Wojciech Tracichleb · Blog · 15 min czytania
Sprzątanie po budowie – profesjonalne czy samodzielne?
Po wyjściu ostatniej ekipy zostaje warstwa pyłu na każdej powierzchni, zacieki na oknach i resztki kleju na płytkach. Sami czy firma?

Kiedy ostatnia ekipa wykończeniowa pakuje narzędzia i zamyka za sobą drzwi, zostaje Wam dom – teoretycznie gotowy do wprowadzenia. W praktyce zostaje też coś jeszcze: kilkanaście kilogramów pyłu osiadłego na każdej poziomej powierzchni, zacieki na szybach, resztki kleju do płytek, fugi rozsmarowane po posadzkach, naklejki na armaturze, folie zabezpieczające na panelach, zaschnięte krople farby na klamkach i tysiąc drobiazgów, których nie widzieliście, dopóki nie weszliście do środka po dniu pracy fachowców.
Pytanie, które na tym etapie zadaje sobie praktycznie każdy inwestor, brzmi: zrobić to samemu czy zatrudnić firmę sprzątającą po budowie? Odpowiedź nie jest ani oczywista, ani uniwersalna. Zależy od skali domu, od tego, na jakim etapie wykończenia jesteście, ile prac zostało Wam jeszcze do wykonania własnymi rękami i – co najważniejsze – czego tak naprawdę wymaga sprzątanie pobudowlane, bo to nie jest to samo co odkurzanie mieszkania w sobotę rano.
Dlaczego sprzątanie po budowie to nie jest zwykłe sprzątanie
Zacznijmy od tego, co realnie zostaje w domu po pracach wykończeniowych. Pył to słowo, które bardzo upraszcza problem. W Waszym domu znajdziecie kilka różnych rodzajów osadów, każdy o innej charakterystyce i każdy wymagający innego podejścia.
Najwięcej pyłu pochodzi ze szlifowania gładzi gipsowych. Jest bardzo drobny, lekki, unosi się przy najmniejszym ruchu powietrza i osiada wszędzie – na parapetach, w narożnikach, na ramach okiennych, w kratkach wentylacyjnych, w obudowach lamp, na półkach w garderobach, na profilach okien, w prowadnicach drzwi przesuwnych, w kanałach rekuperacji, na żaluzjach fasadowych, na siatkach przeciwowadowych okien dachowych. Drugi rodzaj to pył cementowy z fugowania i klejów do płytek – cięższy, ostry, gorzej się rozpuszcza, łatwo zarysuje świeżo pomalowaną ścianę przy nieumiejętnym ścieraniu. Trzeci to drobne wióry i trociny po cięciu paneli, listew, drzwi i schodów. Czwarty – resztki silikonu, kleju montażowego, farby i gruntu, które po zaschnięciu nie schodzą wodą, tylko wymagają mechanicznego usunięcia albo specjalistycznego rozpuszczalnika.
Do tego dochodzą zabrudzenia kierunkowe: zacieki na oknach po pracach tynkarskich i fasadowych, mleczna powłoka na szybach z osadu mineralnego, ślady taśm malarskich i klejów montażowych na ramach okiennych, pasta klejąca na blacie kuchennym, ślady butów ekip na panelach (tak, mimo zabezpieczeń folią zdarza się to praktycznie zawsze), zaschnięte krople farby na klamkach, zawiasach, gniazdkach i włącznikach. Każde z tych zabrudzeń wymaga innego środka chemicznego, innej ścierki, innej techniki. Zwykła woda z płynem do naczyń nie wystarczy – potrafi rozsmarować pył gipsowy w cienką warstwę przypominającą gips, którą później bardzo trudno usunąć bez ponownego zalania powierzchni czystą wodą i wytarcia do sucha.
Ile sprzątania po budowie tak naprawdę jest
To pytanie warto zadać sobie zanim podejmiecie decyzję, czy bierzecie się sami, czy dzwonicie po firmę. Z moich obserwacji inwestorzy notorycznie niedoszacowują skali tej pracy.
W typowym domu jednorodzinnym, powiedzmy o powierzchni 150–180 m², do dokładnego wysprzątania po wszystkich pracach wykończeniowych mamy: każdą podłogę (umycie wstępne, drugie mycie po opadnięciu pyłu, czasem trzecie), każde okno – obie strony szyby plus rama plus parapet zewnętrzny i wewnętrzny, każdą fugę między płytkami (pył cementowy wnika w fugi i pozostawia szare zacieki, jeśli się go nie usunie świeżo), każdą glazurę – w łazienkach, w kuchni, w przedpokoju, każdy element białego montażu (umywalki, miski WC, wanny, kabiny prysznicowe – mają na sobie naklejki, folie i często ślady fug i silikonu), każdą lampę i każdą oprawę oświetleniową (pył osiada na kloszach i w szczelinach), każde gniazdko i każdy włącznik (pył wewnątrz, ślady palców i często krople farby na zewnątrz), kratki wentylacyjne, anemostaty rekuperacji, listwy przypodłogowe, parapety wewnętrzne i zewnętrzne, wszystkie drzwi wewnętrzne razem z ościeżnicami, klamkami i zawiasami, schody – stopnie, podstopnie, balustrady, każdą półkę i każdą zabudowę, jeśli meble są już zamontowane, kuchnię w całości, garaż, kotłownię, każde pomieszczenie gospodarcze.
I to jest tylko wnętrze. Dom po budowie ma też zewnętrze: elewację z resztkami zacieków po tynkach, parapety zewnętrzne, podjazd, taras, drzwi wejściowe i bramę garażową. Te elementy zwykle pomija się przy „sprzątaniu po budowie" w klasycznym rozumieniu, ale realnie też wymagają uwagi, bo pierwszy deszcz zmyje część pyłów na elewację i zostawi smugi.
Jeżeli mam to ująć uczciwie: dla dwóch osób bez wprawy, bez profesjonalnego sprzętu, bez właściwych środków chemicznych, dokładne wysprzątanie domu jednorodzinnego po pracach wykończeniowych to nie jest weekend. To jest poważny projekt, który łatwo rozkłada się na wiele dni intensywnej pracy. I prawie zawsze kończy się tak, że po pierwszym mieszkaniu w domu odkrywacie miejsca, których nie zauważyliście – pył w prowadnicach szafy garderobianej, zacieki na górnej krawędzi drzwi, kurz w lampach sufitowych.
Co realnie robi firma sprzątająca po budowie
Profesjonalne sprzątanie pobudowlane różni się od zwykłego serwisu sprzątającego dwoma rzeczami: zakresem prac i sprzętem. To nie jest pani z odkurzaczem i wiadrem.
Dobra ekipa od sprzątania po budowie – tak samo jak przy odbiorze domu do użytkowania, gdzie liczy się stan końcowy – przyjeżdża z odkurzaczami przemysłowymi z filtrami HEPA (istotne – odkurzacz domowy z filtrem klasy E10 czy E11 wydmuchuje drobny pył gipsowy z powrotem do powietrza, więc Wy odkurzacie, a pył krąży po pomieszczeniu i osiada ponownie), z mopami parowymi do dezynfekcji glazury, z padami do polerowania podłóg, z drabinami umożliwiającymi czyszczenie wysokich punktów (sufity nad schodami, lampy nad antresolą, wysokie okna), z dedykowanymi środkami chemicznymi: do glazury, do gresów, do okien, do sanitariatów, do silikonów, do okuć metalowych. Mają chemię do usuwania zacementowanych zacieków z szyb, do zdejmowania resztek silikonu i kleju montażowego z powierzchni szklanych i metalowych.
Standardowy zakres pracy obejmuje zwykle: sprzątanie wstępne (zebranie większych zanieczyszczeń, usunięcie folii zabezpieczających, naklejek), odkurzenie wszystkich powierzchni od góry do dołu (sufit, ściany, podłoga, w tej kolejności), dwustronne mycie okien razem z parapetami i ramami, mycie wszystkich powierzchni pionowych i poziomych, dokładne czyszczenie sanitariatów (płytki w łazience wymagają dwukrotnego mycia – pył cementowy z fug osiada drugi raz po wyschnięciu pierwszego mycia), pranie albo wymianę filtrów rekuperatora, odkurzenie kanałów wentylacyjnych w zasięgu ręki, czyszczenie osprzętu elektrycznego, polerowanie szkła. Część firm oferuje też mycie elewacji i tarasu w pakiecie zewnętrznym.
To, co dobrze zrobiona firma da Wam realnie, to dom gotowy do wprowadzenia bez konieczności robienia drugiej rundy sprzątania. To, co zrobicie sami bez wprawy, w zdecydowanej większości przypadków będzie wymagało doczyszczania kawałek po kawałku przez kolejne tygodnie po wprowadzeniu.
Czego najczęściej nie udaje się zrobić samodzielnie
Z moich obserwacji jest kilka miejsc, w których inwestorzy próbujący sprzątać samodzielnie najczęściej polegają. Warto je znać, bo to one decydują o ostatecznym efekcie.
Po pierwsze – okna. Pył gipsowy i mineralny osad po pracach tynkarskich, malarskich i fasadowych tworzy na szybach mleczną powłokę, której nie usuniecie zwykłym płynem do okien. Powłoka ta wymaga albo specjalistycznego środka, albo bardzo cierpliwego mycia z dwukrotną zmianą wody. Bez tego zostają smugi, które przy każdym świetle bocznym uwidaczniają się jeszcze przez wiele tygodni. Profesjonaliści używają zwykle ściągaczek i mikrofibry, dzięki czemu efekt jest powtarzalny. Sprzątanie powinno iść w parze z konsekwentnym wietrzeniem domu po wykończeniu, bo bez wymiany powietrza pył gipsowy szybko osiada ponownie. Mycie okien to też kwestia bezpieczeństwa – na piętrze, w domach z dużymi przeszkleniami HST czy oknami sufitowymi, samodzielne mycie z drabiny to dla osoby bez wprawy realne ryzyko.
Po drugie – fugi i glazura. Po fugowaniu na powierzchni płytek pozostaje warstwa zaprawy spoinującej, którą trzeba usunąć w określonym czasie po jej naniesieniu. Jeśli płytkarz nie wykonał tego dokładnie albo zostały drobne ślady, po wyschnięciu fugi powstaje matowa, szara powłoka. Można ją usunąć specjalnym środkiem na bazie kwasu (większość producentów oferuje tzw. cement remover), ale wymaga to wprawy – kwas w nadmiarze uszkadza fugę, w niedomiarze nie usuwa osadu. Robienie tego pierwszy raz w domu, w którym właśnie zapłaciliście znaczne pieniądze za płytki i fugowanie, jest delikatnie mówiąc ryzykowne.
Po trzecie – kanały rekuperacji i filtry. Tu wchodzimy w obszar, którego większość inwestorów w ogóle nie ma na radarze. Podczas prac wykończeniowych do anemostatów i kanałów wentylacji mechanicznej dostaje się ogromna ilość pyłu gipsowego. Jeśli rekuperator pracował (a często pracuje, bo to dobry sposób na osuszanie domu po wylewkach i tynkach), to filtry są zarobione, a w kanałach osadziła się warstwa pyłu. Pisałem o tym pośrednio w rozdziale o rekuperacji w mojej książce – filtry trzeba zmienić, anemostaty wyjąć, umyć, a często też wezwać firmę do czyszczenia kanałów. Pominięcie tego etapu oznacza, że pierwszego dnia po wprowadzeniu macie w domu system, który tłoczy do każdego pomieszczenia powietrze przefiltrowane przez warstwę osadu pobudowlanego.
Po czwarte – wysokie partie domu. Sufity, lampy, oprawy nad schodami, antresole, okna dachowe, górne krawędzie szaf. Pył osiada wszędzie i na wysokości też. Bez stabilnej drabiny i bez asekuracji to praca, której wielu inwestorów po prostu nie wykonuje, odkładając ją na „kiedyś". Wiele tych „kiedyś" w domach po prostu nie nadchodzi, dopóki coś nie zacznie się po wielu miesiącach kruszyć z lamp.
Po piąte – osprzęt elektryczny i armatura. Gniazdka, włączniki, klamki, szyldy, baterie podtynkowe – każdy z tych elementów ma drobne szczeliny, w które wnika pył i krople farby. Profesjonaliści mają do tego specjalne pędzelki i wykałaczki, my zwykle przejeżdżamy ścierką po wierzchu i godzimy się na to, że szczegóły zostają.
Kiedy warto zrobić to samemu
Mimo wszystkich powyższych argumentów nie twierdzę, że samodzielne sprzątanie po budowie nie ma sensu. Ma – w określonych warunkach.
Po pierwsze, kiedy budujecie systemem gospodarczym i każdy etap rozkładacie w czasie. Jeżeli między wyjściem płytkarza a wejściem ekipy od gładzi mija dłuższy okres, to sprzątanie etapowe – po każdej fazie – jest zarówno tańsze, jak i bardziej praktyczne. Pył nie zalega tygodniami, kolejna ekipa wchodzi do czystego pomieszczenia, łatwiej wyłapać błędy i poprawki, bo nic nie jest pod warstwą zanieczyszczeń. Tu firmy sprzątającej po budowie raczej nie zatrudniacie – ona wchodzi do gotowego, wykończonego domu i robi sprzątanie końcowe. Sprzątanie międzyetapowe to Wasze, Waszych ekip albo prostszej firmy ogólnoporządkowej.
Po drugie, kiedy budujecie dom o niewielkiej powierzchni – do 100 m² – i macie czas. Mały dom, w którym dwie osoby pracują przez kilka dni z odpowiednim sprzętem (wynajęty odkurzacz przemysłowy, dobre środki chemiczne, drabina), da się wysprzątać samodzielnie przyzwoicie.
Po trzecie, kiedy traktujecie to jako domykanie projektu – chcecie sami wejść do domu, sami go umyć, oswoić każdy kąt. Niektórym inwestorom to zwyczajnie sprawia satysfakcję i ma w tym element symboliczny. Nic w tym złego, pod warunkiem, że macie świadomość skali pracy i zarezerwujcie na nią czas.
Po czwarte – gdy budżet jest naprawdę napięty i każda złotówka liczy się bardziej niż dwa tygodnie własnej pracy. Tylko uczciwie przeliczcie: środki chemiczne, wynajęcie sprzętu, zakup mikrofibr w odpowiednich kolorach (bo zwykłe ścierki z marketu rozsmarowują pył), ewentualnie wymiana zniszczonych w trakcie sprzątania powierzchni – to też kosztuje.
Kiedy zdecydowanie warto zlecić firmie
Są sytuacje, w których odradzam samodzielne sprzątanie po budowie i wręcz proszę inwestorów, żeby tu nie oszczędzali.
Pierwsza – domy duże, powyżej 200 m², zwłaszcza dwukondygnacyjne, z dużą ilością przeszkleń, schodami, antresolami, oknami dachowymi. Skala pracy przerasta wtedy możliwości dwóch osób bez wprawy.
Druga – domy z drogimi materiałami wykończeniowymi: gres wielkoformatowy, kamień naturalny na podłogach, drewno na ścianach, ekskluzywne tapety, mosiężna albo chromowana armatura. Każdy z tych materiałów ma swoje wymagania pielęgnacyjne i ryzyko uszkodzenia przez nieumiejętne sprzątanie jest realne. Plama po niewłaściwym środku chemicznym na drogiej płycie kamiennej to wielokrotnie większy koszt niż profesjonalne sprzątanie całego domu. Jeśli już do takiej szkody dojdzie, w osobnym artykule pokazuję, jak reklamować uszkodzenia powstałe w trakcie wykończeniówki.
Trzecia – sytuacje, w których macie sztywny termin wprowadzenia. Termin oddania mieszkania, w którym obecnie mieszkacie, koniec umowy najmu, zaplanowana przeprowadzka. Sprzątanie po budowie to projekt, który łatwo się rozciąga – zwłaszcza gdy robicie to po pracy. Firma przyjedzie, zrobi i wyjdzie. Wy macie domknięty etap.
Czwarta – domy z rekuperacją, klimatyzacją, podłogówką pracującą podczas budowy. Wszędzie tam, gdzie kanały wentylacyjne zebrały pył, gdzie filtry trzeba wymienić, gdzie systemy wymagają specyficznego podejścia – warto, żeby zrobił to ktoś, kto wie, co robi.
Piąta – kiedy w domu mają od razu zamieszkać dzieci, osoby z alergiami albo astmą. Pył pobudowlany, zwłaszcza ten najdrobniejszy gipsowy i cementowy, jest realnie drażniący dla układu oddechowego. Profesjonalne sprzątanie z odkurzaczami z filtrami HEPA realnie zmniejsza ilość drobnych frakcji pyłu, które wiszą w powietrzu po zwykłym odkurzaniu domowym sprzętem.
Jak wybrać firmę sprzątającą po budowie
Skoro zdecydowaliście, że tę pracę zlecacie, to wybór firmy nie jest trywialny. Po latach pracy z różnymi wykonawcami widzę, że rynek jest tu bardzo zróżnicowany – od jednoosobowych ekip, które „też sprzątają po budowie", po wyspecjalizowane firmy, które robią tylko to.
Po pierwsze – pytajcie o doświadczenie konkretnie w sprzątaniu pobudowlanym, nie ogólnym sprzątaniu biur czy mieszkań. To są dwie różne specjalizacje. Sprzątanie po budowie wymaga znajomości materiałów wykończeniowych, środków chemicznych, technik usuwania osadów cementowych i resztek silikonu.
Po drugie – poproście o wycenę po wizycie na miejscu, nie na podstawie metrażu z telefonu. Stan domu po wykończeniu bywa bardzo różny. Ekipa, która Wam wykonała wykończenie szczególnie niechlujnie, generuje dwa razy więcej pracy niż taka, która sama po sobie sprzątała na bieżąco. Solidna firma zawsze przyjedzie obejrzeć obiekt przed wyceną.
Po trzecie – uzgodnijcie zakres na piśmie, dokładnie. „Sprzątanie po budowie" to za mało precyzyjne sformułowanie. W umowie albo zleceniu powinno być wymienione: każde pomieszczenie, dwustronne mycie okien (czy w cenie, czy oddzielnie), mycie elewacji i tarasu (czy w zakresie), usuwanie folii zabezpieczających, czyszczenie kanałów rekuperacji i wymiana filtrów, mycie osprzętu elektrycznego, czyszczenie armatury i sanitariatów, polerowanie powierzchni szklanych, czyszczenie listew przypodłogowych i ościeżnic.
Po czwarte – ubezpieczenie. To podstawa. O polisach OC wykonawców wszelkich prac wewnątrz Waszego domu pisałem w mojej książce w rozdziale o wykończeniach – tu zasada jest dokładnie taka sama. Firma sprzątająca pracuje w domu pełnym drogich, świeżo wykonanych elementów: zarysowane okno HST, uszkodzony kamień na podłodze, zalany odkurzacz parowy w obudowie kuchni – każda z tych szkód to poważne pieniądze. Ubezpieczenie OC firmy sprzątającej powinno być warunkiem podpisania zlecenia. Kopia polisy do umowy.
Po piąte – uzgodnijcie odbiór. Sprzątanie po budowie kończy się odbiorem, na którym razem z osobą prowadzącą prace przechodzicie po domu i wskazujecie miejsca, które wymagają poprawek. Solidna firma robi to bez zająknięcia – wraca i poprawia. Ekipa, która ma problem z pojęciem „odbiór", prawdopodobnie nie jest tym wykonawcą, którego potrzebujecie.
Sprzątanie w harmonogramie wykończeń – pełna mapa
Tu chciałbym wrócić do czegoś, co w praktyce inwestorzy notorycznie mylą. Sprzątanie po budowie to nie jest jedna pozycja w harmonogramie. To są co najmniej trzy różne momenty.
Pierwszy – sprzątanie międzyetapowe podczas prac wykończeniowych. O kolejności prac wykończeniowych pisałem w mojej książce i osobno na blogu: łazienki i białe płytki, gładzie i malowanie, osprzęt elektryczny, klimatyzatory, panele, drzwi, schody, listwy, meble. Między każdym z tych etapów warto zrobić wstępne porządki – usunąć większe odpady, odkurzyć posadzkę, zabezpieczyć już wykończone elementy folią. To zmniejsza zabrudzenie kolejnego etapu i ułatwia ekipom pracę. Czy zrobicie to sami, czy poprosicie ekipę, która właśnie skończyła – to kwestia umowy. Zakres samodzielnej pracy w trakcie wykończenia rozkładam szczegółowo w artykule o tym, co można zrobić w wykończeniu domu samodzielnie. W każdym razie nie należy mylić tego ze sprzątaniem końcowym.
Drugi – sprzątanie ostateczne po wyjściu ostatniej ekipy, ale przed wprowadzeniem mebli wolnostojących i Waszych rzeczy. To kluczowy element checklisty przeprowadzki do nowego domu. To jest właśnie ten etap, o którym piszę w tym artykule. Tu decyzja: sami czy firma.
Trzeci – sprzątanie powprowadzkowe. Po pierwszych dniach mieszkania w domu zawsze odkrywacie miejsca, które wcześniej Wam umknęły, a wprowadzanie mebli i pakowanie zostawia drobne zabrudzenia. To już zwykłe sprzątanie, które robicie sami.
Pomieszanie tych trzech momentów prowadzi do tego, że albo sprzątacie zbyt wcześnie (kolejna ekipa zabrudza wszystko od nowa), albo zbyt późno (rzeczy są już w środku, a pył nadal w kanałach rekuperacji), albo robicie tę samą pracę trzy razy.
Co z perspektywy budżetu
Konkretnych cen rynkowych za sprzątanie pobudowlane nie podaję – zmieniają się, różnią między regionami i zależą od dziesiątek czynników. Powiem za to coś innego, co w mojej ocenie jest ważniejsze.
W kontekście całkowitego budżetu budowy domu jednorodzinnego sprzątanie po budowie to wydatek niewielki – mniejszy niż większość pojedynczych pozycji wykończeniowych. Odpowiedź na pytanie „czy zlecić, czy zrobić samemu" rzadko powinna sprowadzać się do oszczędności. Powinna sprowadzać się do tego, czy macie czas, energię, sprzęt i wprawę, żeby zrobić to dobrze.
Bo źle zrobione sprzątanie potrafi kosztować więcej niż dobre. Plama na fudze, którą wytarliście niewłaściwym kwasem. Zarysowana powierzchnia szyby HST. Uszkodzona powłoka panelu. Pył w mechanizmie rolet zewnętrznych. Każda z tych pomyłek to potencjalnie poważne pieniądze na naprawę – nieraz wielokrotność kosztu profesjonalnego sprzątania.
Podsumowanie – jak ja to widzę
Rekomenduję następujące podejście: w mniejszych domach, w których macie czas i robicie wykończenie etapami, sprzątanie międzyetapowe róbcie sami – to oszczędność i wprawa. Sprzątanie końcowe, czyli to ostatnie przed wprowadzeniem, zlecajcie profesjonalnej firmie sprzątającej po budowie. W większych domach, w domach z drogimi materiałami, w domach z rekuperacją i klimatyzacją – cały zakres sprzątania końcowego zlecajcie firmie i nie szukajcie tu oszczędności.
Niezależnie od tego, którą drogę wybierzecie, pamiętajcie o jednym: dom, do którego się wprowadzacie, ma być dla Was miejscem zamieszkania, a nie kolejnym placem budowy. Jeżeli pierwsze tygodnie po wprowadzeniu spędzacie na doczyszczaniu pyłu z kratek wentylacyjnych i zacieków z okien, to coś poszło nie tak na etapie domykania budowy. Lepiej zaplanować ten etap z głową, zarezerwować na niego budżet i czas, niż improwizować go po wyjeździe ostatniej ekipy.
Sprzątanie po budowie to ostatni krok w długim łańcuchu prac. Po wszystkich miesiącach decyzji, kontroli odbiorów i wydatków szkoda byłoby zepsuć efekt na finiszu. Inwestorzy, którzy traktują sprzątanie pobudowlane jako pełnoprawny etap budowy – z budżetem, z planem i ze świadomym wyborem wykonawcy – wprowadzają się do domów, które realnie są gotowe do mieszkania. Pozostali wprowadzają się do domów, które jeszcze przez kilka tygodni są w stanie „prawie gotowy". Różnica w komforcie pierwszych miesięcy mieszkania bywa olbrzymia.



