Wojciech Tracichleb · Blog  · 12 min czytania

Inteligentne rolety i żaluzje – jak sterować mądrze

Sterowanie roletami z aplikacji wygląda atrakcyjnie w reklamie. W praktyce decyzje, które wpłyną na komfort przez lata, zapadają jeszcze przed tynkowaniem.

Sterowanie roletami z aplikacji wygląda atrakcyjnie w reklamie. W praktyce decyzje, które wpłyną na komfort przez lata, zapadają jeszcze przed tynkowaniem.

Sterowanie roletami z telefonu to jeden z tych elementów inteligentnego domu, który najszybciej wchodzi w codzienność i którego po roku użytkowania prawie się nie zauważa – po prostu działa. Pod warunkiem, że na etapie budowy ktoś o tym pomyślał. Bo dołożenie kabli i czujników po wykończeniu domu to roboty rozkuwane, brudne i kosztujące wielokrotnie więcej niż położenie tych samych przewodów w stanie surowym zamkniętym.

W mojej książce piszę o samym wyborze rolet i żaluzji fasadowych – o tym, że zawsze warto montować je z napędem elektrycznym, że żaluzje są droższe i wrażliwsze na wiatr, ale dają regulację kąta lameli, a rolety zaciemniają w stu procentach. Tu wracam do tego tematu z innej strony: jak te napędy okablować i jak nimi sterować, żeby później dało się włączyć je w domowy system inteligentny – nawet jeśli dzisiaj jeszcze nie wiecie, czy pójdziecie w pełny smart home, czy tylko w sterowanie aplikacją z telefonu.

Decyzje, o których piszę poniżej, podejmujecie raz – w trakcie budowy stanu surowego zamkniętego, równolegle z instalacją elektryczną. Później albo z tego korzystacie, albo tego żałujecie.

Po co inteligentne sterowanie, skoro pilot wystarczy

Dla porządku – samo sterowanie elektryczne to jeszcze nie automatyka. Klawisz na ścianie obok okna, który podnosi i opuszcza roletę, to standard montowany dziś praktycznie w każdym nowym domu. Inteligentne sterowanie zaczyna się dopiero tam, gdzie rolety reagują same: na godzinę, wschód i zachód słońca, temperaturę za oknem, prędkość wiatru, alarm w domu, obecność lub jej brak.

Realne korzyści, dla których warto się tym pofatygować, są cztery. Po pierwsze – termoizolacja zimą. Roleta zewnętrzna opuszczona na noc oddziela szybę od mroźnego powietrza warstwą nieruchomego powietrza w prowadnicach. Widzę, że w nowoczesnych pakietach trójszybowych nie robi to rewolucji, ale ograniczenie strat ciepła jest mierzalne, a sumarycznie przez sezon grzewczy ma znaczenie. Po drugie – cieniowanie latem. Rolety i żaluzje fasadowe to skuteczna ochrona przed przegrzewaniem domu w upały, bo zatrzymują energię słoneczną na zewnątrz szyby, zanim ta zdąży się nagrzać. Tu właśnie żaluzje fasadowe pokazują przewagę: lamele można ustawić tak, żeby zatrzymać słońce, ale wpuścić światło. Roleta tej finezji nie ma. Po trzecie – symulacja obecności. Rolety opuszczające się i podnoszące w dni Waszej nieobecności, z lekko losowym czasem, robią dla bezpieczeństwa więcej niż pozostawiona zapalona lampka. Po czwarte – wygoda. Nie chodzicie rano po domu i nie podnosicie ośmiu rolet ręcznie. Robi to system, o ustalonej godzinie albo w momencie wschodu słońca.

Trzy poziomy sterowania – od prostego do pełnego smart

W praktyce na rynku spotykam trzy podejścia, między którymi musicie się zdecydować.

Poziom pierwszy – sterowanie wyłącznie miejscowe, klawiszem przy oknie, czasem dodatkowo pilotem bezprzewodowym (najczęściej Somfy RTS). Najtańsze, najprostsze, działa lokalnie i bez internetu. Rozsądny wybór dla osób, które wiedzą, że automatyzacji nie chcą.

Poziom drugi – sterowanie z jednej aplikacji, bez głębszej automatyki. Najczęściej oparte na modułach WiFi marek typu Tuya czy Sonoff, kupowanych za kilkaset złotych do każdego napędu. Działa, ale każde takie urządzenie obciąża domowe WiFi i wymaga zewnętrznego serwera producenta. Rozwiązanie kompromisowe – tanie wejście, ale na dłuższą metę średnio stabilne, bo gdy producent wycofa wsparcie aplikacji, zostajecie z ładnym sprzętem bez sterowania.

Poziom trzeci – pełna integracja z systemem inteligentnego domu. Wybór jest szeroki: KNX (drogi, profesjonalny standard przewodowy, wymaga integratora z uprawnieniami), Loxone (zamknięty system, scentralizowane sterowanie z szafy), Ampio (polski system, też centralny), albo otwarte rozwiązania oparte na Home Assistant, gdzie spinacie urządzenia różnych producentów. To podejście, które rekomenduję inwestorom wiedzącym, że smart home ma im służyć przez następne dwadzieścia lat.

Protokoły komunikacji – co wybrać i kiedy

Znajomość protokołów ma znaczenie, bo decyzja podjęta w stanie surowym determinuje, co dacie radę zmienić później bez kucia ścian. Ten wybór między systemem przewodowym a bezprzewodowym w temacie rolet wraca u mnie w niemal każdej konsultacji, więc rozłożę go po kolei.

Somfy RTS i Somfy io – radiowy, dedykowany standard rolet i markiz. Bardzo popularny w Polsce, sprawdzony, działa z większością europejskich napędów rolet zewnętrznych. Słabość: zamknięty ekosystem – integracja z innymi systemami wymaga dodatkowych bramek (przykładowo Tahoma).

Zigbee – otwarty standard radiowy, sieć kratowa (mesh), niskie zużycie energii. Sprawdza się dobrze dla czujników i urządzeń bateryjnych. Do sterowania roletami można dorzucić moduły Zigbee przy silnikach, a centralę (hub) ustawić w dowolnym miejscu. Wadą jest to, że nie każdy silnik rolety pracuje natywnie w Zigbee – częściej dorzuca się moduły zewnętrzne między silnikiem a sterownikiem.

Z-Wave – w idei podobny do Zigbee, częstotliwość 868 MHz w Europie, mniejszy zasięg ekosystemu w Polsce, ale stabilny.

WiFi – wbrew pozorom najsłabszy wybór do rolet jako podstawa systemu. Każde urządzenie obciąża domowy router, wymaga prądu, w razie awarii internetu sterowanie pada, a producent w każdej chwili może wycofać wsparcie aplikacji. Stosuję jako uzupełnienie, nigdy jako fundament.

KNX i przewodowe magistrale – najwyższa półka. Kabel BUS (skrętka KNX) prowadzony jest do każdego punktu. Sterowanie odporne na awarie internetu, niezależne od chmury producenta. Cena – kilkukrotnie wyższa niż rozwiązania radiowe, plus konieczność programowania przez specjalistę z odpowiednimi uprawnieniami.

Co z tego wynika dla Was na etapie budowy: wybór konkretnego protokołu możecie odłożyć w czasie, ale położenie kabli – nie. Brak kabli zamyka Wam najbardziej stabilne i najtrwalsze rozwiązania.

Co musi powstać na etapie budowy

To sekcja najważniejsza – bo to są decyzje, o których wspominałem na początku, że podejmujecie je raz.

Kabel zasilający do silnika rolety. Standard to przewód YDYp 4×1,5 mm² – trzy żyły robocze (faza góra, faza dół, neutralny) plus uziemienie. Czasem stosuje się 3×1,5 mm², ale wolę kłaść 4-żyłowy, bo daje rezerwę na różne typy sterowników. Kabel prowadzimy w ścianie zewnętrznej lub w nadprożu, do każdej rolety osobno, zakończony w puszce nad oknem (gdzie później wpinacie się w napęd) i w puszce sterownika wewnątrz pomieszczenia.

Sterownik rolety montuje się w puszce w ścianie wewnętrznej, najczęściej obok wyłącznika oświetlenia. Dla każdej rolety osobny sterownik. Ważne: puszki muszą być głębokie – minimum 60 mm, bo standardowe moduły sterujące (Shelly, moduły Zigbee, klasyczne sterowniki rolet) nie zmieszczą się w płytkich. To jeden z najczęstszych błędów elektryków, których nie uprzedzono o planach automatyki – płytkie puszki, do których nie wpakujecie później żadnego inteligentnego modułu. Tę logikę pogłębionej puszki opisuję szerzej w tekście o inteligentnych włącznikach oświetlenia – tam ten sam parametr wraca jako fundament całej automatyki.

Lokalny klawisz przy każdym oknie. Bez wyjątków. Nawet jeśli planujecie sterowanie wyłącznie z telefonu, klawisz musi być zawsze. Z dwóch powodów: po pierwsze, w razie awarii systemu smart home rolety dalej będą się podnosiły. Po drugie, goście, dzieci, rodzice nie będą instalowali Waszej aplikacji, żeby otworzyć roletę w sypialni.

Centralny punkt sterowania. Jeśli idziecie w smart home, w rozdzielnicy lub w wydzielonej szafie technicznej musi być miejsce na centralę. Praktycznie wymaga to dodatkowych modułów w rozdzielnicy oraz – jeśli wybieracie KNX lub przewodowy system – BUS doprowadzony do każdego punktu w domu.

Kabel BUS jako rezerwa. Rozwiązanie, które polecam praktycznie zawsze: równolegle z kablem zasilającym do każdej rolety puścić cienki kabel BUS – najczęściej skrętkę kategorii 5 lub 6. Nawet jeśli dzisiaj go nie używacie. Koszt minimalny, a daje opcję przejścia na KNX, Loxone czy Ampio bez kucia ścian.

Czujniki zewnętrzne. Czujnik wiatru, czujnik nasłonecznienia, czujnik deszczu – wszystkie wymagają poprowadzenia kabla na elewację, najczęściej w okolice okapu lub na ścianę szczytową. Jeśli dzisiaj nie planujecie czujników, połóżcie chociaż jeden kabel sterowniczy z rozdzielnicy do okapu – to dziesięć minut roboty dla elektryka, a daje opcję dołożenia czujników kiedykolwiek później bez kucia tynku.

Czujnik wiatru w żaluzjach fasadowych – brak opcji

Tu jeden punkt, którego nie da się obejść. Żaluzje fasadowe składają się z wąskich lameli aluminiowych prowadzonych w dwóch szynach bocznych. To rozwiązanie wymyślone z myślą o regulacji nasłonecznienia, nie o odporności na siły żywiołów. Producenci podają w kartach technicznych dopuszczalną prędkość wiatru, przy której żaluzje mogą być wysunięte – najczęściej 50–70 km/h, w zależności od szerokości lameli i wielkości okna. Konkretne wartości zawsze sprawdzajcie w karcie technicznej Waszego modelu.

W realnej polskiej pogodzie – szczególnie w pasie nadmorskim, na otwartych terenach Mazur czy w okolicach gór – wichury powyżej 70 km/h zdarzają się kilka razy w roku. Jeśli żaluzja fasadowa zostanie pozostawiona na noc rozsunięta, a w nocy przyjdzie wichura, wynik jest niemal zawsze ten sam: powyginane lamele, urwane mocowania, koszty napraw idące w tysiące złotych. Czas naprawy – tygodnie oczekiwania na nowe lamele od producenta.

Z tego powodu czujnik wiatru sprzężony z napędami żaluzji fasadowych nie jest opcją – jest obowiązkowym elementem instalacji. Działa to tak: przy przekroczeniu zaprogramowanej prędkości wiatru sterownik automatycznie wciąga wszystkie żaluzje fasadowe na pełną wysokość i blokuje ich opuszczanie do czasu, aż wiatr ucichnie. Mówię o tym wprost: jeśli rozważacie żaluzje fasadowe bez czujnika wiatru, lepiej zostańcie przy zwykłych roletach. Rolety wiatru nie boją się w takim stopniu – ich konstrukcja w prowadnicach bocznych jest na obciążenia wiatrowe znacznie odporniejsza.

W przypadku rolet zewnętrznych czujnik wiatru nie jest obowiązkowy, ale w praktyce i tak go montuję, bo te same czujniki dają informację, czy nie zwinąć markizy tarasowej, kiedy ktoś nie spojrzy w prognozę pogody.

Scenariusze, które realnie zmieniają codzienność

Skoro już wszystko macie okablowane, warto wiedzieć, co potem programować. Wyłaniają się tu scenariusze, których naprawdę używa się codziennie.

Wschód i zachód słońca – sterowanie czasowe wiązane z geolokalizacją domu. System sam wie, że dziś w listopadzie zachód jest o 16:12, a w czerwcu o 21:34. Rolety podnoszą się przed wschodem albo o ustalonej godzinie i opuszczają się o zachodzie albo z opóźnieniem. To podstawowy scenariusz, od którego praktycznie każdy zaczyna.

Cieniowanie automatyczne w upały. Czujnik nasłonecznienia mierzy intensywność światła padającego na elewację – po przekroczeniu progu (przykładowo 50 klx) i jeśli temperatura wewnątrz przekroczyła zadaną wartość, system samodzielnie wsuwa żaluzje fasadowe lub opuszcza rolety na nasłonecznionej ścianie. To realne odciążenie klimatyzacji, którą i tak macie zaplanowaną w domu.

Tryb wakacyjny. Rolety opuszczają się i podnoszą w naturalnych godzinach, z drobnymi losowymi przesunięciami, żeby nie było widać sztywnego schematu. Sąsiad nie odróżni domu pustego od zamieszkałego.

Sprzęg z alarmem. Po uzbrojeniu alarmu nocnego (kiedy idziecie spać) wszystkie rolety na parterze idą w dół. Po naruszeniu strefy w dzień rolety idą w dół jako element odstraszania. To scenariusz, w którym smart home naprawdę zaczyna pracować na bezpieczeństwo, a nie tylko wygodę – warto wtedy mieć przygotowaną instalację alarmową już z poziomu projektu, bo łatwiej jest spiąć rolety z centralą alarmu, niż nadrabiać oba systemy po wykończeniu.

Tryb kinowy. W salonie – rolety w dół, światło ściemnione, telewizor lub projektor włączony. Jedno polecenie, wszystko reaguje równocześnie.

Co warto zrobić od razu, czego nie warto

Z setek budów wiem, że największy żal generują dwie sytuacje: nie położono kabli, bo wydawało się to niepotrzebne, albo postawiono na najtańsze chińskie moduły WiFi, które po dwóch–trzech latach przestają być wspierane przez aplikację producenta.

Co zdecydowanie warto zrobić od razu, na etapie elektryki:

  • Kabel YDYp 4×1,5 mm² do każdego okna z roletą lub żaluzją fasadową – do końca każdej rolety zewnętrznej (puszka nad oknem) i do każdego sterownika (puszka obok wyłącznika światła).
  • Głębokie puszki podtynkowe (60 mm) wszędzie tam, gdzie pójdzie sterownik.
  • Lokalny klawisz przy każdym oknie z roletą lub żaluzją – bez wyjątków.
  • Wspólna oznaczona faza dla wszystkich napędów rolet w rozdzielnicy – pozwoli Wam jednym wyłącznikiem fizycznie odłączyć całość, jeśli zajdzie taka potrzeba.
  • Rezerwa miejsca w rozdzielnicy – minimum 6–8 modułów dodatkowych.
  • Jeden kabel sterowniczy doprowadzony na elewację, w okolice okapu – pod przyszłe czujniki wiatru, słońca, deszczu.
  • Cienki kabel BUS równolegle z zasilającym – jako rezerwa pod przyszłe rozwiązania przewodowe.

Czego natomiast nie warto:

  • Iść w pełen smart home oparty na chińskich modułach WiFi z chmurą zewnętrznego producenta. Po dwóch–trzech latach wsparcie kończy się, aplikacja przestaje działać, a Wam zostają moduły, których nie da się sensownie zintegrować z innym systemem.
  • Decydować o całym systemie smart home na tydzień przed elektryką. Wybór protokołu (Somfy, KNX, Loxone, Home Assistant) wpływa na to, ile i jakich kabli położyć. Decyzja powinna zapadać razem z projektem instalacji elektrycznej, a nie w ostatniej chwili.
  • Rezygnować z lokalnych klawiszy, bo „przecież będziemy sterować z telefonu". To pułapka, w którą wpada wielu inwestorów – po pierwszej awarii routera albo padzie centralki rolety stoją w miejscu, a Wy szukacie korbki.

Awaria zasilania i sterowanie ręczne

Jest jeszcze jeden punkt, o którym sprzedawcy systemów smart home opowiadają niechętnie: co się stanie, kiedy padnie prąd, kiedy padnie internet, kiedy padnie centrala.

Krótka odpowiedź: bez prądu rolety stoją w miejscu, w którym zastał je brak zasilania. W rolecie z napędem elektrycznym nie ma korby ratunkowej (są wyjątki – niektóre napędy mają mechaniczne sprzęgło awaryjne, ale to rzadkość, którą trzeba świadomie zamówić u producenta).

Praktyczne zabezpieczenia, które warto wpisać w projekt smart home, to przede wszystkim UPS dla centrali sterującej i routera – gwarantuje działanie systemu przez kilkadziesiąt minut po zaniku napięcia. Jeśli macie agregat awaryjny, warto powiązać z nim również obwód zasilający rolety. Sterowanie miejscowe powinno być niezależne od chmury – klawisz przy oknie podpięty bezpośrednio do sterownika powinien zawsze działać, nawet jeśli centrala smart home jest wyłączona. W przypadku KNX instalacja BUS jest projektowana z założeniem, że poszczególne segmenty pracują niezależnie, więc awaria jednego nie wyłącza pozostałych.

Warto też wiedzieć, że żaluzje fasadowe pozostawione w pozycji rozsuniętej w czasie braku prądu są narażone na uszkodzenie, jeśli przyjdzie wichura. Dlatego programuje się zachowanie domyślne: w razie zaniku komunikacji z czujnikiem wiatru sterownik automatycznie wsuwa żaluzje fasadowe.

Podsumowanie

Inteligentne sterowanie roletami i żaluzjami fasadowymi nie jest skomplikowanym tematem od strony użytkowania – po roku przestajecie zauważać, że to działa, dom sam się otwiera rano i sam zamyka wieczorem. Skomplikowany jest etap budowy: kable, puszki, czujniki, wybór protokołu, miejsce w rozdzielnicy. Te decyzje muszą zapaść razem z projektem instalacji elektrycznej, nie później. Później to już tylko kucie i tynkowanie ścian.

Dwie rzeczy, które chcę, żebyście zapamiętali z tego artykułu. Po pierwsze – kabel do każdej rolety, głęboka puszka pod sterownik, lokalny klawisz przy każdym oknie. To absolutne minimum, które otwiera Wam drogę do dowolnego systemu w przyszłości. Po drugie – żaluzje fasadowe bez czujnika wiatru to ryzyko, którego nie warto podejmować. Reszta, czyli wybór konkretnego protokołu, marki napędu, systemu smart home, to decyzje, które możecie podjąć później – pod warunkiem, że macie kable.

Niniejszy artykuł opisuje rozwiązania, które stosuję na swoich budowach i które uważam za rozsądne dla większości inwestorów budujących dom jednorodzinny. Konkretny dobór protokołu komunikacji, modeli napędów i sterowników, a także ostateczna konfiguracja instalacji elektrycznej powinny zostać uzgodnione z projektantem instalacji elektrycznej oraz instalatorem systemu smart home posiadającymi odpowiednie uprawnienia. Parametry techniczne – dopuszczalne prędkości wiatru dla żaluzji fasadowych, średnice kabli zasilających, głębokości puszek podtynkowych – zawsze należy weryfikować z dokumentacją producenta konkretnych urządzeń, ponieważ mogą się różnić w zależności od modelu, długości trasy kabla i warunków lokalnych.

Wróć do bloga

Powiązane artykuły

Wszystkie artykuły »