Jak sprawdzić grunt na działce bez geologa - praktyczne metody wstępnej oceny
Wstępna ocena warunków gruntowych, którą przeprowadzicie sami - zanim zapłacicie geologowi
Badania geotechniczne to jeden z tych elementów procesu budowlanego, o których wiele osób dowiaduje się dopiero wtedy, gdy architekt albo kierownik budowy mówi: „Poproszę o opinię geologa". I nagle okazuje się, że trzeba zapłacić kilkaset złotych za wiercenie dziur w ziemi, żeby dowiedzieć się, co siedzi pod tą trawą, którą właśnie kosiliście po raz pierwszy jako szczęśliwi właściciele nowej działki.

Nie zrozumcie mnie źle – badania geotechniczne to absolutna podstawa przed budową domu i nie namawiam Was do ich pomijania. Wprost przeciwnie. Ale zanim wydacie pieniądze na specjalistę, zanim podpiszecie akt notarialny i zanim wpadniecie w pułapkę „pięknej działki w super cenie", możecie sami przeprowadzić wstępną ocenę terenu. Taką, która pozwoli Wam odrzucić działki z oczywistymi problemami i skupić się na tych, które rokują najlepiej. Albo – jeśli już kupiliście – przynajmniej będziecie wiedzieć, czego mniej więcej spodziewać się po wynikach profesjonalnych badań.
Dlaczego warto wiedzieć, co kryje się pod ziemią
Grunt, na którym stanie Wasz dom, to fundament w dosłownym tego słowa znaczeniu. I nie chodzi tylko o to, że na gruncie postawicie fundamenty – chodzi o to, że od rodzaju gruntu zależy, jakie fundamenty będziecie musieli postawić, ile to będzie kosztowało i czy w ogóle na tej konkretnej działce opłaca się budować.
Bywa tak, że działka, która wydaje się tańsza od sąsiedniej, po doliczeniu kosztów wymiany gruntu okazuje się droższa o kilkadziesiąt tysięcy złotych. Mam klienta, u którego torf zalegał na głębokości półtora metra. Nikt tego nie sprawdził przed zakupem. Efekt? Wymiana gruntu, specjalne fundamenty i budżet przekroczony o kwotę, za którą można było kupić małe auto. A wystarczyło zapytać sąsiadów albo przyjrzeć się uważniej temu, co rośnie na działce.
Najczęstszym powodem dodatkowych kosztów na etapie fundamentów jest tzw. wysadzinowosc gruntu. To zjawisko, w którym grunt zawierający wodę zamarza zimą, zwiększa swoją objętość i podnosi wszystko, co na nim stoi – łącznie z Waszym domem. Na wiosnę grunt osiada, ale najczęściej nierównomiernie. Efekt końcowy to pęknięcia na ścianach, które nie wynikają z wad konstrukcyjnych, tylko z tego, że nikt nie sprawdził, co jest pod spodem.
Wierzby i olchy powiedzą więcej niż niejeden sprzedawca
Pierwszą i najprostszą metodą wstępnej oceny działki jest obserwacja roślinności. Rośliny nie kłamią – rosną tam, gdzie mają odpowiednie warunki, i bardzo wyraźnie sygnalizują, z jakim podłożem macie do czynienia.
Jeżeli na działce lub w jej bezpośrednim sąsiedztwie rosną wierzby i olchy, możecie być niemal pewni, że grunt jest bardzo wilgotny i poziom wód gruntowych jest wysoki. Te drzewa uwielbiają „moczyć stopy" – ich korzenie świetnie radzą sobie w podmokłym terenie. Z kolei sosny są dokładnym przeciwieństwem: preferują suche, piaszczyste podłoże. Jeśli w okolicy dominuje sosnowy drzewostan, macie powody do optymizmu – prawdopodobnie grunt jest przepuszczalny, a wody gruntowe znajdują się głęboko.
Na co jeszcze warto zwrócić uwagę? Sitowie, trzciny, pałki wodne, szczaw polny – jeśli widzicie taką roślinność na działce lub tuż za jej granicą, to wyraźny sygnał ostrzegawczy. Teren jest podmokły i prawdopodobnie będziecie musieli zmierzyć się z wysokim poziomem wód gruntowych. Nie oznacza to, że na takiej działce nie można budować – można, ale wymaga to odpowiednich rozwiązań fundamentowych i najczęściej wiąże się z dodatkowymi kosztami.
Oczywiście sama roślinność to tylko wskazówka, nie wyrok. Ale jeśli sprzedawca opowiada o „suchej, piaszczystej działce idealnej pod budowę", a Wy widzicie olchy i trzciny, to coś się nie zgadza. I warto zadać kilka dodatkowych pytań, zanim podpiszecie cokolwiek.
Sąsiedzi – kopalnia wiedzy, której nie znajdziecie w internecie
Jednym z najlepszych źródeł informacji o gruncie w danej okolicy są ludzie, którzy już tam zbudowali swoje domy. Zapytajcie sąsiadów – dosłownie podjedźcie i zacznijcie rozmowę. Większość osób chętnie opowie o swoich doświadczeniach z budowy, bo to temat, który zwykle długo siedzi w głowie.
O co pytać? Przede wszystkim o to, co było pod spodem, gdy budowali fundament. Czy trafili na piasek, glinę, a może torf? Czy musieli wymieniać grunt? Czy mieli problem z wodą w wykopie? Czy ktokolwiek w okolicy ma problemy z zalewaniem piwnic lub z wilgocią w domu?
Kilka razy budowałem w miejscach, gdzie na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało idealnie, ale rozmowa z sąsiadami ujawniała rzeczy, o których sprzedawca „zapomniał" wspomnieć. Na jednej budowie okazało się, że pod warstwą humusu – może 15 centymetrów – ktoś przed laty zasypał grunt żużlem kopalnianym. Sąsiedzi wiedzieli, bo sami mieli z tym problem. Sprzedawca? Twierdził, że nic nie wie. A moich klientów ta wiedza uchroniła przed kosztowną niespodzianką.
Dobrym pomysłem jest też zapytanie miejscowych firm zajmujących się wierceniem studni głębinowych. Oni znają warunki gruntowo-wodne w okolicy jak mało kto – wiedzą, na jakiej głębokości jest woda, jaki grunt dominuje, gdzie były problemy. Często wystarczy jeden telefon, żeby dowiedzieć się więcej niż z godzinnego przeglądania internetu.
Obserwacja terenu – czego szukać własnymi oczami
Gdy stoicie na działce, rozejrzyjcie się uważnie i zadajcie sobie kilka pytań. Czy działka leży niżej niż okoliczne tereny? Jeśli tak, to właśnie tutaj będzie spływać woda podczas deszczu i roztopów. Zagłębienia terenowe to naturalne miejsca gromadzenia się wody, a to oznacza potencjalne problemy z wilgocią i wysokim poziomem wód gruntowych.
Zwróćcie uwagę na stan ogrodzeń i murów okolicznych budynków. Jeśli teren jest podmokły, na ścianach domów, murkach oporowych czy ogrodzeniach pojawią się charakterystyczne ślady – zawilgocenia, wykwity solne, pęknięcia. To sygnały, których nie da się zignorować.
Popatrzcie też na same domy w okolicy. Czy są podpiwniczone? Jeśli w całej okolicy nikt nie buduje piwnic, a wszystkie budynki mają wysoko posadowiony parter, to nie jest przypadek – to adaptacja do lokalnych warunków gruntowych. Ludzie uczą się na błędach, często cudzych, i jeśli nikt w okolicy nie ryzykuje budowy piwnicy, prawdopodobnie jest ku temu dobry powód.
Kolejna sprawa to droga. Czy droga dojazdowa leży wyżej czy niżej niż Wasza działka? Idealnie jest, gdy woda spływa z działki na drogę, a nie odwrotnie. Jeśli droga jest wyżej i po każdym deszczu woda ścieka na Waszą parcele, to problem, który będziecie rozwiązywać przez całe życie w tym miejscu.
Test słoikowy – prosta metoda na określenie rodzaju gruntu
Jeśli macie dostęp do działki i możecie pobrać próbkę ziemi, istnieje prosty test, który pozwala wstępnie określić, z jakim gruntem macie do czynienia. Potrzebujecie tylko przezroczystego słoika, wody i odrobiny cierpliwości.
Wykopcie dołek na głębokość około 30–40 centymetrów i pobierzcie próbkę gruntu – nie samej wierzchniej warstwy humusu, ale tego, co jest głębiej. Włóżcie próbkę do słoika, zalejcie wodą, zakręćcie i porządnie wstrząśnijcie. A potem poczekajcie.
Po kilku minutach na dnie osiądzie piasek. Po kilku godzinach nad nim pojawią się pyły i części ilaste. Po dwóch dniach na samej górze zostanie to, co najdrobniejsze – frakcje ilaste i materia organiczna. Mierząc wysokość poszczególnych warstw i dzieląc przez całkowitą wysokość osadu, możecie z grubsza określić, jaki procent stanowi piasek, a jaki części gliniaste.
Jeśli warstwa gliniasta i ilasta stanowi więcej niż około 10% całości, macie do czynienia z gruntem spoistym – gliną, piaskiem gliniastym lub podobnym. A grunty spoiste to grunty wysadzinowe, czyli takie, które zamarzając zimą, mogą narobić Wam problemów z fundamentami.
Test dłoni – rozpoznawanie gruntu w terenie
Inną metodą, którą stosują nawet profesjonaliści do wstępnej oceny, jest tzw. test dłoni. Weźcie próbkę wilgotnego gruntu i spróbujcie uformować z niego wałek. To, co się stanie, powie Wam wiele o tym, z czym macie do czynienia.
Jeśli grunt nie daje się uformować w wałek nawet gdy jest mokry, jeśli na sucho nie brudzi palców i łatwo się rozsypuje – to grunt piaszczysty. Jest bardzo przepuszczalny, szybko wysycha i ma niską zdolność zatrzymywania wody. Pod względem budowlanym to zazwyczaj dobra wiadomość, choć wszystko zależy od stopnia zagęszczenia.
Jeśli da się uformować grube wałki, które jednak łatwo się rwą, a grunt pod palcami lekko brudzi i czuć w nim piasek – to grunt gliniasty mieszany, często określany jako glina piaszczysta lub piasek gliniasty. Większość roślin ozdobnych dobrze rośnie na takim podłożu, ale z punktu widzenia budowy wymaga to większej uwagi na etapie fundamentów.
Jeśli grunt lepi się do palców, brudzi je silnie, a wałek formuje się łatwo i nie rwie nawet przy znacznej długości – to grunt bardzo spoisty, prawdopodobnie glina lub ił. Takie grunty są wysadzinowe i na pewno będą wymagały odpowiedniego posadowienia fundamentów – najczęściej poniżej strefy przemarzania, która w centralnej Polsce wynosi około metra.
Mapa hydrogeologiczna – sprawdzenie online
Zanim pojawicie się na działce z łopatą i słoikiem, możecie zrobić wstępną analizę przy komputerze. W Polsce dostępne są mapy hydrogeologiczne, które pokazują, jak kształtuje się poziom wód gruntowych w różnych regionach. Szczególnie przydatna jest Warstwa Informacyjna Głównego Użytkowego Poziomu Wodonośnego, dostępna w internetowych zasobach geologicznych.
Również portal Geoportal pozwala sprawdzić wiele istotnych informacji – w tym przebieg przyłączy, umiejscowienie ewentualnych studni głębinowych na sąsiednich działkach czy ogólne ukształtowanie terenu. To nie zastąpi wizyty na miejscu i rozmowy z sąsiadami, ale da Wam punkt wyjścia do dalszych analiz.
Warto też zajrzeć do raportów o terenie dostępnych w różnych serwisach nieruchomościowych. Niektóre z nich za niewielką opłatą udostępniają informacje o tym, czy działka znajduje się w strefie zalewowej, czy w jej okolicy występują udokumentowane strefy osuwiskowe, jakie plany zagospodarowania dotyczą danego terenu. To wszystko elementy układanki, które pomogą Wam ocenić ryzyko jeszcze przed zakupem.
Pora roku ma znaczenie
Jeśli macie taką możliwość, odwiedźcie działkę w różnych porach roku. Działka oglądana podczas suchego lata może wyglądać zupełnie inaczej wiosną podczas roztopów albo jesienią po intensywnych deszczach. To nie przypadek, że wiele ogłoszeń o sprzedaży działek pojawia się właśnie latem – wtedy nawet tereny podmokłe wyglądają sucho i zachęcająco.
Jeśli nie możecie czekać rok na zmianę pór, przynajmniej zapytajcie sąsiadów, jak działka wygląda wiosną. Czy stoi w wodzie? Czy po każdym większym deszczu tworzą się zastoiska? Czy okoliczne rowy melioracyjne działają prawidłowo? Te informacje mogą być bezcenne.
Dobrze jest też odwiedzić działkę o różnych porach dnia i przy różnej pogodzie. Kierunek wiatru potrafi zaskakująco wpływać na postrzeganie hałasu z pobliskich dróg – kilka razy budowałem w pobliżu autostrad i wiem, że wiatr ma ogromne znaczenie. To samo może dotyczyć innych uciążliwości, których nie zauważycie podczas jednej, krótkiej wizyty.
Wykop próbny – najprostsza forma badania
Jeśli macie zgodę właściciela na wykonanie wykopu próbnego przed zakupem – a warto o taką zgodę poprosić, najlepiej na piśmie – możecie sami zobaczyć, co kryje się pod powierzchnią. Wystarczy wykopać dołek głębokości 60–80 centymetrów i obserwować.
Czy na ścianach wykopu pojawia się woda? Jeśli tak, macie odpowiedź na pytanie o poziom wód gruntowych. Czy pod warstwą humusu widzicie piasek, glinę, a może coś niepokojącego – jak żużel, gruz lub inne odpady? Czy grunt jest jednorodny, czy warstwowy? Wszystko to są wskazówki, które później możecie potwierdzić profesjonalnymi badaniami.
Na moich budowach zdarzyło się, że klienci wykopali próbny dołek i natrafili na stare fundamenty, zakopane rury, a w jednym przypadku – resztki jakiegoś starego szamba. Lepiej dowiedzieć się o tym przed zakupem niż podczas kopania pod fundament własnego domu.
Na zakończenie
Wszystko, co opisałem w tym artykule, to metody wstępnej oceny – nie zastępują one profesjonalnych badań geotechnicznych, które przed budową domu są niezbędne. Ale pozwalają Wam odrzucić działki z oczywistymi problemami, zadać właściwe pytania przed zakupem i nie dać się zaskoczyć po podpisaniu aktu notarialnego.
Pamiętajcie, że geolog – nazywam go „druidem" w mojej książce – to specjalista, bez którego nie powinniście rozpoczynać budowy. Ale zanim go wezwiecie, możecie sami zebrać wiele cennych informacji. Obserwujcie roślinność, rozmawiajcie z sąsiadami, sprawdzajcie teren własnymi oczami, szukajcie sygnałów ostrzegawczych. A gdy już znajdziecie działkę, która przeszła tę wstępną weryfikację – wtedy zamówcie profesjonalne badania geotechniczne, żeby mieć pewność.
Bo w budowie domu jest bardzo niewiele rzeczy, których nie da się naprawić. Ale fundament na złym gruncie to problem, który może Wam towarzyszyć przez dziesięciolecia. I znacznie lepiej odkryć go na etapie oglądania działek, niż w momencie, gdy koparka już wjechała na plac budowy.
Dołącz do newslettera
WOJCIECH TRACICHLEB
Wojciech Tracichleb – przedsiębiorca budowlany z pasją do przekazywania wiedzy. Od 2013 roku specjalizuje się wyłącznie w domach jednorodzinnych, uczestnicząc w powstawaniu kilkuset takich budynków. Jako właściciel firmy budowlanej zajmującej się generalnym wykonawstwem, współwłaściciel biura architektury wnętrz oraz ekspert od instalacji i produkcji mebli na wymiar, poznał proces budowlany z każdej możliwej perspektywy.