Rekuperacja czy wentylacja grawitacyjna – co wybrać
Porównanie obu systemów wentylacji oczami praktyka – komfort, koszty, zdrowie i to, czego nie powiedzą Wam sprzedawcy

Jest taki moment na każdej budowie, kiedy pada pytanie o wentylację. Między wyborem technologii ścian a rozmowami o dachu. Prawie zawsze wygląda to tak samo – ktoś mówi „weźmy rekuperację, bo się zwróci", ktoś inny odpowiada „po co przepłacać, grawitacyjna działa od lat", a architekt dyplomatycznie kiwa głową na obie strony. Efekt? Decyzja podejmowana w oparciu o mity, marketingowe hasła i opinię szwagra, który „czytał w internecie". Tymczasem wybór systemu wentylacji to jedna z tych decyzji, które będziecie odczuwać codziennie. Przez kilkadziesiąt lat. I naprawdę warto podjąć ją świadomie.
Wentylacja to podstawa, nie opcja
Zanim przejdziemy do porównania, muszę powiedzieć jedną rzecz wprost: wentylacja w domu to absolutna podstawa. Dom bez sprawnej wentylacji to dom, w którym powietrze stoi, wilgoć się gromadzi, a domownicy budzą się z bólami głowy, bo przez noc stężenie dwutlenku węgla w sypialni było zbyt wysokie. Norma PN-83/B-03430 wymaga, żeby każdy budynek mieszkalny miał zapewnioną wymianę powietrza. To nie jest rekomendacja – to wymóg. Pytanie nie brzmi więc „czy wentylować", tylko „jak wentylować". I tutaj zaczynają się schody.
Mamy zasadniczo dwie drogi. Wentylacja grawitacyjna – czyli ta, którą znacie z bloków i starszych domów, oparta na naturalnym ruchu powietrza. I wentylacja mechaniczna z odzyskiem ciepła, potocznie zwana rekuperacją – czyli system, który wymusza kontrolowaną wymianę powietrza i przy okazji odzyskuje ciepło z powietrza wyrzucanego na zewnątrz. Brzmi prosto, ale diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach.
Jak naprawdę działa wentylacja grawitacyjna
Zasada jest stara jak budownictwo – ciepłe powietrze jest lżejsze od zimnego, więc unosi się do góry. W domu z wentylacją grawitacyjną mamy kominy wentylacyjne w łazience, kuchni, kotłowni i ewentualnie w garderobie. Zużyte, wilgotne powietrze wypływa tymi kominami na zewnątrz, a świeże powietrze musi skądś do domu wejść – przez nawiewniki w oknach, nieszczelności albo po prostu przez otwarte okno.
I tutaj zaczyna się problem numer jeden. Współczesne domy budujemy coraz szczelniej. Okna trzyszybowe z doskonałymi uszczelkami, ściany ocieplone 20 centymetrami styropianu, taśmy paroprzepuszczalne i wiatroszczelne na każdym połączeniu. Robimy wszystko, żeby ciepło nie uciekało. I słusznie – bo po to ocieplamy. Ale jednocześnie odcinamy powietrzu drogę do środka. Efekt? Wentylacja grawitacyjna, która w starym domu z drewnianymi oknami działała całkiem przyzwoicie, w nowoczesnym budynku praktycznie nie funkcjonuje. Bo skąd ma się wziąć świeże powietrze, skoro dom jest szczelny jak termos?
Teoretycznie rozwiązaniem są nawiewniki okienne – czyli małe otwory w ramie okna, przez które napływa powietrze z zewnątrz. Teoretycznie. Bo w praktyce? Mało kto je chce. Inwestorzy wydają fortunę na okna z rewelacyjnymi parametrami cieplnymi, a potem mają w nich zrobić dziurę? Zima, mróz minus 15, a przez nawiewnik ciągnie lodowate powietrze prosto na kanapę? Nie brzmi zachęcająco. I skutek jest taki, że nawiewniki albo się nie montuje, albo się je zamyka zaraz po zamieszkaniu. A bez nich wentylacja grawitacyjna w szczelnym domu praktycznie nie istnieje.
Problem numer dwa – sezonowość. Wentylacja grawitacyjna działa najintensywniej zimą, kiedy różnica temperatur między wnętrzem a otoczeniem jest największa. Ale latem? Kiedy na zewnątrz jest 30 stopni, a w domu 25? Ciąg w kominie wentylacyjnym jest bliski zeru albo wręcz się odwraca. To znaczy, że w najgorętsze miesiące roku – kiedy świeże powietrze jest Wam najbardziej potrzebne – grawitacyjna wentylacja po prostu nie pracuje. Możecie otwierać okna, jasne. Ale razem z powietrzem wpuścicie upał, kurz, smog, owady i hałas z ulicy.
Jest też coś, co rzadko się podkreśla. Wentylacja grawitacyjna wentyluje tylko te pomieszczenia, w których są kominy wentylacyjne. Czyli łazienkę, kuchnię, kotłownię. Ale sypialnię? Pokój dziecięcy? Salon? Tam kominów wentylacyjnych nie ma. A to właśnie w tych pomieszczeniach spędzacie większość czasu. Efekt jest taki, że powietrze wymienia się tam, gdzie go dużo nie potrzebujecie, a tam, gdzie spędzacie 8 godzin w nocy z zamkniętymi drzwiami – stoi.
Rekuperacja – mechanika i zasada działania
Rekuperacja to wentylacja mechaniczna z odzyskiem ciepła. Składa się z centrali wentylacyjnej (rekuperatora), sieci kanałów rozprowadzonych po całym domu, anemostatów nawiewnych i wywiewnych w poszczególnych pomieszczeniach, czerpni (skąd pobierane jest świeże powietrze) i wyrzutni (przez którą wyprowadzane jest zużyte powietrze).
Zasada działania jest elegancko prosta. Z pomieszczeń „brudnych" – łazienki, kuchni, garderoby – rekuperator wyciąga zużyte, wilgotne powietrze. Jednocześnie przez czerpnię zasysane jest świeże powietrze z zewnątrz. Te dwa strumienie spotykają się w wymienniku ciepła wewnątrz centrali, ale się nie mieszają – mijają się przez cieniutkie ścianki wymiennika. Ciepło z powietrza wyrzucanego przechodzi na powietrze nawiewane. W efekcie do Waszych sypialni, salonu i pokoi dziecięcych trafia powietrze świeże, przefiltowane i już wstępnie ogrzane – bez otwierania okien, bez hałasu, bez strat ciepła.
Nowoczesne rekuperatory z wymiennikami krzyżowymi lub przeciwprądowymi osiągają sprawność odzysku ciepła na poziomie 85–95 procent. To oznacza, że jeśli wyrzucacie z domu powietrze o temperaturze 22 stopni, a na zewnątrz jest zero, to świeże powietrze wchodzące do pomieszczeń ma już temperaturę około 19–21 stopni. Trzeba je dogrzać minimalnie, zamiast grzać od zera.
Komfort, nie oszczędność – prawdziwy powód, by wybrać rekuperację
I teraz dochodzimy do miejsca, w którym muszę powiedzieć Wam coś, co może być sprzeczne z tym, co czytaliście w folderach reklamowych. Rekuperację polecam przede wszystkim ze względu na komfort, nie ze względu na oszczędności finansowe. I mówię to jako ktoś, kto buduje domy na co dzień i widzi, jak te systemy funkcjonują w praktyce.
Argument finansowy za rekuperacją jest dużo słabszy, niż sugerują sprzedawcy. Owszem, oszczędzacie na ogrzewaniu – szacuje się, że od 20 do nawet 50 procent w porównaniu z wentylacją grawitacyjną. Ale sam system kosztuje. Rekuperator to wydatek rzędu kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Kanały wentylacyjne, anemostaty, czerpnia, wyrzutnia, regulacja – kolejne tysiące. Profesjonalny montaż – kolejne tysiące. Okres zwrotu tej inwestycji to realistycznie 8–12 lat, a w niektórych konfiguracjach jeszcze więcej. I to przy założeniu, że porównujecie się z domem, który naprawdę traci dużo ciepła przez wentylację – a jak pisałem wyżej, w szczelnym domu grawitacyjna i tak nie wymienia tyle powietrza, ile powinna.
Natomiast komfort? To jest coś, co odczujecie od pierwszego dnia. Świeże powietrze 24 godziny na dobę, 365 dni w roku. Bez otwierania okien. Bez komarów w sypialni latem. Bez hałasu z ulicy. Bez kurzu na parapetach. Budzicie się rano i głowa nie boli, bo przez całą noc mieliście dopływ świeżego, przefiltrowanego powietrza. Latem, kiedy grawitacyjna wentylacja odmawia współpracy, rekuperator pracuje bez przerwy. Zimą nie musicie wietrzać i wychładzać pomieszczeń. A jeśli mieszkacie w rejonie, gdzie smog jest problemem – filtry klasy F7 zatrzymują ponad 90 procent cząstek PM10 i około 75 procent PM2.5. To oznacza, że Wasze dzieci oddychają czystym powietrzem nawet wtedy, kiedy za oknem norma jest przekroczona trzykrotnie.
To właśnie dlatego mówię: jeśli rozważacie rekuperację – rozważajcie ją jako inwestycję w komfort i zdrowie, a nie jako sposób na obniżenie rachunków. Rachunki się obniżą, owszem. Ale prawdziwa wartość leży gdzie indziej.
Mit obowiązkowej rekuperacji po 2021 roku
Słyszycie to pewnie na każdym kroku: „Od 2021 roku rekuperacja jest praktycznie obowiązkowa, bo bez niej nie spełnisz wymagań dotyczących wskaźnika EP". I rozumiem, skąd to się bierze – od 1 stycznia 2021 roku maksymalny wskaźnik zapotrzebowania na nieodnawialną energię pierwotną dla nowych budynków mieszkalnych to 70 kWh/m² na rok. To dość restrykcyjny wymóg.
Ale mogę Wam powiedzieć z własnego doświadczenia: budowałem domy po 2021 roku bez rekuperacji i spełniały wymagania EP. Było trudniej – musieliśmy mocniej postawić na izolację, dobrą stolarkę, źródło ciepła z niskim wskaźnikiem nakładu energii pierwotnej. Ale to się dało zrobić. Formalnie w polskim prawie budowlanym nie ma obowiązku stosowania wentylacji mechanicznej. Są wymagania dotyczące EP i te wymagania łatwiej spełnić z rekuperacją – ale nie jest ona jedyną drogą.
Moja rada? Na etapie adaptacji projektu porozmawiajcie z architektem, jaki wskaźnik EP wychodzi dla Waszego domu bez rekuperacji, a jaki z nią. To konkretne liczby, nie domysły. I na tej podstawie podejmijcie decyzję. Ale pamiętajcie – EP to papier. Komfort oddychania to Wasze codzienne życie.
Cichy rekuperator – najważniejszy parametr, o którym zapominacie
Jeśli zdecydujecie się na rekuperację – a mam nadzieję, że po lekturze tego artykułu przynajmniej poważnie to rozważycie – to zapamiętajcie jedną rzecz. Najważniejszym parametrem rekuperatora nie jest sprawność odzysku ciepła. Nie jest to przepływowość. Nie jest to nawet cena. Najważniejszy parametr to poziom hałasu.
Dlaczego? Bo widziałem to wielokrotnie na budowach i u osób, które wprowadziły się do nowych domów. Kupują rekuperator, montują go, włączają – i po tygodniu wyłączają. Bo buczy. Bo szumi. Bo w nocy, kiedy dom jest cichy, słychać tę jednostajną pracę wentylatora i nie da się zasnąć. I wtedy rekuperacja staje się najdroższą ozdobą kotłowni – system za kilkanaście tysięcy złotych, który nie pracuje, bo właściciel go wyłączył.
Sprawność odzysku ciepła u wszystkich porządnych rekuperatorów jest na zbliżonym poziomie – 85 do 95 procent. To nie jest czynnik różnicujący. Natomiast hałas – tutaj różnice bywają kolosalne. Szukajcie centrali, która na pierwszym lub drugim biegu pracy (a to jest tryb, na którym będzie pracować przez 90 procent czasu) jest praktycznie niesłyszalna. Jak to sprawdzić? Najlepiej pojechać do salonu, w którym można usłyszeć urządzenie na żywo. Albo – jeszcze lepiej – odwiedzić kogoś, kto już ma zamontowany dany model i posłuchać, jak pracuje w realnych warunkach.
Jest jeszcze jedna sztuczka, którą podpowiadam inwestorom. Rozważcie wzięcie rekuperatora o jeden rozmiar większego, niż wynika to z obliczeń projektowych. Większy rekuperator obsługujący tę samą kubaturę może pracować na niższych obrotach – a niższe obroty to mniejszy hałas i jednocześnie lepsza sprawność odzysku ciepła. To pozornie droższe rozwiązanie, które w praktyce daje dużo komfortu.
Wymiennik entalpiczny czy krzyżowy – co wybrać
To temat, który pojawia się w każdej rozmowie o rekuperacji, a odpowiedź nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Standardowy wymiennik krzyżowy (lub przeciwprądowy) odzyskuje ciepło. Wymiennik entalpiczny odzyskuje ciepło i wilgoć. I ta różnica ma ogromne praktyczne znaczenie.
Jedną z najczęstszych skarg ludzi, którzy zamieszkali w domu z rekuperacją, jest suche powietrze. Zimą, kiedy powietrze zewnętrzne ma bardzo niską wilgotność bezwzględną, rekuperator z wymiennikiem krzyżowym wyrzuca na zewnątrz wilgotne powietrze z domu, a nawiewane jest suche powietrze z zewnątrz. Owszem, podgrzane – ale suche. Efekt? Przesuszone gardło rano, elektryzujące się włosy, pękająca skóra. Ludzie kupują nawilżacze powietrza, które potem pracują całą zimę i zużywają niemało prądu.
Wymiennik entalpiczny ten problem łagodzi, bo część wilgoci z powietrza wywiewanego przenosi na powietrze nawiewane. To nie jest stuprocentowe rozwiązanie, ale różnica jest odczuwalna. Co więcej – wilgoć w powietrzu niesie ze sobą energię cieplną (tak zwane ciepło utajone), więc wymiennik entalpiczny w praktyce odzyskuje więcej energii, niż wskazują tabelki producenta wymiennika krzyżowego. Specyfikacje katalogowe często porównują tylko ciepło jawne, pomijając ciepło utajone zawarte w parze wodnej – a to zniekształca obraz na korzyść wymienników krzyżowych.
Moja sugestia: jeśli różnica w cenie jest umiarkowana – a zwykle nie jest to przepaść – wybierzcie wymiennik entalpiczny. Wasze gardła i skóra będą Wam wdzięczne każdej zimy.
Projekt wykonawczy – nie róbcie rekuperacji bez niego
To jest punkt, w którym wielu inwestorów popełnia kosztowny błąd. Zlecają montaż rekuperacji bez projektu wykonawczego. Ekipa przyjeżdża, „jakoś" prowadzi kanały, „mniej więcej" dobiera średnice, „na oko" ustawia przepływy – i system działa, ale daleko mu do optymalnego.
Projekt wykonawczy instalacji rekuperacji to nie jest fanaberia. To dokument, który powinien przygotować uprawniony projektant, i który precyzyjnie określa: średnice i trasy kanałów, opory przepływu na każdym odcinku, lokalizację i wydajność każdego anemostatu, wymaganą wydajność centrali oraz schemat regulacji. Projektant powinien zapytać Was, ile osób będzie spało w każdym pokoju, jakie pomieszczenia planujecie, gdzie będzie kuchnia z okapem – bo od tego zależy prawidłowe zwymiarowanie całej instalacji.
Dobra wiadomość jest taka, że projekt wykonawczy rekuperacji nie musi kosztować fortuny. Wielu producentów materiałów wentylacyjnych i dużych hurtowni instalacyjnych oferuje go w atrakcyjnej cenie lub wręcz bezpłatnie przy zakupie materiałów. Warto o to zapytać – bo to naprawdę zmienia jakość końcowego efektu.
Gdzie zamontować rekuperator i jak prowadzić kanały
Najlepsze miejsce na centralę wentylacyjną to pomieszczenie ogrzewane – kotłownia, pralnia, ogrzewany garaż. Dlaczego ogrzewane? Bo rekuperator pracuje wydajniej, kiedy sam jest w ciepłym otoczeniu. Jeśli jedyną opcją jest nieogrzewany strych – a zdarza się to często – to wybierzcie centralę, która jest przystosowana do pracy w niskich temperaturach, i dodatkowo zaizolujcie ją. Widziałem rozwiązania, gdzie rekuperator na poddaszu obudowywano styropianem grubości 10–15 centymetrów, tworząc coś w rodzaju ciepłego „igloo" wokół urządzenia. Brzmi prymitywnie, ale działa.
Kanały prowadzące powietrze do i z pomieszczeń muszą przebiegać w strefie ciepłej budynku. To znaczy – między płytami kartonowo-gipsowymi a kanałami nie powinno być izolacji termicznej. Kanały niosą powietrze o temperaturze pokojowej, więc nie trzeba ich izolować od wnętrza. Ale jeśli poprowadzicie je w strefie zimnej – na przykład nad izolacją na poddaszu – to ciepłe, wilgotne powietrze płynące kanałami może się skroplić na zimnych ściankach rury. Woda w kanałach wentylacyjnych to przepis na pleśń i problemy, których naprawdę nie chcecie.
Wyjątek stanowią kanały czerpni (świeże powietrze z zewnątrz) i wyrzutni (zużyte powietrze na zewnątrz) – te przechodzą częściowo przez ogrzewane pomieszczenia i niosą powietrze o temperaturze zewnętrznej. Te kanały odwrotnie – muszą być dobrze zaizolowane, żeby nie wychładzały pomieszczeń, przez które przechodzą, i żeby na ich powierzchni nie wykraplała się wilgoć.
W domach piętrowych pojawia się dodatkowe wyzwanie – kanały rekuperacji pod stropem drugiego piętra mogą kolidować z rurami instalacji wodnej i ogrzewania podłogowego. To trzeba rozwiązać na etapie adaptacji projektu, nie na budowie. Jednym ze sposobów jest zwiększenie grubości warstwy styropianu pod wylewką na piętrze, żeby stworzyć więcej miejsca na przejścia instalacyjne. Jeśli na Waszej budowie pracują oddzielne ekipy od wentylacji i od hydrauliki – zorganizujcie im wspólne spotkanie albo przynajmniej przekażcie projekt rekuperacji hydraulikowi. To eliminuje konflikty trasowe, które potem są bardzo kosztowne do rozwiązywania.
Wentylacja grawitacyjna – czy ma jeszcze sens
Po tym, co napisałem powyżej, mogłoby się wydawać, że wentylacja grawitacyjna to relikt przeszłości. Nie do końca. Są sytuacje, w których może mieć swoje uzasadnienie – choć jest ich coraz mniej.
Jeśli budujecie dom letniskowy, z którego korzystacie kilka tygodni w roku – rekuperacja może być przesadzona. Jeśli Wasz budżet jest ekstremalnie napięty i każdy tysiąc złotych ma znaczenie – grawitacyjna pozwoli Wam zamieszkać, a rekuperację można dodać później (choć to znacznie droższe i bardziej inwazyjne niż montaż od początku). Jeśli budujecie dom z kominkiem na drewno, który wymaga dużego dopływu powietrza do spalania – wentylacja grawitacyjna ułatwia to rozwiązanie, choć i tu istnieją systemy podawania powietrza zewnętrznego bezpośrednio do kominka.
Ale jeśli budujecie dom, w którym planujecie mieszkać na stałe przez następne 20–30 lat? Jeśli zależy Wam na komforcie, na zdrowiu domowników, na jakości powietrza? Jeśli i tak inwestujecie w dobrą izolację, szczelne okna, pompę ciepła? Wentylacja grawitacyjna w takim domu to jak kupienie Mercedesa i jeżdżenie z otwartymi oknami zamiast włączenia klimatyzacji. Technicznie można. Praktycznie – nie ma sensu.
Warto też pamiętać, że wentylacja grawitacyjna wcale nie jest darmowa. Nie ma rekuperatora, nie ma kanałów – ale są kominy wentylacyjne, które trzeba wymurować lub zamontować prefabrykowane. Są obróbki blacharskie na dachu. Są nawiewniki okienne (jeśli ktoś je zamontuje). Są straty ciepła sięgające nawet 40 procent w sezonie grzewczym – bo ciepłe powietrze ucieka kominami wprost w niebo, a na jego miejsce wchodzi lodowate powietrze z zewnątrz. Te koszty są ukryte, ale są realne.
Na co jeszcze zwrócić uwagę przy rekuperacji
Kilka praktycznych wskazówek, które wynikają z moich doświadczeń na budowach. Po pierwsze – doprowadźcie do rekuperatora rurkę odpływową na kondensat. Wymiennik ciepła w centrali generuje skropliny, szczególnie zimą, i ta woda musi mieć gdzie odpływać. To drobnostka w projekcie, ale jeśli o niej zapomnicie – będziecie mieli kałużę pod urządzeniem.
Po drugie – zaplanujcie serwis. Filtry w rekuperatorze trzeba wymieniać regularnie, zwykle co 3–6 miesięcy w zależności od zanieczyszczenia powietrza w Waszym rejonie. Sam wymiennik ciepła wymaga czyszczenia raz, dwa razy w roku. To nie jest wielka filozofia, ale trzeba o tym pamiętać. Piszę o tym szerzej w osobnym artykule o serwisowaniu rekuperacji.
Po trzecie – jeśli macie okap kuchenny, to przemyślcie, jak go podłączyć. Okap wyciągowy podłączony bezpośrednio do systemu rekuperacji może zaburzyć bilans powietrza w całym domu i zapchać tłuszczem wymiennik ciepła. Rozwiązania są różne – od okapu w trybie pochłaniacza (z filtrem węglowym, bez wyrzutu na zewnątrz) po dedykowane systemy z bypasem. To temat na osobny artykuł, ale zasygnalizuję: nie podłączajcie okapu kuchennego do rekuperatora bez konsultacji z projektantem instalacji.
Po czwarte – rozważcie gruntowy wymiennik ciepła. To system rur zakopanych w ziemi, przez które przechodzi powietrze zanim trafi do rekuperatora. Zimą ziemia ogrzewa mroźne powietrze z minus 15 do kilku stopni powyżej zera, co chroni wymiennik przed zamarzaniem i zwiększa sprawność systemu. Latem działa odwrotnie – schładza gorące powietrze zanim trafi do domu. To dodatkowy koszt, ale dla wielu osób – bardzo opłacalna inwestycja w komfort. Szczegóły znajdziecie w artykule o gruntowym wymienniku ciepła.
Rekuperacja i fotowoltaika – synergia, o której warto wiedzieć
Rekuperator pracuje całą dobę, przez cały rok. Zużywa prąd – niewiele, ale nieprzerwanie. I tu pojawia się ciekawe połączenie z fotowoltaiką. Panele słoneczne produkują prąd w ciągu dnia, a rekuperator zużywa go równomiernie przez całą dobę. To oznacza, że spora część energii potrzebnej do pracy wentylacji mechanicznej może być pokryta z własnej produkcji. Jeśli i tak planujecie fotowoltaikę – rekuperacja staje się jeszcze bardziej sensowna ekonomicznie.
Rekuperacja czy grawitacyjna – co wybrać na lata
Wentylacja grawitacyjna to system prosty, tani w montażu i – w nowoczesnym, szczelnym domu – coraz mniej skuteczny. Rekuperacja to system droższy na starcie, ale dający kontrolę nad jakością powietrza, komfort przez cały rok i realne oszczędności na ogrzewaniu w perspektywie lat.
Moim zdaniem, jeśli budujecie dom na stałe – rekuperacja to dzisiaj standard, nie luksus. Ale nie dlatego, że tak mówi marketing. Dlatego, że kiedy zamieszkacie w domu z dobrze zaprojektowaną i prawidłowo zamontowaną rekuperacją, po tygodniu nie wyobraziecie sobie życia bez niej. Świeże powietrze w sypialni o 3 w nocy, brak komarów latem, brak smogu zimą, cicha praca systemu w tle – to jest coś, co zmienia codzienność.
Pamiętajcie tylko o trzech rzeczach: cichy rekuperator, projekt wykonawczy i doświadczony instalator. Na żadnym z tych trzech elementów nie oszczędzajcie. Bo rekuperacja zrobiona dobrze to inwestycja na 30 lat komfortu. A rekuperacja zrobiona byle jak to kosztowna instalacja, którą wyłączycie po pierwszym tygodniu.
O szczegółach – jak dokładnie działa odzysk ciepła, ile kosztuje instalacja, jak prowadzić kanały i jak serwisować system – piszę w kolejnych artykułach tego cyklu. Ten artykuł miał pomóc Wam podjąć najważniejszą decyzję: czy w ogóle iść w stronę rekuperacji. Mam nadzieję, że teraz wiecie więcej. A jeśli chcecie poznać cały proces budowy domu od A do Z – zachęcam do sięgnięcia po moją książkę „Od marzenia do wprowadzenia", w której wentylacja to jeden z wielu tematów omawianych z perspektywy praktyka.
Dołącz do newslettera
WOJCIECH TRACICHLEB
Wojciech Tracichleb – przedsiębiorca budowlany z pasją do przekazywania wiedzy. Od 2013 roku specjalizuje się wyłącznie w domach jednorodzinnych, uczestnicząc w powstawaniu kilkuset takich budynków. Jako właściciel firmy budowlanej zajmującej się generalnym wykonawstwem, współwłaściciel biura architektury wnętrz oraz ekspert od instalacji i produkcji mebli na wymiar, poznał proces budowlany z każdej możliwej perspektywy.