Wojciech Tracichleb · Blog  · 13 min czytania

Studnia głębinowa – kiedy warto wiercić | Poradnik

Studnia głębinowa to nie tylko odwiert. To projekt geologiczny, pozwolenia, pompa, uzdatnianie i serwis. Sprawdźcie kiedy taka inwestycja ma sens.

Studnia głębinowa to nie tylko odwiert. To projekt geologiczny, pozwolenia, pompa, uzdatnianie i serwis. Sprawdźcie kiedy taka inwestycja ma sens.

Pytanie o własną studnię wraca u mnie na budowach co kilka tygodni. Czasem dlatego, że na działce nie ma sieci wodociągowej i innego wyjścia po prostu nie ma. Czasem dlatego, że ktoś usłyszał od sąsiada, że „woda z własnej studni jest za darmo" i postanowił zrobić tak samo. A czasem dlatego, że woda miejska kosztuje coraz więcej i ludzie szukają sposobu, żeby się od opłat uniezależnić. Każdy z tych powodów wygląda inaczej, jeśli policzy się go na chłodno – razem z projektem geologicznym, formalnościami, pompą, hydroforem, badaniami wody i uzdatnianiem. Bo studnia głębinowa to nie sam odwiert. To cały system, który trzeba zbudować, sfinansować i potem przez lata serwisować. W tym artykule pokażę Wam, kiedy taka inwestycja ma sens, a kiedy lepiej zostać przy sieci wodociągowej. Cały temat ujęcia wody na działce zaczyna się jednak wcześniej – od sprawdzenia, jakie media są dostępne na działce przed zakupem.

Czym właściwie jest studnia głębinowa

Gdy mówimy „studnia głębinowa", mamy na myśli odwiert wykonany maszynowo, w którym pompa jest zanurzona w wodzie, czyli pracuje pod jej lustrem. To jest istotna różnica względem starych studni kopanych z kręgów betonowych, gdzie woda była podciągana z góry. Studnia głębinowa sięga zwykle od kilkunastu do kilkudziesięciu metrów w głąb gruntu, do warstwy wodonośnej, w której jest stabilny zasób wody. Średnica odwiertu to standardowo kilkanaście centymetrów, w środku znajduje się rura osłonowa z filtrem w dolnej partii, a w niej pompa głębinowa zawieszona na linie ze stali nierdzewnej i podłączona do rury tłocznej, którą woda jest tłoczona na górę.

Z powierzchni nie widać zwykle nic poza obudową studni – małym betonowym kręgiem albo nowoczesną obudową z tworzywa schowaną pod terenem. Cała instalacja jest pod ziemią. To dobrze wygląda, ale jednocześnie tworzy pewną pułapkę: kiedy coś się zepsuje, dostęp do pompy oznacza wyciągnięcie jej w całości, czasem z linią zasilającą i rurą tłoczną. Dlatego o jakości każdego elementu trzeba myśleć tak, jakbyście montowali go na 15–20 lat bez zaglądania.

Kiedy w ogóle warto rozważać własne ujęcie

Zanim zaczniecie liczyć cokolwiek, odpowiedzcie sobie na pierwsze pytanie: czy w drodze przy działce jest sieć wodociągowa i jakie są warunki przyłącza. Jeśli sieć jest, jeśli warunki techniczne są przyzwoite i jeśli odległość od studzienki przyłączeniowej do budynku nie jest jakaś dramatyczna, to w większości przypadków odpowiedź brzmi: bierzcie wodę z sieci. Powód jest prozaiczny – sieci wodociągowej pilnuje ktoś inny. Jest tam ciągłe ciśnienie, jest stała jakość wody (bo wodociąg musi spełniać normy sanitarne), jest serwis na wypadek awarii i nie ma żadnego sprzętu na działce, który mógłby się zepsuć w sobotę o 22:00.

Sytuacja zmienia się, kiedy sieci nie ma w ogóle, a najbliższy odcinek jest tak daleko, że budowa przyłącza wodociągowego dłuższego niż kilkadziesiąt metrów staje się porównywalna kosztowo z wywierceniem własnej studni. Wtedy własne ujęcie nie jest fanaberią, tylko jedyną sensowną drogą. Druga sytuacja, w której własna studnia naprawdę ma sens, to działki w rejonach, gdzie sieć jest, ale bardzo niestabilna – bywają takie gminy, gdzie spadki ciśnienia są na porządku dziennym, a w lecie woda potrafi „znikać" na kilka godzin. Tam studnia jako rezerwa albo główne źródło z siecią w tle ma swoje uzasadnienie. Trzecia sytuacja to bardzo duże zapotrzebowanie – duży ogród, oczko wodne, zwierzęta gospodarskie, basen. Wtedy nawet przy istniejącej sieci własne ujęcie do podlewania może się zwrócić.

Czego natomiast nie polecam, to zaczynania od entuzjastycznego założenia: „bo woda będzie za darmo". Ona nie będzie za darmo. Będzie kosztować inaczej – nie w opłacie miesięcznej, tylko w inwestycji początkowej, prądzie do pompy, soli do zmiękczacza, wymianie filtrów, okresowych badaniach wody i serwisie hydroforu. To, czy wyjdziecie na plus, zależy od konkretnej działki, konkretnej wody i konkretnego zużycia.

Sprawdzenie warunków geologicznych przed decyzją

Zanim w ogóle zaczniecie zbierać oferty firm wiertniczych, zróbcie zwiad. Najtańsze i najbardziej wiarygodne źródło informacji to sąsiedzi, którzy mają już własne studnie. Pytajcie konkretnie: na jakiej głębokości znaleźli wodę, ile metrów ma odwiert, jaka jest wydajność (czyli ile wody pompa potrafi podać w ciągu godziny), jaka jest jakość wody i jakie uzdatnianie musieli zastosować. Te trzy informacje – głębokość, wydajność, jakość – decydują o sensie całej inwestycji.

Drugie źródło to lokalna firma wiertnicza, która działa w okolicy od lat. Tacy ludzie mają w głowie mapę warstw wodonośnych w promieniu kilkunastu kilometrów i są w stanie z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, czego się u Was spodziewać. Trzecie źródło to oficjalne dane geologiczne dostępne w geoportalu i w państwowej służbie hydrogeologicznej, ale tu już potrzebujecie kogoś, kto to umie czytać, czyli geologa.

Trzy rzeczy mają tu największe znaczenie. Po pierwsze: na jakiej głębokości jest woda. Inaczej liczy się studnia o głębokości 18 metrów, a inaczej 45 metrów – nie tylko ze względu na sam odwiert, ale i na pompę, kabel, rurę tłoczną. Po drugie: jaka jest wydajność warstwy. Studnia, która daje 0,5 m³/h przy stałym poborze, to za mało nawet dla średniego domu, jeśli w grę wchodzi podlewanie ogrodu. Po trzecie: jaka jest jakość wody. W niektórych regionach Polski woda z głębinówki jest tak zażelaziona albo tak twarda, że uzdatnianie kosztuje drugie tyle co sama studnia. To trzeba wiedzieć, zanim wezmą się za odwiert, a nie po fakcie.

Strona prawna – co mówią przepisy

Tu zaczyna się część, którą najczęściej omija się w internetowych poradnikach, a która naprawdę decyduje o tym, czy Wasza studnia w razie kontroli zostanie uznana za legalną, czy za samowolę. W Polsce wykonanie i użytkowanie studni głębinowej regulują dwa odrębne akty prawne, które trzeba czytać równolegle: ustawa Prawo geologiczne i górnicze (ustawa z dnia 9 czerwca 2011 r., Dz.U. 2011 nr 163 poz. 981 z późniejszymi zmianami) oraz ustawa Prawo wodne (ustawa z dnia 20 lipca 2017 r., Dz.U. 2017 poz. 1566 z późniejszymi zmianami). Pierwsza dotyczy samego odwiertu jako roboty geologicznej. Druga – poboru wody.

Z punktu widzenia inwestora indywidualnego budującego dom jednorodzinny najważniejsze są dwa progi. Pierwszy to głębokość 30 metrów. Drugi to pobór wody na poziomie 5 m³ na dobę liczony średniorocznie.

Jeśli planujecie studnię o głębokości do 30 metrów i pobór wody nieprzekraczający 5 m³ na dobę, w celu zaspokojenia własnych potrzeb gospodarstwa domowego, sprawa formalna wygląda relatywnie prosto. Zgodnie z art. 33 ustawy Prawo wodne taki pobór mieści się w tak zwanym zwykłym korzystaniu z wód i nie wymaga pozwolenia wodnoprawnego ani zgłoszenia wodnoprawnego. Natomiast sam odwiert jest robotą geologiczną w rozumieniu Prawa geologicznego i górniczego i wymaga sporządzenia projektu robót geologicznych przez uprawnionego geologa oraz zgłoszenia tego projektu staroście (a w przypadku miast na prawach powiatu – prezydentowi miasta). Starosta ma określony czas na zgłoszenie sprzeciwu. Jeśli go nie wniesie, można przystąpić do prac.

Jeśli natomiast planujecie studnię głębszą niż 30 metrów albo zakładacie pobór większy niż 5 m³ na dobę – co w typowym domu jednorodzinnym zdarza się rzadko, ale zdarza, na przykład przy dużym ogrodzie z automatycznym nawadnianiem albo przy basenie – sprawa się komplikuje. Wtedy potrzebny jest pełen projekt robót geologicznych zatwierdzony decyzją starosty oraz – w przypadku przekroczenia progu poboru – pozwolenie wodnoprawne wydawane przez właściwy organ Wód Polskich. Oba postępowania są oddzielne, oba wymagają opracowań eksperckich, oba mają swoje terminy.

Po wykonaniu studni geolog sporządza dokumentację z robót geologicznych, która jest składana w starostwie. To jest dokument, który warto trzymać razem z całą dokumentacją domu. Inwestorzy często o tym zapominają i potem, przy sprzedaży nieruchomości albo przy kontroli, brakuje papierów potwierdzających legalność ujęcia.

Niezależnie od progów pamiętajcie też o jednej kwestii, która jest poza ustawą wodną i geologiczną, ale potrafi sparaliżować plany: miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego albo warunki zabudowy. W niektórych gminach dla danego terenu wymagane jest podłączenie do sieci wodociągowej, jeśli ona istnieje. Wtedy nawet legalny technicznie odwiert może być w konflikcie z aktem prawa miejscowego. Przed podjęciem decyzji warto to zweryfikować w urzędzie gminy.

Kiedy wiercić w trakcie budowy

Odwiert najlepiej wykonać na początku budowy, dokładnie wtedy, gdy na działce i tak są ciężkie maszyny. Wiertnica na samochodzie albo na podwoziu gąsienicowym to sprzęt, który zostawia ślady. Jeśli przyjedzie na ułożoną kostkę brukową, świeży trawnik albo wykończony ogród, to potem trzeba będzie naprawiać szkody. Lepiej żeby przyjechała wtedy, gdy działka jest nadal placem budowy.

Drugi argument za wczesnym terminem to logistyka instalacji. Z odwiertu wychodzi rura tłoczna, którą trzeba poprowadzić do budynku – do hydroforu albo bezpośrednio do instalacji w domu. Trzeba też doprowadzić zasilanie elektryczne do pompy. Jeśli wiercicie pod koniec budowy, kładzenie tych rur i kabli wymaga rozkopywania terenu, który zwykle jest już zagospodarowany. Wcześniej można to wszystko zrobić przy okazji innych prac ziemnych: przyłączy, drenażu, kanalizacji deszczowej.

Trzeci argument: woda ze studni przydaje się już w trakcie budowy. Murarze, tynkarze, ekipa od wylewek – wszyscy potrzebują wody. Jeśli przyłącza wodociągowego jeszcze nie ma, a studnia już działa, część kłopotów zniknie. To samo dotyczy podlewania świeżego betonu i pielęgnacji ścian fundamentowych w upały.

Pompa, hydrofor i instalacja

Sama studnia, czyli odwiert z rurą filtrową, to dopiero początek. Żeby system działał, potrzebujecie pompy głębinowej, hydroforu i obudowy studni. Pompa głębinowa to urządzenie zanurzone, dobierane do wydajności i głębokości studni. Wisi na linie ze stali nierdzewnej, podłączona do rury tłocznej i kabla zasilającego. Lina jest istotna, bo to ona trzyma pompę – nie wolno wieszać pompy na samym kablu zasilającym, bo prędzej czy później kabel pęknie i pompa zostanie na dnie. To jeden z błędów, na które zwracam uwagę przy każdym odbiorze takiej instalacji.

Hydrofor to zbiornik z poduszką powietrzną, który stabilizuje ciśnienie w instalacji wewnętrznej domu. Bez niego pompa głębinowa załączałaby się przy każdym otwarciu kranu, co po pierwsze zużywałoby pompę, po drugie dawało skoki ciśnienia i hałas. Z hydroforem pompa załącza się rzadziej, na dłużej, i wyłącza się po napełnieniu zbiornika. Lokalizacja hydroforu – kotłownia, pomieszczenie techniczne, garaż. Najważniejsze, żeby było tam ciepło (powyżej 0°C zimą) i sucho.

Obudowa studni to mała, ale istotna część. Jej zadaniem jest chronić głowicę odwiertu, zapewnić dostęp serwisowy do pompy i zabezpieczyć studnię przed dostaniem się wody powierzchniowej z zewnątrz. To ostatnie jest najważniejsze, bo główne zagrożenie sanitarne dla studni nie pochodzi z głębi gruntu, tylko właśnie z powierzchni – wody opadowe spływające do źle zabezpieczonej głowicy potrafią zanieczyścić ujęcie bakteriologicznie. Obudowy z tworzywa są dziś standardem i sprawują się lepiej niż stare betonowe kręgi, które bywały nieszczelne.

Badania wody i uzdatnianie

Tu jest punkt, który pomijają zwolennicy „taniej studni". Woda z głębinówki w polskich warunkach prawie nigdy nie jest gotowa do picia bez uzdatnienia. W zależności od regionu może mieć podwyższoną zawartość żelaza i manganu (wtedy daje rdzawe zacieki na białej armaturze), może być twarda (wtedy zatyka armaturę kamieniem i niszczy AGD), może mieć podwyższoną zawartość amoniaku, siarkowodoru albo bakterii. Każdy z tych problemów wymaga innego rozwiązania.

Dlatego badania wody trzeba zrobić co najmniej dwa razy. Pierwszy raz, zanim wybierzecie zestaw uzdatniający – po to, żeby wiedzieć, czego dotyczy problem. Drugi raz, po zamontowaniu uzdatniania – po to, żeby zweryfikować, czy system rzeczywiście działa. Badanie wykonuje akredytowane laboratorium, w zakresie co najmniej fizykochemicznym (twardość, żelazo, mangan, pH, przewodność, amoniak, azotany) i bakteriologicznym (bakterie grupy coli i E. coli). Próbka musi być pobrana zgodnie z procedurą laboratorium, najlepiej przez jego pracownika.

Sam zestaw uzdatniający to zwykle kombinacja kilku urządzeń: filtr odżelaziająco-odmanganiający (jeśli woda zawiera te związki w nadmiarze), zmiękczacz wody działający na zasadzie wymiany jonowej z regeneracją solą, filtr mechaniczny wstępny i często lampa UV dezynfekująca wodę bakteriologicznie. Wszystko to zajmuje miejsce w pomieszczeniu technicznym, wymaga podłączenia do prądu, do kanalizacji (na popłuczyny i regenerację) i regularnego serwisu – wymiana złóż co kilka lat, dosypywanie soli co kilka miesięcy, wymiana lampy UV co rok.

To, co trzeba sobie uświadomić, to że uzdatnianie nie jest dodatkiem, tylko częścią systemu. W niektórych przypadkach, przy wyjątkowo trudnej wodzie, łączny koszt zestawu uzdatniającego potrafi się zbliżyć do kosztu samego wiercenia. Stąd reguła z budów: zanim podpiszemy umowę z firmą wiertniczą, mamy w ręku informację o jakości wody w okolicy. Bo jeśli woda jest tragiczna, to być może lepszym rozwiązaniem jest jednak walka o przyłącze wodociągowe, nawet drogie.

Próba szczelności i odbiór całej instalacji

Po podłączeniu studni do hydroforu i instalacji wewnętrznej cała linia wodna powinna przejść próbę szczelności tak samo, jak gdyby zasilana była z sieci miejskiej. To jest standard, na którym nie ma sensu oszczędzać przy żadnym źródle wody.

Kiedy studnia nie ma sensu

Studnia głębinowa to słaby pomysł w trzech sytuacjach. Pierwsza: gdy istnieje przyłącze wodociągowe w rozsądnej odległości, woda miejska jest w przyzwoitej cenie, a Wy nie macie szczególnie dużego ogrodu ani basenu. Wtedy własne ujęcie zwróci się nigdy albo dopiero po wielu latach – a Wy w tym czasie będziecie mieć więcej obowiązków serwisowych, więcej awarii i więcej decyzji do podjęcia.

Druga: gdy okolica jest znana z fatalnej jakości wody podziemnej. W takiej sytuacji uzdatnianie pożre cały budżet, a serwis będzie kosztować rocznie więcej niż dotychczasowe rachunki za sieć. Zdarza się, że inwestorzy dokopują się do wody, której nawet po kilkuletniej walce nie udaje się doprowadzić do stanu używalnego dla całego domu, i kończy się dokupieniem przyłącza wodociągowego oraz studnią ograniczoną do podlewania.

Trzecia: gdy nie macie zamiaru zajmować się instalacją. Studnia, hydrofor, uzdatnianie – to wszystko wymaga uwagi. Jeśli wolicie zapomnieć o wodzie i mieć ją „z gniazdka", wodociąg jest mniej kłopotliwy. Mówię to wprost, bo z setek budów wiem, że część inwestorów wierci studnię z miłości do idei niezależności, a potem latami żałuje, że nie wzięli wody z ulicy.

Z drugiej strony, gdy sieci nie ma i nie zanosi się, żeby była, gdy działka leży w rejonie z dobrymi warunkami hydrogeologicznymi, gdy macie świadomość kosztu całego systemu razem z uzdatnianiem i jesteście gotowi to obsługiwać – studnia głębinowa jest dobrym rozwiązaniem. Po prostu trzeba ją zaplanować z głową, wykonać legalnie, kupić solidny sprzęt i nie oszczędzać na uzdatnianiu. W takich warunkach posłuży Wam przez kilkanaście, a nawet dwadzieścia parę lat.

Podsumowanie

Studnia głębinowa to inwestycja, w której wszystko zależy od trzech rzeczy: warunków geologicznych Waszej działki, jakości wody w okolicy i tego, ile naprawdę wody potrzebujecie. Strona prawna, czyli projekt robót geologicznych, zgłoszenie staroście i ewentualne pozwolenie wodnoprawne dla większych poborów, jest do przejścia, ale wymaga dokumentów, których nie wolno zostawiać na potem. Strona techniczna, czyli pompa, hydrofor, uzdatnianie i serwis, decyduje o realnym koszcie i komforcie użytkowania. Strona ekonomiczna pokaże Wam, czy ten cały system zwróci się względem przyłącza wodociągowego. Najgorsza decyzja to taka, w której wydaje Wam się, że woda będzie za darmo – w praktyce zawsze ma jakąś cenę, tylko rozłożoną inaczej. Najlepsza decyzja to taka, w której policzycie wszystko – odwiert, instalację, badania, uzdatnianie i serwis – i dopiero wtedy wybierzecie. A jeśli sieć wodociągowa jest pod nogami i działa, to w większości przypadków warto z niej skorzystać i nie komplikować sobie życia.

Na koniec – ważne zastrzeżenie

Niniejszy artykuł opisuje stan prawny i praktykę budowlaną według mojej wiedzy aktualnej w czasie publikacji. Przepisy dotyczące studni głębinowych, w szczególności ustawa Prawo geologiczne i górnicze oraz ustawa Prawo wodne, podlegają zmianom – progi głębokości, progi poboru, terminy postępowań i wymagania dokumentacyjne mogą zostać zmodyfikowane przez ustawodawcę. Każda decyzja administracyjna w sprawie studni jest indywidualna i zależy od konkretnej działki, miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, warunków hydrogeologicznych oraz organu prowadzącego postępowanie. Dlatego zanim podejmiecie decyzję inwestycyjną, zweryfikujcie aktualny stan prawny u uprawnionego geologa oraz w urzędzie gminy i starostwie powiatowym właściwym dla lokalizacji Waszej działki. Strona finansowa inwestycji – łączny koszt odwiertu, instalacji, uzdatniania i wieloletniego serwisu – również zależy od indywidualnych warunków i powinna zostać policzona na podstawie ofert pozyskanych dla konkretnej lokalizacji, a nie szacunków ogólnych. Treść artykułu nie zastępuje porady prawnej ani projektowej.

Wróć do bloga

Powiązane artykuły

Wszystkie artykuły »