Wojciech Tracichleb · Blog  · 13 min czytania

Ładowarka samochodu elektrycznego w domu — co przewidzieć przy budowie

Kilkaset złotych za peszel zakopany dziś vs kilkanaście tysięcy za rozkucie elewacji za rok. Pokażę, co przewidzieć podczas budowy.

Kilkaset złotych za peszel zakopany dziś vs kilkanaście tysięcy za rozkucie elewacji za rok. Pokażę, co przewidzieć podczas budowy.

Większość inwestorów zaczyna myśleć o ładowarce dopiero wtedy, gdy przed domem stoi nowy samochód elektryczny. I wtedy okazuje się, że trzeba kuć ścianę, ciągnąć kabel po elewacji albo – co najgorsze – występować do zakładu energetycznego o zwiększenie mocy przyłączeniowej, co potrafi trwać miesiącami. Z setek budów wiem jedno: kilkaset złotych włożone w okablowanie i przygotowanie infrastruktury na etapie budowy oszczędza Wam później kilkanaście tysięcy. A czasami w ogóle decyduje o tym, czy domowe ładowanie auta elektrycznego będzie u Was możliwe.

Pokażę Wam, co warto przewidzieć na etapie budowy nawet wtedy, gdy auta elektrycznego dziś jeszcze nie macie i nie jesteście pewni, czy będziecie mieć. Przejdziemy przez moc przyłączeniową, dobór samego wallboxa, okablowanie, zabezpieczenia, lokalizację oraz formalności. To temat, który dotyka kilku obszarów jednocześnie – instalacji elektrycznej, projektu domu, utwardzenia terenu, a niekiedy również fotowoltaiki – więc warto patrzeć na niego całościowo.

Decyzja, którą podejmujecie jeszcze przed wystąpieniem o warunki przyłącza

Najważniejsza rzecz to moc przyłączeniowa. Występując do zakładu energetycznego o warunki przyłączenia, podajecie wnioskowaną moc – najczęściej 12 kW, 14 kW, 17 kW albo 22 kW. Dla typowego domu jednorodzinnego, w którym jest indukcja, pompa ciepła, piekarnik i standardowy zestaw urządzeń AGD, 14 kW spokojnie wystarczy do codziennego życia. Ale gdy do tego dorzucicie ładowarkę 11 kW pracującą jednocześnie z pompą ciepła i piekarnikiem, 14 kW będzie balansować na granicy. A jeśli kiedykolwiek w przyszłości chcielibyście ładować auto z mocą 22 kW – bez zwiększenia mocy przyłączeniowej zapomnijcie o tym.

Po latach roboty wiem, że zwiększenie mocy przyłączeniowej PO oddaniu domu do użytkowania potrafi być koszmarem. Czasem w ogóle nie ma takiej możliwości technicznej, bo lokalna sieć jest już obciążona i operator nie godzi się na rozbudowę. Dlatego rekomendacja jest prosta: jeżeli choćby rozważacie kupno auta elektrycznego w perspektywie kilku lat, na etapie warunków przyłączenia wnioskujcie o 22 kW. Różnica w opłacie przyłączeniowej w stosunku do mniejszej mocy nie jest ogromna, a problem na całe życie domu znika. Wniosek o moc dobrze załatwić przy okazji uzgadniania prądu na budowę – wtedy całość warunków przyłączenia idzie jednym kanałem, a moc dobieracie raz, pod docelowe potrzeby domu.

Jaką ładowarkę montujemy w domu jednorodzinnym

Wallbox – bo tak nazywa się stacjonarna ładowarka domowa – występuje w trzech podstawowych wariantach mocowych. Pierwszy to wallbox jednofazowy 7,4 kW, który pobiera 32 A na jednej fazie. To minimum, jeśli chcecie ładować szybciej niż ze zwykłego gniazdka. Drugi to wallbox trójfazowy 11 kW, czyli 16 A na każdej z trzech faz – najpopularniejszy standard w polskich domach. Trzeci to wallbox trójfazowy 22 kW, 32 A na każdej fazie – opcja maksymalna, ale wymagająca odpowiednio dużej mocy przyłączeniowej. Sam dobór mocy w zależności od przebiegu, baterii w aucie i stylu użytkowania rozłożyłem szczegółowo w tekście o tym, jaką moc ładowarki EV wybrać.

W praktyce dla większości aut osobowych z bateriami 50–80 kWh ładowarka 11 kW to najrozsądniejszy wybór. Pełne ładowanie nocne i tak się zmieści. Wielu producentów aut wbudowuje ładowarkę pokładową ograniczoną do 11 kW, więc 22 kW na ścianie nie zawsze daje realnej korzyści – auto i tak nie pobierze więcej. Są też modele aut, które przyjmują pełne 22 kW i tam ma to sens. Sprawdźcie specyfikację konkretnego modelu, który rozważacie.

Oprócz mocy zwracajcie uwagę na cztery rzeczy. Po pierwsze – standard wtyczki. W Europie obowiązuje Type 2, popularnie nazywany Mennekes, i nie ma sensu kupować ładowarki w innym standardzie. Po drugie – kabel zintegrowany czy gniazdo do podpięcia własnego kabla. Kabel zintegrowany jest wygodniejszy w codziennym użytkowaniu, gniazdo bardziej uniwersalne. Po trzecie – stopień ochrony IP. Minimum IP54, jeżeli wallbox będzie na zewnątrz lub w niedomkniętym garażu. Po czwarte – wbudowana detekcja prądu stałego (DC), o której piszę w sekcji o zabezpieczeniach. Ten parametr decyduje, czy przed wallboxem musi stanąć droga różnicówka typu B, czy wystarczy zwykła typu A.

Kabel – przekrój, długość, sposób prowadzenia

Ładowarka 11 kW pobiera 16 A na każdej z trzech faz. W teorii kabel YDY 5×2,5 mm² sobie z tym poradzi, ale przy długich trasach – a z rozdzielnicy domowej do garażu lub carportu odległość potrafi być spora – pojawiają się straty napięcia i nagrzewanie kabla. Wallbox w odpowiedzi obniża prąd ładowania, czyli realnie nie ładujecie 11 kW tylko mniej, mimo że na papierze wszystko się zgadza.

W mojej książce „Od marzenia do wprowadzenia" wskazuję jako rozwiązanie minimalne kabel YDY 5×4 mm² dla ładowarki 11 kW. Dla 22 kW (32 A na każdej fazie) potrzebny jest minimum 5×6 mm², a przy dłuższych trasach – 5×10 mm². Ostateczny dobór przekroju zawsze wykonuje uprawniony elektryk, biorąc pod uwagę długość trasy, sposób prowadzenia, temperaturę otoczenia i sposób ułożenia kabla (w izolacji, w bruzdach, w ziemi). To jest zresztą jedna z tych decyzji, które warto zamknąć razem z całą instalacją elektryczną w domu, na etapie projektu, a nie po wykończeniu.

Praktyczna uwaga, którą powtarzam każdemu inwestorowi: nawet jeśli dziś planujecie wallbox 11 kW, połóżcie kabel zwymiarowany na 22 kW. Różnica w cenie samego kabla to kilkaset złotych. Koszt późniejszej wymiany cieńszego kabla na grubszy – to już rozkucie ścian, elewacji albo kostki brukowej. Krótko mówiąc: nie ma co kombinować, lepiej od razu zrobić z zapasem.

Sposób prowadzenia kabla od rozdzielnicy do wallboxa zależy od trasy. Wewnątrz domu – w peszlu lub rurze osłonowej, w bruzdach ściennych albo pod posadzką. Na zewnątrz – w ziemi, na podsypce piaskowej, z taśmą ostrzegawczą rozłożoną około 30 cm nad kablem. Zasada identyczna jak przy układaniu kabla zasilającego od skrzynki licznikowej do domu.

Zabezpieczenia – najważniejszy detal techniczny

Tutaj jest miejsce, w którym najwięcej osób popełnia błąd, a konsekwencje mogą być poważne. Ładowarki samochodów elektrycznych zgodnie z normą PN-HD 60364-7-722 wymagają zabezpieczenia różnicowoprądowego typu B, nie typu A. Różnica jest istotna i warto, żebyście ją rozumieli, choćbyście sami nie mieli zamiaru wykonywać instalacji.

Różnicówka typu A reaguje na prąd zwarciowy o przebiegu sinusoidalnym i pulsującym jednokierunkowym – takim, jaki występuje w typowych instalacjach domowych. Różnicówka typu B dodatkowo reaguje na prąd stały, czyli DC. A właśnie taki prąd może pojawić się w przypadku awarii prostownika znajdującego się w samochodzie elektrycznym. Standardowa różnicówka typu A nie wykryje wycieku prądu stałego i nie zadziała, co stwarza realne zagrożenie porażeniem prądem dla osoby dotykającej auta lub kabla ładującego.

Niektóre wallboxy mają wbudowaną detekcję prądu stałego (oznaczenie 6 mA DC). Wtedy przed nimi można zostawić zwykły RCD typu A. Inne tej detekcji nie mają i przed nimi obowiązkowo musi stanąć RCD typu B – który kosztuje wielokrotnie więcej niż typ A. Sprawdzajcie kartę katalogową konkretnego modelu, to obowiązkowa informacja przed zakupem. Jeśli nie macie pewności co do detekcji DC, zakładacie RCD typu B i jest to bezpieczne dla każdej ładowarki, niezależnie od jej wbudowanej elektroniki.

Drugie zabezpieczenie to wyłącznik nadprądowy MCB o charakterystyce C, dobrany do prądu znamionowego ładowarki – najczęściej 16 A dla wallboxa 11 kW lub 32 A dla 22 kW. Obwód ładowarki musi być dedykowany. Żadnych innych odbiorników na tym samym wyłączniku, żadnego oświetlenia, żadnych gniazdek w garażu. Wynika to wprost z normy.

Pamiętajcie też o ochronie przeciwprzepięciowej. Jeśli macie w rozdzielnicy ograniczniki przepięć typu T1+T2, co powinno być standardem zgodnym z aktualną normą instalacyjną, sprawa jest załatwiona. Jeśli nie – warto się tym zająć przy okazji wallboksa, bo elektronika ładowarki jest wrażliwa na przepięcia, a wymiana uszkodzonej jednostki to wydatek rzędu kilku tysięcy złotych. Komplet zabezpieczeń – ograniczniki przepięć, MCB, RCD typu B – warto rozplanować razem z całą rozdzielnicą elektryczną, a nie dorzucać po fakcie.

Gdzie zamontować – garaż, ściana zewnętrzna, słupek

Najczęstsze lokalizacje wallboxa w domu jednorodzinnym to ściana garażu od wewnątrz, ściana garażu od zewnątrz oraz wolnostojący słupek przy podjeździe. Każda ma swoje plusy i minusy.

Wewnątrz garażu jest wygodnie, sucho i nic się nie psuje pod wpływem warunków atmosferycznych. Wystarczy wallbox o stopniu ochrony IP44. Minus tego rozwiązania ujawnia się wtedy, gdy macie więcej niż jedno auto i tylko jedno miejsce w garażu – drugie auto i tak będziecie ładować na zewnątrz, a do tego wallboxa wewnątrz po prostu nie sięgniecie kablem.

Na ścianie garażu od zewnątrz montaż jest bardziej uniwersalny, bo można podjechać każdym autem niezależnie od tego, czy mieści się w garażu. Wymaga wallboxa o stopniu ochrony minimum IP54, najlepiej z osłoną zabezpieczającą przed deszczem i bezpośrednim słońcem. Rekomenduję zamontować daszek nad ładowarką, nawet jeśli sam wallbox jest oznaczony jako odporny na warunki atmosferyczne. Operowanie kablem i wtyczką w deszczu jest po prostu uciążliwe.

Wolnostojący słupek przy podjeździe to eleganckie rozwiązanie, ale wymaga doprowadzenia kabla pod kostką brukową. Jeśli decyzja zapada przed utwardzeniem terenu – nic prostszego. Kładziecie peszel jako przelotkę, a kabel wciągniecie później bez problemu. Jeśli kostka jest już położona, zaczyna się rozbieranie kostki, kopanie i ponowne układanie. Dlatego planując utwardzenie terenu, rozmawiajcie o ładowarce z elektrykiem na etapie projektu wnętrz lub projektu instalacji – niech od razu wskaże, gdzie i ile przelotek pod podjazdem zakopać. Te same przelotki przydadzą się również do oświetlenia ogrodu, kamer monitoringu czy bramy wjazdowej.

Wysokość montażu wallboxa to około 100–130 cm od posadzki. Tak, by gniazdo było wygodnie na wysokości ręki, a kabel ładujący nie leżał bez potrzeby na ziemi.

Funkcje inteligentne i współpraca z fotowoltaiką

Tańsze wallboxy to po prostu „głupie" ładowarki. Włączasz, ładuje pełną mocą, koniec tematu. Droższe modele oferują kilka funkcji, które w warunkach polskiego domu jednorodzinnego mają realne znaczenie.

Sterowanie przez aplikację pozwala zdalnie uruchomić sesję ładowania, ustawić rozpoczęcie na taryfę nocną albo ją zdalnie przerwać. Dynamiczny load balancing to funkcja, w której wallbox monitoruje pobór mocy w całym domu i ogranicza ładowanie auta, gdy włączy się indukcja, pompa ciepła czy suszarka. Dzięki temu nie wybijacie zabezpieczeń głównych w rozdzielnicy. Identyfikacja użytkownika kartą RFID przydaje się, gdy macie w rodzinie kilku użytkowników auta lub chcecie chronić ładowarkę przed sąsiadem.

Współpraca z fotowoltaiką to osobny temat, który warto przemyśleć w połączeniu z resztą instalacji. Wallbox z funkcją PV potrafi ładować tylko nadwyżkę energii produkowanej przez panele (tryb solar only) lub uzupełniać tę nadwyżkę z sieci do nastawionej mocy. W obecnym systemie rozliczeń net-billingu ładowanie auta z nadwyżki PV ma większy sens niż oddawanie energii do sieci po niskiej cenie zakupu. Ale wymaga to kompatybilnego wallboxa i falownika z odpowiednim protokołem komunikacji – temat „kiedy ta synergia faktycznie działa, a kiedy jest tylko marketingiem" rozkładam w tekście o fotowoltaice i ładowarce EV. Jeśli planujecie też panele, część okablowania zaprojektujecie wspólnie – co konkretnie warto wtedy zostawić, opisałem w tekście o instalacji pod fotowoltaikę.

Dynamiczny load balancing oraz funkcja PV wymagają zamontowania liczników energii w rozdzielnicy. Na etapie budowy zostawcie w rozdzielnicy 4–6 wolnych pól modułowych z myślą o wallboksie, jego zabezpieczeniach (RCD typ B i MCB), ogranicznikach i ewentualnych licznikach do load balancingu. To przygotowanie kosztuje zero złotych ekstra – wystarczy, że poprosicie elektryka o nieco większą rozdzielnicę.

Formalności i wykonawca

Zgodnie z prawem energetycznym oraz przepisami o eksploatacji urządzeń elektrycznych, instalację ładowarki samochodu elektrycznego wykonuje osoba z aktualnymi uprawnieniami SEP w grupie E1 w zakresie eksploatacji urządzeń, instalacji i sieci elektroenergetycznych. Wasz kierownik budowy zwykle ma taką osobę w swoich kontaktach – jeśli nie, znajdziecie ją w lokalnych firmach instalacyjnych. Nie samodzielny montaż, nie elektryk bez aktualnych uprawnień – to instalacja podlegająca odbiorowi i protokołowi z pomiarów ochronnych.

Po wykonaniu instalacji elektryk przeprowadza pomiary ochronne: rezystancja izolacji, ciągłość przewodu ochronnego PE, czas i prąd zadziałania RCD, impedancja pętli zwarcia. Protokół z tych pomiarów przechowujecie razem z dokumentacją domu. Bez niego nie ma odbioru i, co ważniejsze, ubezpieczyciel w razie szkody może zakwestionować wypłatę odszkodowania.

Oprócz tego dla punktów ładowania o mocy powyżej 11 kW istnieje obowiązek zgłoszenia zainstalowanego punktu ładowania do operatora systemu dystrybucyjnego. Robi to ten sam elektryk, który wallbox zamontował, lub Wy sami przez stronę OSD. Brak zgłoszenia nie powoduje, że ładowarka nie działa, ale formalnie jesteście w niezgodzie z przepisami.

Co zrobić, jeśli auta elektrycznego dopiero rozważacie

Załóżmy, że dziś nie macie auta elektrycznego i nie jesteście pewni, czy je w ogóle kupicie. Czy warto cokolwiek robić na etapie budowy? Zdecydowanie tak, i to za niewielkie pieniądze. Cztery rzeczy, które polecam każdemu inwestorowi niezależnie od deklarowanych planów:

Po pierwsze, we wniosku o warunki przyłączenia podajcie minimum 14 kW, a najlepiej 22 kW. Różnica w opłacie przyłączeniowej między 14 a 22 kW jest niewielka, a problem dostępności mocy w przyszłości znika raz na zawsze.

Po drugie, w rozdzielnicy domowej zostawcie 4–6 wolnych pól modułowych z myślą o przyszłej rozbudowie. To zero kosztu, wystarczy że elektryk dobierze obudowę o jeden lub dwa rzędy większą.

Po trzecie, od rozdzielnicy do garażu lub planowanego miejsca parkowania połóżcie peszel albo rurę osłonową – pustą, jako przelotkę. Sam kabel wciągniecie w niej w przyszłości bez większego kłopotu. Bez peszla – kucie ścian, demontaż okładzin, brud i koszty.

Po czwarte, pod podjazdem, jeśli planujecie kostkę brukową, zakopcie 1–2 pełne przelotki PE 32 prowadzące od domu do skraju działki. Identycznie, jak robi się przelotki dla wody, prądu i internetu na etapie fundamentów. Później przeprowadzicie nimi cokolwiek będziecie potrzebować – kabel do wallboxa, do oświetlenia, do bramy, do kamer.

Te cztery rzeczy razem kosztują na etapie budowy ułamek tego, co kosztowałyby później jako poprawka po fakcie. A dają Wam pełną swobodę decyzji co do auta i sposobu ładowania w perspektywie kolejnych lat.

Najczęstsze błędy

U inwestorów, którzy zlecają montaż wallboxa już po skończeniu budowy, wracają stale te same problemy. Brak zwiększenia mocy przyłączeniowej – okazuje się, że nie da się ładować z mocą 11 kW jednocześnie z pracującą pompą ciepła. Kabel za cienki – wallbox sam ogranicza prąd ładowania, bo kabel się grzeje, a zadeklarowana moc 11 kW staje się papierowa. Standardowa różnicówka typu A zamiast typu B – instalacja działa, ale w razie awarii prostownika auta ochrona różnicowoprądowa nie zadziała, co jest realnym zagrożeniem dla użytkownika. Wallbox podpięty pod obwód, na którym wisi też oświetlenie i gniazda w garażu – niezgodne z normą i ryzyko wyłączania ładowania przy każdym zwarciu w innym urządzeniu. Wreszcie brak ochrony przeciwprzepięciowej – pierwsza burza i wallbox do wymiany za kilka tysięcy.

Wszystkie te błędy biorą się stąd, że montaż został zlecony „na szybko" elektrykowi, który dotychczas robił tylko standardowe instalacje domowe. Ładowarka samochodu elektrycznego to nie zwykłe gniazdo – wymaga znajomości aktualnej normy PN-HD 60364-7-722 i specyfiki ładowania pojazdów. Nie każdy elektryk ma to opanowane, dlatego pytajcie wprost o doświadczenie z wallboxami.

Podsumowanie

Ładowarka samochodu elektrycznego w domu to nie temat, którym warto zajmować się dopiero wtedy, gdy przed garażem stoi nowe auto. Decyzje, które macie do podjęcia teraz, na etapie budowy, kosztują niewielkie pieniądze, a oszczędzają później naprawdę spore. Najważniejsze: odpowiednio dobrana moc przyłączeniowa, peszel jako pusta przelotka od rozdzielnicy do miejsca przyszłego wallboxa, kilka wolnych pól w rozdzielnicy oraz przelotki pod podjazdem. Reszta – sam wallbox, kabel właściwego przekroju, zabezpieczenia – to kwestia, którą rozwiążecie wtedy, gdy będzie konkretne auto i konkretne potrzeby. Ale jeśli na etapie budowy o tym nie pomyślicie, później albo będziecie kuć ściany i elewację, albo zrezygnujecie z domowego ładowania w ogóle. A to byłaby szkoda, bo domowy wallbox jest jednym z elementów, który najbardziej zmienia komfort życia z autem elektrycznym.

Ważne zastrzeżenia

Niniejszy artykuł opisuje rozwiązania stosowane na moich budowach oraz zasady wynikające z aktualnych norm i przepisów. Konkretny dobór mocy ładowarki, przekroju kabli, typu zabezpieczeń różnicowoprądowych oraz sposobu prowadzenia instalacji wymaga indywidualnej analizy projektowej i wykonania przez osobę z aktualnymi uprawnieniami SEP. Instalacja elektryczna ładowarki pojazdu elektrycznego objęta jest normą PN-HD 60364-7-722, a punkt ładowania o mocy powyżej 11 kW podlega zgłoszeniu do operatora systemu dystrybucyjnego zgodnie z ustawą o elektromobilności i paliwach alternatywnych z dnia 11 stycznia 2018 r. (Dz.U. 2018 poz. 317 z późn. zm.). Pomiary ochronne i protokół z odbioru są warunkiem bezpiecznej eksploatacji oraz utrzymania ważności polisy ubezpieczeniowej. Samodzielny montaż wallboxa lub zlecenie instalacji osobie bez uprawnień stwarza realne zagrożenie porażenia prądem oraz pożaru.

Wróć do bloga

Powiązane artykuły

Wszystkie artykuły »