Wojciech Tracichleb · Blog  · 11 min czytania

Kiedy najlepiej zacząć budowę domu? Praktyczny przewodnik

Klasyczna odpowiedź to „wiosna", ale w praktyce o starcie budowy decydują cztery czynniki, których większość inwestorów nie bierze pod uwagę.

Klasyczna odpowiedź to „wiosna", ale w praktyce o starcie budowy decydują cztery czynniki, których większość inwestorów nie bierze pod uwagę.

„Kiedy najlepiej zacząć budowę?" to jedno z najczęściej zadawanych mi pytań. Większość inwestorów spodziewa się prostej odpowiedzi w stylu „w marcu" albo „zaraz po Wielkanocy". W praktyce wybór terminu nie jest kwestią jednej daty w kalendarzu – to układanka wpisana w harmonogram budowy domu, w której pogoda jest tylko jednym z czterech klocków. Pozostałe trzy to formalności, finansowanie i dostępność ekip. Pominięcie któregokolwiek z nich potrafi opóźnić start o pół roku albo wpędzić Was w stres, który przy odrobinie planowania w ogóle nie musi się wydarzyć.

Z perspektywy generalnego wykonawcy, który od 2013 roku prowadzi budowy w polskich realiach, mogę Wam powiedzieć, że domy stawia się u nas przez cały rok. Pytanie nie brzmi więc „czy ten miesiąc nadaje się na start", tylko „co konkretnie chcę osiągnąć w tym roku i czy moje warunki na to pozwalają". W tym artykule rozłożę to na cztery realne ograniczniki, omówię każdą porę roku z perspektywy placu budowy i pokażę, jak ułożyć harmonogram od decyzji do pierwszej łopaty.

Cztery realne ograniczniki startu budowy

Zanim zaczniecie patrzeć na prognozę pogody, sprawdźcie cztery rzeczy, które naprawdę decydują o tym, kiedy możecie wbić łopatę.

Pierwszy ogranicznik to formalności. Pozwolenie na budowę musi być prawomocne, a rozpoczęcie prac zgłoszone w nadzorze budowlanym. Pozwolenie jest ważne trzy lata od dnia, w którym stało się ostateczne – przepis ten reguluje art. 37 ust. 1 ustawy z 7 lipca 1994 r. Prawo budowlane. Jeżeli przez ten czas nie rozpoczniecie prac, dokument wygasa i całą procedurę trzeba zaczynać od początku. Brzmi to jak duża rezerwa czasowa, ale w praktyce bardzo łatwo ją skonsumować, kiedy w międzyczasie układa się jeszcze sprawy z kredytem albo zmiany w projekcie.

Drugi ogranicznik to finansowanie. Jeżeli budujecie z kredytu hipotecznego – a tak finansowana jest większość pierwszych domów – to przed złożeniem wniosku potrzebujecie minimum dwóch miesięcy na zamknięcie aktywnych zobowiązań i porządne ułożenie zdolności kredytowej. Sam wniosek, decyzja, podpisanie umowy i uruchomienie pierwszej transzy to kolejne tygodnie. Do tego dochodzi bufor bankowy, o którym mało kto mówi: w wielu bankach wypłatę kolejnych transz poprzedza wizyta rzeczoznawcy na budowie i od momentu zgłoszenia zakończenia etapu do wpłynięcia środków potrafią upłynąć dwa, a nawet trzy tygodnie. Ten bufor musicie wkomponować w harmonogram, bo inaczej będziecie dzwonić do wykonawcy z informacją, że jednak nie macie czym zapłacić.

Trzeci ogranicznik to wykonawcy. Dobre ekipy w Polsce planują pracę z wyprzedzeniem mierzonym w miesiącach, a w sezonie nawet w półroczu. Z dnia na dzień nie umówicie się ani na fundament, ani na dach, ani na okna. Realistyczny plan zakłada, że wstępny termin z wykonawcą prac fundamentowych ustalacie minimum trzy miesiące wcześniej, a kolejne ekipy – dekarzy, stolarkę, instalatorów – chronologicznie później, ale z podobnym wyprzedzeniem. Skompletowany zespół fachowców – architekt adaptujący, geodeta, geolog, kierownik budowy i ewentualnie generalny wykonawca – powinien być ustawiony przed zakupem działki, a najpóźniej przed złożeniem wniosku o pozwolenie.

Czwarty ogranicznik to warunki techniczne. I tu wreszcie wchodzi pogoda, ale jako element całej układanki, a nie czynnik decydujący sam w sobie. Warunki gruntowe na Waszej działce, technologia fundamentu i to, jak daleko chcecie dojść w danym sezonie, mówią Wam dużo więcej niż sama data w kalendarzu.

Co dyktują warunki techniczne – mróz, upał i wilgoć

Polski klimat ma trzy istotne dla budowy momenty: mróz, letnie upały i jesienną wilgoć. Każdy z nich da się obejść, ale każdy wymaga konkretnych decyzji.

Mróz a beton. Betonować można zimą, pod warunkiem że zamawiacie mieszankę z dodatkiem mrozoodpornym i przykrywacie świeży beton folią na pierwszą noc. Przy dużych mrozach, jeżeli macie taką możliwość, zwyczajnie lepiej przesunąć betonowanie o tydzień lub dwa, niż ryzykować obniżenie klasy betonu. To są decyzje, które warto omówić z kierownikiem budowy, a nie zostawiać uznaniu wykonawcy, któremu zwykle bardziej spieszy się niż Wam.

Mróz a grunt wysadzinowy. Tu jest pułapka, o której piszę szczegółowo w mojej książce w rozdziale o ławach fundamentowych. Jeżeli zaczynacie prace zimą i budujecie na ławach, fundamenty będą posadowione poniżej poziomu przemarzania – i to jest dobre. Problem pojawia się w momencie, gdy zdejmiecie warstwę ziemi, która chroniła grunt pod spodem. Odsłonięty grunt wysadzinowy znajduje się już powyżej strefy przemarzania i nie wolno dopuścić, żeby zamarzł, zanim wylejecie ławy i obsypiecie je z powrotem ziemią. Dlatego zimowe wykopy rozpoczyna się tylko w okienku pogodowym – kiedy prognoza zapowiada przynajmniej dwa tygodnie znośnej pogody – i z ekipą, która faktycznie się w tym terminie wyrobi. Jeżeli pogoda jest niepewna albo nie macie pewności co do tempa ekipy, lepiej przełożyć start nawet do wiosny.

Upał a betonowanie. Latem na moich budowach betonowanie płyt fundamentowych i stropów odbywa się pierwszym kursem, z samego rana. Nie dlatego, że tak ładniej wygląda, tylko dlatego że beton wylany w pełnym słońcu w południe traci wodę szybciej, niż zdąży zacząć wiązać. Mit „proszę przez dwa tygodnie polewać beton wodą trzy razy dziennie" to zwyczajne placebo – woda odparowuje natychmiast, a po wyschnięciu wierzchniej warstwy proces wiązania się w niej kończy. Skuteczne rozwiązanie to przykrycie świeżego betonu folią od razu po betonowaniu, na trzy do siedmiu dni. Tę odpowiedzialność warto z góry przypisać wykonawcy, w umowie albo chociaż w wiadomości.

Jesienna wilgoć a schnięcie. To najbardziej niedoceniany problem startów wrześniowo-październikowych. Wszystko, co wymaga schnięcia – tynki gipsowe, wylewki cementowo-piaskowe, hydroizolacje pod płytkami w łazienkach, gładzie, farby – w warunkach wysokiej wilgotności względnej i niskich temperatur potrzebuje znacznie więcej czasu niż wynika z karty technicznej producenta. Karta techniczna zakłada warunki laboratoryjne. Polska jesień w nieogrzewanym domu to inny świat. Jeżeli celujecie z tynkami albo wylewkami w listopad, powinniście od razu zakładać, że dom trzeba będzie ogrzewać i wietrzyć, żeby ruszyć dalej z gładziami i malowaniem. To dodatkowy koszt operacyjny, który warto wkalkulować na etapie planowania.

Wiosna – klasyczne okno startu

Wiosna to klasyczna pora rozpoczynania budowy i nie bez powodu. Jeżeli ruszacie z wykopami w marcu lub kwietniu, macie przed sobą cały sezon, w którym prace murarskie, dach, stolarka i instalacje mogą iść jedna po drugiej, bez przestojów wymuszonych przez pogodę. Realistyczny plan zakłada, że do końca jesieni dochodzicie do stanu deweloperskiego albo bardzo blisko niego, a wykończeniówka odbywa się już w domu zamkniętym i ogrzanym.

Minus jest jeden, ale konkretny: w marcu i kwietniu konkurencja o dobre ekipy jest największa. Jeżeli nie macie umówionego wykonawcy fundamentów minimum trzy miesiące wcześniej – czyli w grudniu poprzedniego roku – ryzykujecie, że na start sezonu zostanie Wam ekipa, której nie wybralibyście jako pierwszego wyboru. Wniosek praktyczny: wiosenny start planuje się jesienią poprzedniego roku.

Lato – można, ale z głową

Start w czerwcu, lipcu czy sierpniu jest absolutnie wykonalny i całkiem często z niego korzystam, kiedy klient dostał pozwolenie później, niż planował, albo kredyt zatrzymał się w banku. Lato ma dwie zalety – długi dzień roboczy i niskie ryzyko opóźnień pogodowych dla prac murarskich i dachowych. Wadą są wspomniane wcześniej upały i fakt, że ekipy są w pełni obłożone, więc każde poślizgnięcie się harmonogramu boli mocniej.

Przy letnim starcie szczególnie istotne są dwie rzeczy: ustalenie z wykonawcą betonowania pierwszym kursem i jasne przypisanie odpowiedzialności za pielęgnację świeżego betonu. To nie są kwestie „jakoś się ustali na miejscu" – te dwie sprawy potrafią rozstrzygnąć, czy płyta fundamentowa osiągnie projektowaną klasę betonu, czy nie.

Jesień – dwie szkoły myślenia

Start jesienny to temat, w którym spotykają się dwie szkoły. Pierwsza mówi: rozpocznijcie we wrześniu, wykorzystajcie ostatnie ciepłe tygodnie na fundamenty i mury, dom przykryjcie dachem przed grudniem i zimą zajmiecie się instalacjami w stanie surowym zamkniętym. Druga mówi: jesienią startuje się tylko wtedy, kiedy nie ma innego wyjścia, bo wilgoć jesienna utrudnia kolejne etapy.

Obie szkoły mają rację w określonych warunkach. Jeżeli macie sprawdzonego wykonawcę, niewielki dom parterowy i pewność, że dojedziecie do stanu surowego zamkniętego ze stolarką do połowy listopada – jesień jest do zrobienia. Jeżeli budujecie dom piętrowy z bardziej rozbudowaną konstrukcją, a do tego macie ekipę, której tempo nie jest znane, lepiej rozsądnie poczekać do wiosny niż zostawić niezadaszony budynek na zimę.

Najczęstszy błąd w jesiennym planowaniu to ignorowanie tego, co dzieje się po położeniu dachu. Zimą w nieogrzewanym budynku da się wykonać niektóre prace instalacyjne, ale tynków gipsowych, wylewek i prac mokrych już nie. Te prace wymagają dodatnich temperatur i ogrzewania, które trzeba zorganizować, podpiąć i opłacić.

Zima – tylko świadomie

Zimowy start to opcja dla osób, które wiedzą, na co się piszą. Sama budowa domu zimą nie jest niczym egzotycznym, pod warunkiem że spełnione są trzy warunki: macie ekipę z doświadczeniem zimowym, mieszankę betonową z odpowiednimi dodatkami i okienka pogodowe wystarczające na poszczególne etapy. Najczęstszy realny scenariusz zimowy to prace, które już ruszyły jesienią i kontynuują się w stanie surowym zamkniętym – instalacje elektryczne, wodno-kanalizacyjne, rekuperacja, wstępne prace przy ogrzewaniu.

Rozpoczynanie wykopów w styczniu na gruncie wysadzinowym to ryzyko, które rzadko się opłaca. Jeżeli macie taką możliwość, warto poczekać do końca lutego albo początku marca i wystartować razem z pierwszą falą sezonu.

Wasz kalendarz – co naprawdę decyduje o starcie

Pora roku to jedno, ale Wasz osobisty kalendarz to drugie. W praktyce to on częściej decyduje o terminie startu niż prognoza pogody.

Jeżeli kredyt jest dopiero w fazie planowania, najwcześniejszy realny start to mniej więcej cztery do sześciu miesięcy od dziś. W tym czasie zamykacie aktywne zobowiązania, budujecie historię w BIK, składacie wniosek, czekacie na decyzję, podpisujecie umowę kredytową i czekacie na uruchomienie pierwszej transzy. Próba wciśnięcia tego w krótszy termin kończy się zwykle stresem i podpisywaniem umowy w pośpiechu.

Jeżeli pozwolenie na budowę macie już prawomocne, ale nie macie jeszcze kompletu wykonawców, najwcześniejszy rozsądny start to trzy miesiące. Tyle czasu zajmie zebranie ofert, porównanie wykonawców, podpisanie umowy z ekipą fundamentową i uzgodnienie terminów z geodetą oraz kierownikiem budowy.

Jeżeli macie pozwolenie, kredyt i wykonawcę – możecie startować w ciągu kilku tygodni, dopasowując termin do okienka pogodowego i logistyki ekipy. To jest sytuacja, w której pora roku wreszcie zaczyna mieć znaczenie pierwszorzędne.

Realistyczny harmonogram od decyzji do łopaty

Najprostszy sposób na zaplanowanie startu to praca wstecz od pożądanej daty wbicia łopaty. Jeżeli celujecie w marzec lub kwiecień, to we wrześniu albo październiku poprzedniego roku powinniście mieć skompletowany zespół fachowców, podpisaną umowę z architektem adaptującym i jasność co do projektu. W październiku i listopadzie składacie wniosek o pozwolenie. W styczniu zaczynacie rozmowy z wykonawcami i zamykacie zobowiązania pod kredyt. W lutym podpisujecie umowę kredytową i finalizujecie umowę z wykonawcą fundamentów. W marcu zamawiacie tyczenie geodezyjne, koparkę i kruszywo. Pierwsza łopata wbija się wtedy, kiedy spełnione są wszystkie szesnaście punktów z listy gotowości przed rozpoczęciem budowy – pozwolenie, umowa kredytowa, transza lub wkład własny, kierownik budowy, zgłoszenie w nadzorze, tablica budowlana, prąd, woda, toaleta, tyczenie, koparka, kruszywo, miejsce na ziemię z wykopu, podpisana umowa z wykonawcą, polisa OC i potwierdzony termin.

Ten harmonogram nie jest sztywny. U jednego inwestora wszystko pójdzie szybciej, u innego pojawi się komplikacja w urzędzie albo w banku. Sens tej kolejności jest taki, żeby na żadnym etapie nie zostać złapanym z opuszczoną gardą – bez kierownika, bez transzy, bez wykonawcy albo bez okienka pogodowego.

Najczęstsze błędy w planowaniu startu

Inwestorzy najczęściej potykają się o cztery rzeczy. Po pierwsze – startują „na hura", bez bufora bankowego, i potem stają w połowie etapu, bo bank potrzebuje czasu na rzeczoznawcę. Po drugie – ignorują warunki gruntowe i wybierają termin „bo akurat pasuje do urlopu", nie sprawdzając, czy grunt nie jest wysadzinowy i czy okienko pogodowe jest wystarczające. Po trzecie – wchodzą w budowę z niepełnym zespołem fachowców, bez kierownika albo bez geologa, i potem improwizują na placu budowy. Po czwarte – planują wszystko od pierwszego dnia bez bufora na decyzje, na które potrzeba czasu: wybór stolarki, lokalizacja punktów elektrycznych, projekt łazienek.

Każdy z tych błędów kosztuje – czasem pieniądze, czasem nerwy, a w najgorszym przypadku miesiące opóźnienia. Wszystkie są do uniknięcia przez rozsądne planowanie wstecz od daty wbicia łopaty.

Podsumowanie – kiedy więc zacząć

Najlepszy moment na rozpoczęcie budowy to taki, w którym jednocześnie macie prawomocne pozwolenie, uruchomioną pierwszą transzę kredytu, podpisaną umowę z wykonawcą fundamentów, skompletowany zespół fachowców i okienko pogodowe odpowiednie do warunków na Waszej działce. W polskich realiach najczęściej oznacza to przedział od marca do maja, ale z pełną świadomością można startować w czerwcu, lipcu, sierpniu, a nawet we wrześniu – pod warunkiem, że odpowiednio wcześnie zaplanujecie kolejne etapy. Zima jest możliwa, ale wymaga doświadczenia i ostrożności na gruncie wysadzinowym.

Najgorsze, co możecie zrobić, to wybrać datę „bo tak", nie sprawdzając czterech ograniczników. Najlepsze, co możecie zrobić, to wziąć kalendarz i odliczyć wstecz od pożądanego dnia wbicia łopaty, dopisując do każdego miesiąca, co musi być wtedy gotowe. Ten prosty zabieg sprowadza całą dyskusję o „kiedy zacząć" z poziomu intuicji na poziom konkretu.

Disclaimer

Powyższe rekomendacje opisują praktyki, które stosuję na moich budowach, oraz reguły wynikające z przepisów obowiązujących w Polsce w momencie pisania tekstu. Konkretne warunki Waszej budowy – warunki gruntowe wynikające z badań geotechnicznych, technologia fundamentu, dostępność mediów, lokalne uwarunkowania klimatyczne, a także aktualny stan przepisów prawa budowlanego i polityki kredytowej Waszego banku – mogą wymagać dostosowania przedstawionego harmonogramu. Decyzje techniczne dotyczące betonowania w warunkach niestandardowych temperatur, prac na gruncie wysadzinowym oraz odbiorów częściowych powinny być każdorazowo konsultowane z kierownikiem budowy posiadającym uprawnienia. Decyzje finansowe dotyczące momentu złożenia wniosku kredytowego, struktury transz i bufora bankowego warto omówić z doradcą kredytowym, który zna aktualną politykę banków oraz Waszą sytuację finansową.

Wróć do bloga

Powiązane artykuły

Wszystkie artykuły »