Wojciech Tracichleb · Blog  · 11 min czytania

Klimatyzacja w domu – kiedy instalować przewody

Klimatyzacji praktycznie nie da się dorobić bez kucia ścian. Pokażę, kiedy konkretnie wchodzi ekipa i z czym musi zsynchronizować się reszta budowy.

Klimatyzacji praktycznie nie da się dorobić bez kucia ścian. Pokażę, kiedy konkretnie wchodzi ekipa i z czym musi zsynchronizować się reszta budowy.

Klimatyzacja w domu jednorodzinnym to nie urządzenie, które można sobie „dokupić wiosną" jak wentylator stojący w salonie. To instalacja, która w większości jest niewidoczna – schowana w ścianach, w stropie, pod sufitem podwieszanym albo w warstwie styropianu pod wylewką. Jeśli na etapie stanu surowego zamkniętego nie podejmiecie decyzji o klimatyzacji, później będziecie mieli dwa wyjścia – kuć ściany albo prowadzić rury w korytach na widoku. Oba są kiepskie.

To jedna z tych decyzji, które najczęściej spadają na inwestorów w niewłaściwym momencie – kiedy elektryk już kładzie kable, a hydraulik szuka miejsca na rozdzielacze ogrzewania podłogowego. W tym artykule pokażę Wam, kiedy klimatyzacja wchodzi w harmonogram budowy i z czym musi się zazębić, żebyście nie obudzili się z problemem. Cały szerszy kontekst – jak ten temat wpisuje się w pozostałe instalacje – znajdziecie w tekście o planowaniu wentylacji i klimatyzacji, a sam moment podjęcia decyzji omawiam osobno w tekście o klimatyzacji w projekcie domu.

Klimatyzacja to nie dekoracja – to równoprawna instalacja

Najpierw uporządkujmy jedną rzecz. Klimatyzator typu split, który większość ludzi zna z biur i mieszkań, składa się z dwóch jednostek – wewnętrznej (tej z białą obudową na ścianie) i zewnętrznej (czyli agregatu wiszącego na elewacji albo stojącego na ziemi). Te dwie jednostki muszą być połączone instalacją, na którą składają się:

Dwie rury miedziane w izolacji kauczukowej – cieczowa o średnicy najczęściej 1/4 cala (6,35 mm) i gazowa 3/8 cala (9,52 mm). Przy mocniejszych jednostkach średnice są większe, ale dla typowej klimatyzacji w sypialni czy salonie te dwie wartości to standard. Oba odcinki prowadzimy razem, w jednej otulinie albo w dwóch ściśle przylegających, bo różnica temperatur między rurami ma znaczenie dla działania całego układu.

Kabel komunikacyjny między jednostkami – najczęściej 4×1,5 mm² lub 5×1,5 mm², w zależności od wymagań producenta urządzenia. To po nim jednostka wewnętrzna „rozmawia" z agregatem – mówi, na jakich obrotach ma pracować sprężarka i kiedy ją wyłączyć.

Rura odprowadzająca skropliny – z PCV, najczęściej 16 lub 20 mm, prowadzona ze spadkiem do kanalizacji albo na zewnątrz budynku. Skropliny powstają zawsze, kiedy klimatyzator chłodzi powietrze, więc nie ma od tego ucieczki. Jeśli skroplin nie ma gdzie skierować, kapią Wam na podłogę albo cofają się do jednostki wewnętrznej.

Kabel zasilający do jednostki zewnętrznej – typowo YDY 3×2,5 mm² przy jednostkach jednofazowych do około 5 kW mocy chłodniczej, większy przekrój przy mocniejszych albo trójfazowych agregatach. Konkretne przekroje i kolory przewodów elektrycznych w typowych obwodach domowych opisuję osobno – warto się z tym zapoznać, zanim ustalicie z elektrykiem, co konkretnie kładzie. Ten kabel musi pójść z rozdzielnicy – z osobnym zabezpieczeniem różnicowo-prądowym i nadprądowym.

Wszystko to razem trzeba poprowadzić od miejsca, gdzie będzie wisiał agregat, do każdego punktu, w którym ma być jednostka wewnętrzna. I tu zaczyna się pierwsza decyzja, której nie da się odłożyć.

Decyzja na etapie projektu wnętrz – nie później

Żeby ekipa od klimatyzacji wiedziała, gdzie ma poprowadzić rury, musi wiedzieć dwie rzeczy: gdzie staną jednostki wewnętrzne i gdzie zostanie zamontowany agregat. To brzmi banalnie, ale w praktyce oznacza, że już na etapie projektu wnętrz musicie mieć rozplanowane meble w sypialniach, salonie, gabinecie. Bo umieszczenie klimatyzatora nad łóżkiem od strony nóg to zupełnie co innego niż umieszczenie go nad szafą po przeciwnej stronie pokoju.

Klimatyzator wewnętrzny ma określony zasięg rzutu chłodnego powietrza i ten strumień powinien iść w przestrzeń, gdzie ludzie nie siedzą bezpośrednio. Inaczej zamiast komfortu dostaniecie zatkany kark i katar w środku lipca. Stąd lokalizacja jednostki wewnętrznej to decyzja projektowa, nie techniczna – musi ją podjąć inwestor z architektem wnętrz albo z firmą, która Wam projektuje klimatyzację.

Klimatyzacja niezaplanowana na etapie stanu surowego zamkniętego oznacza zawsze jakiś kompromis. Albo widoczne korytka na ścianie, albo rury w karniszu, albo agregat w miejscu, w którym akurat się dało, a nie w tym, w którym byłoby dobrze. Dlatego ten temat zamykamy razem z projektem elektryki – nie po nim. Pełny zakres tego, co i kiedy wprowadza elektryk, opisuję w tekście o planowaniu instalacji elektrycznej.

Kiedy ekipa wchodzi pierwszy raz – moment przed tynkami

Moment, w którym klimatyzator zostaje fizycznie powieszony na ścianie, to dopiero ostatnia faza wykończenia. Ale moment, w którym kładziecie pod niego instalację, jest dużo wcześniej – razem z elektryką, hydrauliką i rekuperacją, na etapie stanu surowego zamkniętego, kiedy dom ma już dach, okna i drzwi, ale nie ma jeszcze tynków.

To jest naturalna kolejność. Tynki maszynowe gipsowe (bo o nich mówimy w nowym budownictwie) zakrywają wszystko, co jest w bruździe albo w warstwie pod stropem podwieszanym. Jeśli rury klimatyzacji nie są w tym momencie ułożone, pójdziecie później kuć już otynkowane ściany. To dodatkowy koszt, dodatkowe poprawki gładzi, dodatkowe poprawki malarskie – i finalnie dom, który wygląda jak po niedokończonej przeprowadzce. Jeśli planujecie ukrywanie rur i kabli klimatyzacji w sufitach, warto wcześniej zerknąć do tekstu o sufitach podwieszanych – tam decyduje się geometria, w której zmieszczą się Wasze instalacje.

Ekipa od klimatyzacji powinna pojawić się na budowie w tym samym oknie czasowym, w którym pracują elektryk i hydraulik. Idealnie – po hydrauliku (który robi grubsze rury wodno-kanalizacyjne i podejścia kanalizacyjne), a przed albo równolegle z elektrykiem. Kable elektryczne i rury miedziane klimatyzacji powinny być prowadzone w odrębnych bruzdach albo z odpowiednimi odstępami, żeby zakłócenia elektromagnetyczne nie wpływały na komunikację między jednostkami.

Trasy rur miedzianych prowadzimy najkrótszą rozsądną drogą – im dłuższa trasa, tym większe straty wydajności urządzenia. Producenci podają w kartach technicznych maksymalne długości instalacji (zwykle 15–25 metrów dla domowych jednostek splitowych) oraz maksymalne różnice wysokości między jednostką wewnętrzną a zewnętrzną. Jeśli przekraczacie te wartości, trzeba doładować czynnik chłodniczy albo wybrać agregat o większej mocy. Te liczby muszą być policzone przed położeniem rur, nie po.

Próba szczelności azotem – krok, którego nie wolno pominąć

Kiedy rury miedziane są już ułożone, połączone (lutowane lutem twardym pod osłoną azotu, żeby wewnątrz rury nie powstała tlenkowa warstwa), zaizolowane i przygotowane do zamknięcia w ścianie, robimy próbę szczelności. Analogicznie do próby ciśnieniowej instalacji wodnej, którą opisuję w mojej książce – z tym że tutaj używamy azotu, nie wody. Wartość ciśnienia próby zależy od czynnika chłodniczego, jaki będzie pracował w układzie – dla popularnych dziś R32 i R410A producenci podają wartości rzędu kilkudziesięciu barów (ścisła wartość zawsze z karty technicznej urządzenia).

Azot wtłaczamy pod ciśnieniem podanym przez producenta i obserwujemy manometr. Jeśli po dłuższym czasie ciśnienie spada, w instalacji jest nieszczelność – najczęściej na lutowanym połączeniu albo na kielichowanej końcówce. Nieszczelność trzeba znaleźć i naprawić, bo zamknięcie nieszczelnej instalacji w ścianie oznacza, że później klimatyzator nie będzie chłodził, a serwisant rozłoży ręce – instalacja jest pod tynkami i nie ma do niej dostępu.

Próba szczelności musi być udokumentowana protokołem od ekipy. Powinien on zawierać datę próby, wartość ciśnienia początkowego, wartość po próbie, czas trwania i podpis osoby z uprawnieniami F-gazowymi. Bez protokołu nie macie dowodu, że instalacja była szczelna w momencie zamknięcia – a to ma znaczenie przy ewentualnej reklamacji.

Po próbie szczelności końce rur są zamykane (najczęściej zaślepkami albo zaciśnięte), żeby do środka nie dostała się wilgoć i brud z budowy. Wilgoć w układzie chłodniczym to katastrofa – w połączeniu z czynnikiem chłodniczym tworzy kwasy, które niszczą sprężarkę.

Co dzieje się po próbie – budowa idzie dalej

Tu uwaga, bo ten moment ludzie często źle interpretują. Próba szczelności klimatyzacji nie blokuje innych prac. Po wykonaniu próby i zaślepieniu końcówek tynkarze mogą wchodzić od razu, dokładnie tak samo jak po próbie hydrauliki. Cała filozofia stanu surowego zamkniętego polega na tym, że instalacje – elektryka, hydraulika, rekuperacja, klimatyzacja – idą równolegle albo bezpośrednio po sobie, a tynki czekają tylko aż wszystkie zostaną zakończone i odebrane.

Następnie idą wylewki, potem wygrzewanie wylewek, potem gładzie i malowanie. To wszystko proces, który ciągnie się w kolejnych fazach budowy, ale klimatyzacja w tym czasie po prostu czeka – ma rury w ścianach, agregat jeszcze nie wisi, jednostki wewnętrzne też nie. Dom funkcjonuje normalnie, instalacja klimatyzacji nikomu nie przeszkadza i niczego nie blokuje. Jeśli na trasie rur planujecie obudowy z karton-gipsu, warto przejrzeć tekst o obudowie rur i instalacji z karton-gipsu – to standardowy sposób ukrycia trasy w pomieszczeniach z otwartą konstrukcją.

Druga wizyta ekipy – montaż jednostek po malowaniu

Klimatyzatory wewnętrzne i agregat zewnętrzny montujemy dopiero w fazie wykończenia, po pierwszej warstwie farby albo po gruntowaniu. Powód jest prosty – jednostka wewnętrzna ma białą obudowę, a malarz ze swoimi pędzlami i wałkami potrafi ją upaprać w kwadrans. Zamontowanie jej przed malowaniem oznacza, że albo będziecie ją osłaniać folią (uciążliwe i nigdy do końca skuteczne), albo zdejmiecie ją z powrotem ze ściany na czas malowania (drogo i ryzykownie – jednostka jest podłączona do instalacji). Cały szczegółowy harmonogram tej drugiej wizyty rozpisuję w tekście o tym, jak wygląda montaż klimatyzatora w ostatnim etapie.

Standardowa kolejność wygląda tak: tynki, wylewki, wygrzewanie, gładzie, pierwsza warstwa farby albo gruntowanie ścian – i wtedy wchodzi ekipa od klimatyzacji. Wieszają jednostki wewnętrzne, montują agregat na elewacji albo na ziemi (na specjalnej podstawie albo wsporniku ściennym), podłączają wszystko do wcześniej ułożonych rur, wykonują test próżniowy (wypompowują powietrze i wilgoć z instalacji za pomocą pompy próżniowej do głębokiej próżni – typowy cel to poniżej 500 mikronów, czyli około 0,7 mbar), a następnie napełniają układ czynnikiem chłodniczym.

Końcowy test polega na uruchomieniu klimatyzacji i sprawdzeniu wszystkich parametrów – temperatury powietrza nawiewanego, ciśnień w obu obiegach, prądu pobieranego przez sprężarkę. Jeśli wszystko gra, dostajecie protokół uruchomienia i kartę gwarancyjną.

Uprawnienia F-gazowe – kogo zatrudnić

Każda osoba, która pracuje przy układach chłodniczych zawierających fluorowane gazy cieplarniane (a czynniki chłodnicze stosowane w klimatyzacji do tej grupy należą), musi mieć certyfikat F-gazowy. To wymóg prawny – ustawa z 15 maja 2015 r. o substancjach zubożających warstwę ozonową oraz o niektórych fluorowanych gazach cieplarnianych. Bez tego certyfikatu nikt legalnie nie może napełnić Waszej klimatyzacji czynnikiem.

Co to oznacza w praktyce? Że nie zatrudniacie kolegi z budowy, który położy Wam rury, bo akurat ma chwilę. Zatrudniacie firmę z certyfikatem, która ma odpowiedzialność za szczelność układu, prawidłowy dobór mocy i prowadzenie dokumentacji. Sprawdźcie certyfikat przed podpisaniem umowy – wpis do rejestru osób posiadających uprawnienia można zweryfikować w bazie prowadzonej przez Instytut Chemii Przemysłowej (Centralny Rejestr Operatorów).

Jest jeszcze jedna rzecz, którą warto sprawdzić – ile lat ekipa pracuje przy klimatyzacjach i czy ma referencje z budów domów jednorodzinnych. Klimatyzacja w mieszkaniu to inna skala niż w domu z agregatem oddalonym od jednostki wewnętrznej o kilkanaście metrów i z trzema albo czterema jednostkami w różnych pokojach. Małe ekipy często mają lepsze ceny, ale mogą nie mieć doświadczenia z dłuższymi trasami albo z systemami multi-split.

Najczęstsze błędy w planowaniu klimatyzacji

Z setek budów, na których byłem albo które konsultowałem, powtarza się kilka tych samych problemów. Wymieniam je nie po to, żeby Was straszyć, tylko po to, żebyście wiedzieli, na co patrzeć.

Brak decyzji na etapie projektu wnętrz. Inwestor mówi „pomyślę o tym później", elektryk kończy swoje, ekipa od tynków zaczyna pracę – i nagle okazuje się, że klimatyzacja nie ma trasy. Konsekwencja: kucie tynków, dodatkowy koszt, nerwy.

Niewłaściwe ulokowanie agregatu zewnętrznego. Agregat nie powinien wisieć pod oknem sypialni (hałas), nie powinien być oblepiony krzakami (brak cyrkulacji powietrza i spadek wydajności), nie powinien stać w miejscu, do którego zimą sypie śnieg z dachu. Te decyzje też zapadają na etapie projektu, nie po fakcie.

Pominięcie próby szczelności albo brak protokołu. Bez próby azotem nie wiecie, czy instalacja jest szczelna. Bez protokołu nie macie dowodu w razie reklamacji. To zabezpieczenie, które nic nie kosztuje, a chroni Was przed kłopotem na lata.

Pominięcie odprowadzenia skroplin. Niektóre ekipy zapominają o tym, że skropliny gdzieś muszą iść. Najlepsze rozwiązanie to podpięcie do kanalizacji przez suchy syfon (jak w pralce – żeby nie wracał zapach z kanalizacji), gorsze – wyprowadzenie na zewnątrz budynku przez ścianę. Najgorsze – zostawienie tej kwestii na „później".

Niedopasowanie mocy do pomieszczenia. Klimatyzator zbyt słaby nie schłodzi salonu w upalny dzień. Klimatyzator zbyt mocny będzie taktował (włączał się i wyłączał co kilka minut), zużywał więcej prądu i krócej żył. Dobór mocy to obliczenia – nie „na oko" i nie „bo sąsiad ma takie same metry i mu działa".

Podsumowanie – klimatyzacja w jednym zdaniu

Klimatyzacja w domu to instalacja, którą trzeba zaplanować na etapie projektu wnętrz, ułożyć razem z elektryką i hydrauliką przed tynkami, sprawdzić azotem przed zamknięciem ścian, a uruchomić dopiero po malowaniu. Każdy z tych kroków ma swoje miejsce w harmonogramie i każdy z nich, jeśli zostanie pominięty albo zrobiony w złej kolejności, kosztuje Was albo pieniądze, albo komfort, albo wygląd domu.

Najlepiej działa to, co najprostsze – wybieracie firmę z uprawnieniami F-gazowymi na początku budowy, ona przyjeżdża na obmiar razem z hydraulikiem i elektrykiem, ustalacie wspólnie trasy rur i lokalizacje jednostek, a potem dwa razy wraca na budowę – raz przed tynkami położyć rury, raz po malowaniu zawiesić jednostki. To wszystko. Reszta to detale techniczne, które dobra ekipa zna na pamięć.

O instalacjach wewnętrznych w domu – elektryce, hydraulice, rekuperacji, klimatyzacji i ogrzewaniu – piszę szerzej w mojej książce „Od marzenia do wprowadzenia". Każda z tych instalacji ma swój własny moment w harmonogramie i swoje pułapki, ale wszystkie razem składają się na jedną całość, którą trzeba zgrać, żeby dom funkcjonował jak należy.

Niniejszy artykuł opisuje praktyki stosowane w typowych domach jednorodzinnych z systemami split. Konkretne wymagania techniczne dla Waszej instalacji – długości rur, średnice, dobór mocy, parametry próby szczelności i głębokość próżni – mogą się różnić w zależności od producenta urządzenia i warunków konkretnej budowy. Decyzje wykonawcze i napełnianie układu czynnikiem chłodniczym powinny być powierzone firmie posiadającej aktualny certyfikat F-gazowy, a sama instalacja odebrana przez kierownika budowy.

Wróć do bloga

Powiązane artykuły

Wszystkie artykuły »