Wojciech Tracichleb · Blog  · 9 min czytania

Najczęstsze błędy przed rozpoczęciem budowy domu

Większość kosztownych błędów na budowie powstaje zanim wjedzie koparka. Sprawdźcie, których pominąć nie wolno.

Większość kosztownych błędów na budowie powstaje zanim wjedzie koparka. Sprawdźcie, których pominąć nie wolno.

Najwięcej pieniędzy na budowie nie traci się na placu budowy. Traci się je przy biurku – przed pierwszą łopatą. Jeśli budowa idzie nerwowo, drogo i z opóźnieniami, źródło problemu prawie zawsze leży w decyzjach podjętych jeszcze zanim koparka pierwszy raz wjechała na działkę. Plac budowy tylko ujawnia te błędy.

W mojej książce „Od marzenia do wprowadzenia" rozpisałem cały proces krok po kroku, między innymi po to, żeby ten etap przygotowawczy nie był pomijany. Tutaj zbieram najczęstsze błędy, które obserwuję u inwestorów stojących na progu budowy. Nie po to, żeby Was straszyć – po to, żebyście wiedzieli, gdzie ustawić sobie czerwone flagi. Pełny zakres przygotowań, do którego ten tekst jest „lustrem", znajdziecie w liście rzeczy do załatwienia przed rozpoczęciem budowy.

Wybór projektu pod presję emocji, a nie pod budżet

Najczęstszy błąd, jaki widzę: rodzina wybiera projekt, który im się po prostu podoba, nie konfrontując go z realnym kosztem całej inwestycji. Patrzy się na metraż i na cenę projektu na stronie biura, a nie na to, ile to wszystko będzie kosztowało po zsumowaniu działki, stanu deweloperskiego, wykończenia, zagospodarowania terenu i tysięcy drobiazgów po drodze.

Dom to nie cena z folderu projektowego. Dom to w skrócie: działka plus przyłącza plus generalny wykonawca lub system gospodarczy plus wykończenie plus ogrodzenie i kostka. Zanim podpiszecie cokolwiek, zbierzcie wyceny od kilku firm budowlanych w swojej okolicy – niekoniecznie szczegółowy kosztorys, ale orientacyjną kwotę. Dopiero wtedy zobaczycie, czy projekt mieści się w Waszych możliwościach.

Budowanie „na styk" finansowy, z ratą napiętą jak struna, to prosta droga do tego, żeby dom z marzenia stał się kulą u nogi. Lepszy mniejszy dom dziś, z buforem bezpieczeństwa, niż większy dom, którego rata będzie zjadać Wam radość z mieszkania.

Kupno działki przed konfrontacją z projektem i gruntem

Drugi klasyczny błąd to odwrócenie kolejności: najpierw kupuję działkę, bo „okazja", a potem zastanawiam się, co tam zbuduję. Tymczasem prawidłowy porządek jest odwrotny – najpierw przynajmniej wstępnie wybieracie projekt, potem szukacie działki, która ten projekt pomieści, i dopiero kupujecie po sprawdzeniu, czy faktycznie da się go tam zrealizować.

Najczęściej widzę dwa typowe scenariusze, które potrafią drogo kosztować. Pierwszy: ktoś kupuje działkę, na której miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego wymusza dach o określonym kącie nachylenia, a wybrany projekt ma dach płaski. Drugi: pod ziemią okazuje się być grunt nasypowy, torf albo zasypany gruz pokopalniany. Bez badań geotechnicznych przed zakupem nie macie o tym pojęcia – a fundamenty potrafią mocno zwiększyć koszt całej inwestycji.

Zanim podpiszecie akt notarialny, zlećcie badania geotechniczne (najczęściej da się to zrobić na podstawie pisemnej zgody właściciela), sprawdźcie MPZP, przeanalizujcie mapę zasadniczą i pogadajcie z architektem adaptującym o tym konkretnym projekcie na tej konkretnej działce.

MPZP, przyłącza i media pominięte na starcie

Kolejna pułapka: założenie, że „skoro stoją tu inne domy, to wszystko będzie". Niekoniecznie. Przez działkę może przebiegać linia średniego napięcia, gazociąg, wodociąg do sąsiada albo nieprzekraczalna linia zabudowy odsuwająca dom od drogi tak, że nie zmieścicie podjazdu. Spotkałem się z sytuacją, w której przesunięcie linii średniego napięcia było teoretycznie możliwe – ale wymagało długich formalności i istotnego wydatku po stronie inwestora. Teoretyczna „okazja" przestała być okazją.

Przed zakupem działki sprawdźcie:

  • czy plan miejscowy nie wyklucza Waszego projektu (kąt dachu, kolor pokrycia, garaż w bryle, linia zabudowy),
  • czy media, które Was interesują, są realnie dostępne – warunki przyłączeniowe na prąd, wodę, kanalizację i ewentualnie gaz wydaje się w terminach ustawowych i wymagają mapy zasadniczej,
  • czy działka ma faktyczny i prawny dostęp do drogi publicznej,
  • czy nie leży w obszarze zbiornika wód podziemnych albo na terenie z drenami melioracyjnymi,
  • czy sąsiedzi nie wspominają o problemach z wysokim poziomem wody gruntowej lub zalewaniu okolicy.

To godziny pracy, które oszczędzają lata żałowania.

Zespół specjalistów składany w panice tuż przed łopatą

Najwięcej nerwów kosztuje inwestorów to, że szukają architekta adaptującego, geodety, geologa i kierownika budowy w ostatniej chwili – kiedy potrzebują ich „na wczoraj". Tymczasem sensowna kolejność jest zupełnie inna: zespół kompletujecie zanim kupicie działkę. Nikomu nie marnujecie czasu, jeśli zapłacicie geodecie za godzinę konsultacji przed zakupem albo geologowi za badania, które ujawnią prawdziwy stan gruntu.

Architekt adaptujący to Wasz lekarz pierwszego kontaktu na całym etapie projektowym. Geodeta to ktoś, kto powie Wam, czy przez działkę nie przebiega rura, której nie widać na pierwszy rzut oka. Geolog mówi, co realnie jest pod ziemią. Kierownik budowy odbiera newralgiczne etapy i pilnuje zgodności z projektem. A jeśli idziecie z generalnym wykonawcą, to jego też wybieracie z wyprzedzeniem – nie z tygodnia na tydzień. Dobry generalny wykonawca ma terminy zapełnione daleko do przodu, więc kontaktujcie się z firmą zdecydowanie wcześniej niż w momencie, gdy chcecie wbić łopatę.

Poziom zero potraktowany jako szczegół techniczny

Poziom zero – ten, po którym będziecie chodzić – wielu inwestorów oddaje architektowi „bo on wie najlepiej". Architekt rzeczywiście wie dużo, ale jeśli nie był z Wami na działce z niwelatorem, nie ma pełnej informacji o ukształtowaniu terenu wokół domu. Zasada, którą stosuję od lat: dodajemy minimum 5 cm do najwyższego punktu gruntu wokół budynku, biorąc też pod uwagę poziom drogi (która z czasem może być podnoszona, szczególnie gdy jest gruntowa).

Najgroźniejszy nie jest sam poziom zero, tylko warstwa tuż pod posadzką – płyta lub chudziak, izolacja pozioma, początek murów. To tam może wedrzeć się woda podczas intensywnej ulewy. Jeśli wejdzie pod posadzkę i namoczy styropian, problem rośnie z czasem – włącznie z grzybem. Korekta po fakcie jest brutalna w kosztach. Decyzję o poziomie zero podejmujcie świadomie, najlepiej na działce, z geodetą lub kierownikiem.

Brak przyłącza prądu i wody na starcie

Powszechny kalkulator: „odłożę przyłącze prądu, żeby nie płacić opłaty stałej co miesiąc". W teorii brzmi rozsądnie, w praktyce kończy się to wynajmem agregatu prądotwórczego i ciągłym dolewaniem paliwa, co bardzo szybko przekracza koszt opłaty stałej za najbliższe lata. Do tego dochodzi pożyczanie prądu od sąsiada, rozliczanie się i niekończące się przedłużacze.

Skrzynki – elektryczną i gazową, jeśli przewidujecie ogrzewanie gazowe – stawiajcie zaraz po zakupie działki. Postawienie samej skrzynki nie obliguje Was do natychmiastowego montażu licznika i pełnych opłat, ale skraca cały proces tak, że kiedy realnie zaczniecie budowę, prąd jest już dostępny. To samo dotyczy wody: jeśli planujecie studnię głębinową, zlećcie odwiert wcześnie, dopóki na działce jest miejsce na ciężki sprzęt.

Słaba umowa albo jej brak

„Umówiliśmy się ustnie, bo to porządny człowiek." Słyszę to regularnie i regularnie kończy się to nieporozumieniami. Umowa z wykonawcą nie jest wyrazem braku zaufania – jest sposobem, żeby obie strony miały tę samą wersję ustaleń na piśmie. Minimum, jakie powinno się znaleźć w umowie:

  • pełne dane wykonawcy (z NIP-em, REGON-em, adresem),
  • dokładny zakres prac,
  • terminy rozpoczęcia i zakończenia,
  • wynagrodzenie z zasadami rozliczeń,
  • sposób rozliczenia rzeczy płatnych „po zużyciu".

Sama umowa Was w stu procentach nie ochroni – sądy działają wolno, a wyegzekwowanie wyroku potrafi być długim procesem. Dlatego najistotniejsza jest profilaktyka: wybór sprawdzonego wykonawcy, rozsądne zaliczki, etapowe rozliczenia i kontrola każdego ważnego momentu na budowie. Ale podstawą jest dokument, w którym wszystko jest spisane. Przekazanie umowy prawnikowi do weryfikacji to wydatek, który w skali całej inwestycji jest świetnie ulokowany.

Kredyt bez buforu i z napiętym harmonogramem

Dwa błędy kredytowe widzę najczęściej. Pierwszy: ludzie biorą dokładnie tyle, ile wynika z kosztorysu, bez żadnego zapasu. Tymczasem doświadczenie pokazuje, że budowa potrafi zaskoczyć kosztami – wymianą gruntu, którą badania wskazały na większą skalę niż się spodziewano, droższym pokryciem dachu, koniecznością wykonania dodatkowej hydroizolacji. Bez buforu kończy się to dobieraniem kredytu w trakcie, co jest droższe i trudniejsze.

Drugi błąd: krótki harmonogram w umowie kredytowej. Bank zwykle pozwala rozpisać budowę na maksymalny okres przewidziany regulaminem konkretnego banku. Wykorzystajcie maksymalny dostępny czas. Nic na tym nie tracicie – zakończenie prac wcześniej nigdy nie jest problemem dla banku, opóźnienie zawsze nim jest. Pamiętajcie też, że od zgłoszenia zakończenia etapu do wypłaty transzy potrafi minąć trochę czasu (jeśli bank wysyła rzeczoznawcę). Ten czas też trzeba wkalkulować.

Jeśli macie zdolność, lepiej wziąć kredyt na maksymalnie długi okres z możliwością nadpłacania. Rata bazowa jest niższa, więc w razie problemów życiowych macie elastyczność. A nadpłacając regularnie, realnie spłacacie kredyt szybciej. Krótszy okres zamyka Was w sztywnej racie, której nie zmniejszycie, jeśli przyjdą trudne miesiące.

Brak decyzji wnętrzarskich przed etapem elektryki

Etap instalacji elektrycznej to dla większości inwestorów najtrudniejszy moment do stanu deweloperskiego. Powód jest prosty: żeby świadomie zdecydować, gdzie mają być gniazdka i włączniki, trzeba wiedzieć, gdzie staną meble, gdzie będzie kuchnia z piekarnikiem i okapem, gdzie szafki nocne, gdzie biurko, jak wygląda projekt łazienki. To wszystko teoretycznie pora rozważać znacznie później – a tu trzeba podjąć decyzje teraz.

Najgorszy scenariusz: elektryka idzie „na czuja", a potem przy meblach okazuje się, że gniazdko jest za szafką, włącznik za drzwiami, brak punktu pod podświetlenie blatu kuchennego. Przeróbki to kucie ścian, naprawa tynku, ponowne malowanie. Jeśli nie zatrudniacie architekta wnętrz, zarezerwujcie sobie odpowiedni czas przed startem elektryki na pojechanie do salonów meblowych po projekt kuchni i do salonów płytek po projekt łazienki. Większość tych projektów dostaniecie za niewielką zaliczkę, która jest potem odejmowana od zamówienia.

Ubezpieczenie odłożone „na potem"

Polisa na dom w budowie kosztuje tyle, że nie ma sensu jej pomijać. Zakres ochrony jest węższy niż dla budynku zamieszkanego – w szczególności kradzież obejmuje dopiero stan surowy zamknięty z zamontowanymi oknami, drzwiami, bramą garażową i, w zależności od oferty ubezpieczyciela, podpisaną umową z firmą ochroniarską plus alarmem. Nie warto więc trzymać na nieukończonej budowie kosztownych materiałów w przekonaniu, że „w razie czego ubezpieczenie pokryje".

Druga kwestia, którą widzę pomijaną: polisy OC ekip wchodzących na budowę. Pęknięty wąż od pompy do wylewek potrafi wybielić cementem fragment elewacji sąsiada. Stłuczona panoramiczna szyba to poważny wydatek odtworzeniowy. Pytanie o aktualną polisę OC firmy powinno być standardowym punktem rozmowy przed podpisaniem umowy.

Co z tego wynika – profilaktyka zamiast gaszenia pożarów

Większość błędów, o których tu piszę, łączy jeden mechanizm: ktoś próbuje zaoszczędzić chwilę albo trochę pieniędzy na początku, a płaci za to wielokrotnie więcej w trakcie budowy. Etap przygotowawczy nie jest bonusem – jest fundamentem. Jeśli tu zrobicie porządną robotę, sama budowa stanie się zdecydowanie bardziej przewidywalna.

Konkretnie: zacznijcie od projektu skonfrontowanego z budżetem, kompletujcie zespół przed zakupem działki, działkę kupcie po sprawdzeniu MPZP, gruntu i mediów, przyłącza zlećcie od razu, kredyt weźcie z buforem i długim harmonogramem budowy, decyzje wnętrzarskie podejmijcie przed elektryką, a umowy z wykonawcami spiszcie z głową. Każdy z tych punktów osobno jest mały. Razem przesądzają o tym, czy budowa będzie spokojnym procesem, czy wieloletnim stresem.

Zastrzeżenia praktyczne

Zapisy MPZP, treść umów z wykonawcami, kwestia stosowania VAT 8% przy materiałach budowlanych na cele mieszkaniowe oraz konstrukcja umowy kredytowej są dla każdej budowy indywidualne i podlegają zmieniającym się przepisom. Powyższy artykuł opisuje praktykę, którą stosuję na swoich budowach, i błędy, które obserwuję najczęściej. Konkretne zapisy umów oraz decyzje podatkowe konsultujcie z prawnikiem i księgowym znającymi Wasz stan faktyczny, a interpretację MPZP – z architektem adaptującym i właściwym urzędem.

Wróć do bloga

Powiązane artykuły

Wszystkie artykuły »