębinowa daje niezależność od wodociągu, ale przenosi na Was odpowiedzialność, którą w sieci miejskiej bierze na siebie zakład wodociągowy. Surowa woda spod ziemi prawie nigdy nie nadaje się do bezpośredniego użycia. Twardość, żelazo, mangan, czasem bakterie, czasem amoniak czy azotany – to standardowy zestaw problemów, z którymi musicie się rozprawić, zanim woda trafi do kranu, baterii prysznicowej, pralki czy zmywarki.

W mojej książce „Od marzenia do wprowadzenia" piszę, że koszt uzdatniania potrafi dorównać kosztowi samej studni. Tym bardziej warto wiedzieć, na co realnie idą te pieniądze i co zaplanować na etapie budowy, żeby później nie kuć ścian w kotłowni i nie rozkopywać podłogi pod nowy odpływ.

Dwa badania wody, nie jedno

Najczęstszy błąd na budowach z własną studnią to wykonanie jednego badania wody i traktowanie go jako odpowiedzi na wszystkie pytania. Tymczasem potrzebujecie dwóch badań.

Pierwsze – surowej wody prosto ze studni, zaraz po jej wywierceniu i wypompowaniu pierwszej, mętnej zawiesiny. To badanie powie Wam, z czym macie do czynienia: jaki jest poziom żelaza, manganu, twardości, jonu amonowego, azotanów, pH, przewodności, a w razie potrzeby także bakterii grupy coli i Escherichia coli. Na podstawie tego badania projektujemy system uzdatniania.

Drugie – wody już uzdatnionej, czyli po przejściu przez wszystkie urządzenia. Robimy je dopiero, gdy system jest uruchomiony, wypłukany i pracuje stabilnie kilka tygodni. To badanie potwierdza, że uzdatnianie faktycznie działa – i że woda spełnia wymagania Rozporządzenia Ministra Zdrowia z 7 grudnia 2017 roku w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi (Dz.U. 2017 poz. 2294).

Badania zlecajcie w akredytowanym laboratorium albo lokalnym Sanepidzie. Zwykła próbka „od pana z internetu" nie jest dokumentem, a Wam może być potrzebny papier – chociażby przy odbiorze budynku albo w razie sporu z dostawcą urządzeń.

Co bywa w wodzie ze studni

Zanim opowiem o samych urządzeniach, zatrzymajmy się przy tym, co w wodzie zwykle siedzi.

Twardość ogólna to suma jonów wapnia i magnezu. Norma dla wody pitnej jej nie limituje od góry, ale praktyka eksploatacyjna tak. Powyżej 14 stopni niemieckich (°dH) macie już kamień w czajniku, na ścianie kabiny prysznicowej, na grzałce w pralce i na wymienniku ciepła w bojlerze. Wody powyżej 20 °dH są na tyle uciążliwe, że bez zmiękczacza wody nie da się normalnie żyć.

Żelazo ma normę 0,2 mg/l, a w studniach na Śląsku, w Wielkopolsce czy na Mazurach często widzę wartości 1, 2, a nawet 5 mg/l. Żelazo daje rdzawe naloty, brunatną wodę po porannej stagnacji w rurach, plamy na białych ubraniach z pralki i nieprzyjemny posmak.

Mangan ma normę 0,05 mg/l i w wielu rejonach Polski występuje razem z żelazem. Daje czarne osady – szczególnie widoczne w czajnikach i armaturze.

Jon amonowy to wskaźnik zanieczyszczenia organicznego (np. z gospodarstwa rolnego w pobliżu albo nieszczelnego szamba). Norma to 0,5 mg/l. Powyżej tej wartości robi się temat poważny – bo amoniak sam w sobie nie jest groźny, ale zwykle towarzyszą mu bakterie.

Bakterie w studni głębinowej do 30 metrów to nie wyjątek. Im płytsza studnia, tym większe ryzyko skażenia mikrobiologicznego z infiltracji powierzchniowej. To problem, który rozwiązuje się lampą UV – o tym za chwilę.

Niskie pH (poniżej 6,5) sprawia, że woda jest agresywna dla instalacji metalowej. Stopniowa korozja miedzi i stali w rurach to realny koszt eksploatacji, którego można uniknąć korektą pH na etapie uzdatniania.

Filtr mechaniczny – pierwsza linia obrony

Każda instalacja na studni zaczyna się od filtra mechanicznego. To proste sito, które wyłapuje piasek, drobiny mułu, kawałki rdzy z rur i wszystko, co jest na tyle duże, żeby zatkać urządzenia stojące za nim.

Najpopularniejsze są filtry kubkowe ze szklanym lub przezroczystym kloszem i wymiennym wkładem 5 lub 20 mikronów. Stoją zaraz za przyłączem wody – czyli za zaworem głównym, redukcją ciśnienia i wodomierzem. To urządzenie kosztuje grosze w porównaniu z resztą systemu, ale jego brak potrafi zatkać zmiękczacz albo odżelaziacz w kilka miesięcy.

Wkład trzeba wymieniać. Z reguły kwartalnie, ale przy bardzo „brudnej" surowej wodzie nawet co miesiąc. Praktyczna uwaga z budów: filtr montujcie na takiej wysokości, żeby dało się go wygodnie odkręcić i wyciągnąć wkład bez akrobacji. Drugi filtr, w wersji „mocniejszej" – z większym kloszem albo z automatycznym płukaniem wstecznym – ma sens przy bardzo wysokim zapyleniu surowej wody.

Odżelaziacz i odmanganiacz

To zwykle jedno urządzenie – kolumna ze złożem katalitycznym (najczęściej Birm, MTM albo Greensand), z głowicą sterującą i zaworem regeneracyjnym. Zasada działania: woda przepływa przez warstwę złoża, które utlenia rozpuszczone żelazo i mangan do form nierozpuszczalnych. Te osadzają się na ziarnach złoża, a co kilka dni głowica uruchamia automatyczne płukanie wsteczne – wypłukuje osad do kanalizacji.

Co tu jest istotne i co regularnie pomijają wykonawcy:

Napowietrzanie – żelazo trzeba najpierw utlenić, żeby złoże mogło je związać. Przy stężeniach do 2 mg/l zazwyczaj wystarczy tlen rozpuszczony w wodzie albo prosty inżektor zasysający powietrze. Powyżej 2 mg/l potrzebny jest aerator – zbiornik z napowietrzaniem aktywnym. Bez aeratora odżelaziacz nie nadąża i co kilka miesięcy „dusi się" osadem.

pH – większość złóż katalitycznych pracuje w zakresie 6,8–8,5. Jeśli surowa woda ma pH 6,2, urządzenie nie zadziała poprawnie. Wtedy przed odżelaziaczem stawia się kolumnę odkwaszającą z dolomitem.

Przepływ – odżelaziacz dobiera się do średniego zapotrzebowania domu, a nie szczytowego. Dom czteroosobowy z dwiema łazienkami potrzebuje urządzenia o przepływie roboczym 1,5–2,0 m³/h. Za małe się zatka, za duże nie zdąży utlenić w przepływie.

Zmiękczacz wody

Zmiękczacz to kolejna kolumna – tym razem ze złożem jonowymiennym (żywicą). Żywica wymienia jony wapnia i magnezu, odpowiedzialne za twardość, na jony sodu. Po jakimś czasie żywica się „zatyka" wapniem i magnezem – wtedy uruchamia się regeneracja: solanka (woda nasycona solą tabletkowaną) płucze złoże i przywraca mu zdolność wymiany.

Co o zmiękczaczu warto wiedzieć:

Tester twardości – kupcie tester kropelkowy (kosztuje grosze) i mierzcie twardość raz na kilka tygodni. Dzięki temu wyłapiecie sytuację, w której zmiękczacz przestaje działać – na przykład skończyła się sól w zbiorniku albo zatkała głowica.

Sól – tabletkowana, do zmiękczaczy. Zużycie zależy od twardości surowej wody i ilości zużywanej wody w domu, więc w jednym gospodarstwie 25-kilogramowy worek schodzi w miesiąc, a w innym wystarcza na pół roku. Pamiętajcie: zwykła sól drogowa albo kuchenna nie nadaje się do zmiękczacza – zatka żywicę zanieczyszczeniami.

Bypass – każdy porządny zmiękczacz ma trójdrogowy zawór bypass. Ustawienie go na pozycję „omijaj" pozwala puścić wodę z pominięciem urządzenia, na przykład do podlewania ogrodu. Dla roślin twarda woda jest lepsza niż zmiękczona, bo zawiera wapń i magnez, których one potrzebują.

Dwa kurki w kotłowni – zaraz za zmiękczaczem warto mieć kurek do poboru wody zmiękczonej (do badania, do urządzeń domowych) i kurek wody twardej (na ogród). To kosztuje dwie złotówki na etapie hydrauliki, a oszczędza problemy później.

Filtr węglowy

Po zmiękczaczu często stawia się filtr z węglem aktywnym. Łapie chlor (jeśli okazjonalnie zachlorujecie studnię), zapachy i posmaki, a także część związków organicznych. W studniach ze zwykłą, czystą wodą pomijam go. W studniach z podejrzeniem zanieczyszczeń organicznych – gospodarstwo rolne obok, blisko drogi szybkiego ruchu, blisko cmentarza – zdecydowanie warto go mieć.

Lampa UV

Lampa UV to tuba ze stalowej rurki ze świetlówką UV-C w środku. Woda przepływa wzdłuż lampy, a promieniowanie ultrafioletowe niszczy DNA bakterii, wirusów i pierwotniaków. Nie zmienia smaku, zapachu ani składu wody – po prostu sterylizuje.

Lampę UV stawiamy zawsze na końcu, jako ostatnie urządzenie przed dystrybucją wody do instalacji domowej. Wcześniej woda musi być już mechanicznie czysta (wszystko, co zacieni promień UV, obniża skuteczność dezynfekcji), pozbawiona żelaza i manganu (bo osady na rurce kwarcowej blokują promieniowanie) i o znanym składzie.

Świetlówkę UV wymienia się raz w roku, niezależnie od tego, czy jeszcze świeci. Po roku jej skuteczność potrafi spaść poniżej 70%, a tego nie widać gołym okiem.

W studniach głębinowych poniżej 30 metrów, dobrze obudowanych, lampa UV bywa pomijana. W studniach płytszych, w gospodarstwach z bydłem w okolicy, w terenach zalewowych – to element niezbędny.

Odwrócona osmoza pod zlewem

Cały system, który opisałem, daje wodę nadającą się do mycia, prania, prysznica, do zmywarki. Ale wielu inwestorów chce mieć też wodę do picia bezpośrednio z kranu, bez kupowania butelek.

Do tego służy odwrócona osmoza. Mały zestaw montowany pod zlewem kuchennym: filtr wstępny, membrana osmotyczna, filtr węglowy końcowy, mały zbiornik ciśnieniowy i osobny kran na blacie. Membrana osmotyczna zatrzymuje praktycznie wszystko: sole, metale ciężkie, mikroplastiki, większość bakterii. Woda po niej jest niemal demineralizowana.

Niektórzy doliczają moduł mineralizujący – bo woda zupełnie pozbawiona soli mineralnych, pita w dużych ilościach, długoterminowo nie jest najlepsza. Membranę wymienia się raz na 2–3 lata, wkłady pre- i post-filtra co pół roku.

Kolejność urządzeń – to nie jest kwestia gustu

Kolejność, w jakiej urządzenia stoją na linii wody, jest narzucona przez fizykę i chemię procesu. Każda zmiana psuje system.

Standardowy układ od strony studni do dystrybucji w domu wygląda tak: studnia → naczynie przeponowe (hydrofor) → filtr mechaniczny → ewentualny aerator i odkwaszacz → odżelaziacz/odmanganiacz → zmiękczacz → ewentualny filtr węglowy → lampa UV → instalacja domowa.

Pod zlewem kuchennym, na osobnym podłączeniu po lampie UV, ustawiamy odwróconą osmozę. Zasilanie urządzeń elektrycznych (głowice odżelaziacza i zmiękczacza, lampa UV, hydrofor) wymaga osobnego obwodu w rozdzielnicy – najlepiej z zabezpieczeniem przeciwprzepięciowym, bo lampa UV po wyładowaniu atmosferycznym potrafi się uszkodzić jako pierwsza.

Co zaplanować na etapie budowy

Tu wracamy do kotłowni, bo to ona musi pomieścić cały system.

Powierzchnia – odżelaziacz to kolumna o wysokości 130–160 cm i średnicy 25–30 cm. Plus zbiornik soli zmiękczacza (40–80 cm wysokości, 35 cm średnicy). Plus aerator, jeśli potrzebny – to dodatkowy zbiornik 80–100 cm wysokości. Plus filtry, lampy, hydrofor. Liczcie sobie minimum 2 metry bieżące ściany w kotłowni przeznaczone wyłącznie na uzdatnianie.

Odpływ do kanalizacji – głowice odżelaziacza i zmiękczacza w trakcie regeneracji odprowadzają solankę i popłuczyny do kanalizacji. Potrzebujecie wpustu w podłodze kotłowni albo podejścia syfonowego z rurą 32–40 mm w pobliżu urządzeń. Ten szczegół często pomija się przy projektowaniu hydrauliki – i potem trzeba kuć wylewki, które już są wykonane. To jest dokładnie ten moment, w którym hydraulik na etapie podejść w stanie surowym musi wiedzieć, że dom będzie zasilany ze studni.

Zasilanie elektryczne – minimum dwa gniazdka w pobliżu urządzeń, najlepiej cztery. Zmiękczacz, odżelaziacz, lampa UV, hydrofor – każde z nich potrzebuje stałego zasilania. Plus zapas na ewentualną pompę dozującą do dezynfekcji albo dodatkowy moduł sterujący.

Przyłącze wody – z hydroforu rura PE 32 mm albo stalowa ocynkowana, do kotłowni, z zaworem głównym, redukcją ciśnienia (4–5 barów to wartość, której wymaga większość urządzeń) i manometrem.

Temperatura w pomieszczeniu – żywice jonowymienne i złoża katalityczne nie pracują dobrze poniżej 5 °C. Kotłownia musi być ogrzewana albo chociaż termoizolowana z dodatnią temperaturą zimą. Utrata sprawności w mrozach to częsty problem w garażach nieogrzewanych, gdzie ktoś wepchnął zmiękczacz „bo nie było miejsca w domu".

Wpływ na resztę domu

Uzdatnianie wody nie kończy się w kotłowni. Wpływa na całą instalację i większość urządzeń AGD.

Pralka i zmywarka – twarda woda powyżej 14 °dH potrafi skrócić żywotność grzałek nawet o połowę. Producenci AGD wprost piszą w warunkach gwarancji, że uszkodzenia spowodowane osadem wapiennym nie są objęte naprawą. Zmiękczacz to nie luksus, tylko ekonomia eksploatacji.

Bojler i wymiennik ciepła w pompie ciepła – kamień na grzałce bojlera obniża sprawność grzania o kilkanaście procent. W pompie ciepła z wbudowanym zasobnikiem CWU twarda woda potrafi w kilka lat zmniejszyć przepływ przez wymiennik na tyle, że sterownik zaczyna sygnalizować błędy.

Bateria prysznicowa, deszczownica, kabina prysznicowa – twarda woda odkłada się na chromowanych powierzchniach i na szkle kabiny w postaci białego nalotu, który po roku trudno usunąć nawet octem. Zmiękczona woda zostawia idealnie czystą armaturę przez całe lata.

Cyrkulacja CWU – w domach z cyrkulacją (czyli z pompką cyrkulacyjną na ciepłej wodzie) twarda woda krąży w obiegu praktycznie cały czas i osadza kamień znacznie szybciej niż w zwykłej instalacji. Zmiękczacz w takich domach to absolutna podstawa.

Eksploatacja – co Was czeka po wprowadzeniu

System uzdatniania to nie urządzenie, które się włącza i zapomina. Raz w miesiącu trzeba zajrzeć do kotłowni i sprawdzić, czy jest sól w zbiorniku zmiękczacza, czy filtr mechaniczny nie jest zatkany, czy lampa UV się świeci, czy nie ma śladów wycieków pod kolumnami.

Raz w roku warto zlecić serwis – wymianę świetlówki UV, sprawdzenie głowic, ewentualną dezynfekcję żywicy zmiękczacza. Niektóre firmy uzdatniające oferują abonament serwisowy z wizytą raz w roku – to rozwiązanie warte rozważenia, jeśli nie macie ochoty obsługiwać systemu samodzielnie.

Co kilka lat (zależy od jakości wody i intensywności użytkowania) wymienia się złoża – żywicę w zmiękczaczu zwykle co 8–10 lat, katalityczne złoże w odżelaziaczu co 5–7 lat. To planowy koszt eksploatacyjny, który warto przewidzieć w domowym budżecie.

Podsumowanie

Studnia to wolność od wodociągu, ale za tę wolność płacicie odpowiedzialnością za jakość wody. System uzdatniania w domu jednorodzinnym to zwykle pięć–sześć urządzeń ustawionych w określonej kolejności, plus odwrócona osmoza pod zlewem na wodę pitną. Klucz to zacząć od badania surowej wody, zaprojektować uzdatnianie pod jej skład (a nie pod gotowy zestaw promocyjny), zostawić w kotłowni miejsce, odpływ i zasilanie elektryczne, a potem potwierdzić skuteczność systemu drugim badaniem. Wszystko, co zaplanujecie wcześniej, kosztuje kilka razy mniej, niż przerobienie tego po wykończeniu domu.

Disclaimer

Niniejszy artykuł opisuje praktykę, którą stosuję na budowach domów jednorodzinnych zasilanych z własnej studni głębinowej. Konkretny dobór urządzeń i parametrów uzdatniania zależy od wyników badania surowej wody – każda studnia jest pod tym względem inna. Przed zakupem systemu zlećcie analizę wody w akredytowanym laboratorium, a projekt uzdatniania powierzcie firmie z doświadczeniem w Waszym regionie. Skuteczność dezynfekcji UV oraz parametry wody pitnej muszą być potwierdzone badaniem zgodnym z Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z 7 grudnia 2017 roku w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi (Dz.U. 2017 poz. 2294). Decyzje dotyczące dezynfekcji bakteriologicznej, doboru lampy UV oraz wymiany złóż konsultujcie z osobą posiadającą uprawnienia w zakresie uzdatniania wody.

Wróć do bloga

Powiązane artykuły

Wszystkie artykuły »