Instalacja wodno-kanalizacyjna w domu jednorodzinnym – najważniejsze zasady
Rury, spadki, średnice, złączki i odpowietrzanie – wszystko, co musicie wiedzieć, zanim hydraulik zacznie kuć bruzdy

Jest taki moment na budowie, kiedy dom stoi już w stanie surowym, dach jest zamknięty, okna wstawione – i nagle przychodzi czas na coś, czego nie widać gołym okiem, a co będzie decydować o Waszym komforcie przez następne kilkadziesiąt lat. Mówię o instalacji wodno-kanalizacyjnej. O rurach, które ukryjecie pod posadzką i w ścianach, o spadkach, które albo będą działać, albo nie, o złączkach, które albo wytrzymają, albo zaleją Wam dom.
To jeden z tych etapów budowy, gdzie nie ma miejsca na „jakoś to będzie”. Każdy błąd popełniony teraz zostanie zalany betonem, otynkowany i zabudowany – a objawi się dopiero za rok, dwa, pięć lat. Wtedy naprawa oznacza kucie posadzek, zrywanie płytek i wydawanie pieniędzy, które mogliście oszczędzić, robiąc to porządnie od początku.
W tym artykule przeprowadzę Was przez cały temat – od kanalizacji i instalacji wodnej, przez przyłącza mediów, po próby szczelności. Nie będę straszył, ale powiem Wam wprost, na co zwrócić uwagę i gdzie najczęściej popełniane są błędy, które potem bolą przez lata.
Kanalizacja w domu – spadki, średnice i zasady, które musicie znać
Zacznijmy od kanalizacji, bo to ona jako pierwsza pojawia się na budowie – już na etapie fundamentów prowadzicie rury kanalizacyjne w gruncie. I tu zaczyna się pierwszy ważny temat: spadki.
Zasada jest prosta i bezwzględna – rury kanalizacyjne muszą mieć spadek 2%, czyli 2 cm na każdy metr długości. Nie mniej, bo ścieki będą stać i osadzać się w rurach. Nie więcej niż 15%, bo woda spłynie za szybko, a stałe zanieczyszczenia zostaną w rurze jak na pułapce. Dwa procent to złoty środek – wystarczy, żeby wszystko płynęło grawitacyjnie, ale na tyle wolno, by zabierać ze sobą to, co powinno trafić do kanalizacji.
Drugi kluczowy parametr to średnice rur. Do toalety prowadzicie rurę o średnicy 110 mm – to standard, od którego nie ma odstępstw. Do prysznica, wanny i zlewozmywaka wystarczy 50 mm. I tu moja rada praktyka: nawet do urządzeń, które teoretycznie mogłyby mieć cieńszą rurę, zastosujcie 50 mm. Różnica w cenie jest minimalna, a zyskujecie margines bezpieczeństwa. Na budowie widziałem już sytuacje, w których oszczędność kilkudziesięciu złotych na cieńszych rurach kończyła się zatykającą się instalacją.
Jest jeszcze kwestia, o której wielu hydraulików nie mówi wprost, a która potrafi narobić sporo problemów – kąty w rurach. Nigdy nie stosujcie kolan 90 stopni ani trójników 90 stopni w instalacji kanalizacyjnej. Ścieki nie lubią ostrych zakrętów. Zamiast jednego kolana 90 stopni zastosujcie dwa kolana po 45 stopni – to daje łagodniejszą zmianę kierunku i znacznie zmniejsza ryzyko zatorów. To jedna z tych zasad, które brzmią jak drobiazg, ale w praktyce robią ogromną różnicę.
Jeśli chodzi o materiał rur – do kanalizacji zewnętrznej (w gruncie) stosujcie rury pomarańczowe o sztywności obwodowej minimum SN4. Rury te muszą leżeć na odpowiednio przygotowanym podłożu – 20 cm piasku pod rurą i 20 cm piasku nad nią. To nie kaprys projektanta. Piasek chroni rurę przed naciskami punktowymi i zapewnia równomierne oparcie na całej długości.
Warto pamiętać też o obejmach regulowanych przy montażu rur pod stropem lub wzdłuż ścian – to one pozwalają precyzyjnie ustawić spadek na całej trasie. A w miejscach, gdzie rury kanalizacyjne przechodzą przez elementy konstrukcyjne (np. przez płytę fundamentową), koniecznie zastosujcie rury osłonowe. Rura 110 mm powinna przechodzić w rurze ochronnej 160 mm, a przestrzeń między nimi wypełnijcie pianką. To dylatacja, która pozwala na minimalne ruchy konstrukcji bez uszkodzenia instalacji.
Odpowietrzanie kanalizacji – dlaczego pion musi wyjść ponad dach
To temat, który wydaje się teoretyczny, ale ma bardzo praktyczne konsekwencje. Jeśli kiedykolwiek słyszeliście bulgotanie w umywalce, kiedy ktoś spuszcza wodę w toalecie, albo czuliście nieprzyjemny zapach z odpływu – to niemal na pewno problem z odpowietrzaniem instalacji kanalizacyjnej.
Mechanizm jest prosty. Kiedy spłukujecie toaletę, przez pion spada kilka litrów wody, tworząc za sobą podciśnienie. Jeśli pion nie jest odpowietrzony, to podciśnienie „wyssa” wodę z syfonów w pobliskich urządzeniach – z umywalki, z wanny, z brodzika. Syfon bez wody to otwarta droga dla gazów kanalizacyjnych prosto do Waszej łazienki czy kuchni. A te gazy to nie tylko nieprzyjemny zapach – metan i siarkowodór w większych stężeniach są po prostu niebezpieczne.
Dlatego pion kanalizacyjny musi być wyprowadzony ponad dach i zakończony wywiewką. To absolutnie podstawowa zasada. Dla dachu stromego – minimum 50 cm powyżej pokrycia. Dla dachu płaskiego – minimum 100 cm. Średnica rury wywiewnej powinna odpowiadać średnicy pionu, czyli standardowo 110 mm dla pionu obsługującego toaletę. Na szczycie montujecie wywiewkę – specjalną nasadkę, która chroni rurę przed opadami, liśćmi i ptakami, jednocześnie umożliwiając swobodny przepływ powietrza.
Jest jeszcze kilka ważnych zasad. Wylot rury musi znajdować się co najmniej 4 metry w poziomie od okien, drzwi i kratek wentylacyjnych – albo powyżej ich górnej krawędzi. I bezwzględnie – nigdy nie łączcie przewodów odpowietrzających kanalizację z kominami wentylacyjnymi, spalinowymi czy dymowymi. To osobne systemy i muszą takie pozostać.
Pion kanalizacyjny najlepiej umiejscowić jak najbliżej toalet – to tam powstają największe różnice ciśnień przy spłukiwaniu. A co w domu parterowym, gdzie nie ma klasycznego pionu? To nie zwalnia Was z obowiązku. W najwyższym punkcie zbiorczej rury kanalizacyjnej wykonujecie odgałęzienie i wyprowadzacie je pionowo ponad dach z wywiewką. Rozwiązanie proste, a bez niego instalacja nie będzie działać prawidłowo.
Kilka słów o zaworach napowietrzających, bo to temat, który pojawia się regularnie. Zawory napowietrzające (tzw. AAV – Air Admittance Valve) to urządzenia mechaniczne, które wpuszczają powietrze do instalacji przy podciśnieniu. Są przydatne jako wspomaganie w miejscach, gdzie trudno doprowadzić odpowietrzenie nad dach. Ale – i to jest kluczowe – one tylko wpuszczają powietrze, nie usuwają gazów kanalizacyjnych. Dlatego nie mogą być jedynym rozwiązaniem w domu. Traktujcie je jako uzupełnienie, nie zamiennik pełnego odpowietrzenia pionu.
Instalacja wodna – PEX, PP czy miedź
Kiedy kanalizacja jest już rozprowadzona i przechodzicie do instalacji wodnej, pierwsza ważna decyzja dotyczy materiału rur. Na rynku macie trzy główne opcje: rury PEX wielowarstwowe, rury PP (polipropylengowe) i rury miedziane. Każda ma swoje zalety i ograniczenia, a wybór powinien wynikać z Waszych priorytetów.
Rury PEX wielowarstwowe (PEX/AL/PEX) to dziś najpopularniejsze rozwiązanie w budownictwie jednorodzinnym i moim zdaniem – najlepszy wybór dla większości inwestorów. Składają się z trzech warstw: wewnętrznej z polietylenu sieciowanego, środkowej z aluminium i zewnętrznej znów z polietylenu. Warstwa aluminium pełni kluczową funkcję – zapewnia stabilność kształtu (rura trzyma wygięcie), stanowi barierę antydyfuzyjną (nie przepuszcza tlenu do instalacji) i nadaje rurze tzw. pamięć kształtu. Dzięki elastyczności PEX potrzebujecie mniej kolan i złączek, co oznacza mniej potencjalnych miejsc awarii. Montaż jest szybki – złączka zaciskana to kwestia kilku sekund z odpowiednią zaciską. Żywotność? 50 lat i więcej.
Rury PP (polipropylenowe) to tańsza alternatywa. Łączy się je przez zgrzewanie – specjalną zgrzewarką stapia się rurę ze złączką, tworząc trwałe, monolityczne połączenie. Brzmi solidnie i jest solidne. Problem w tym, że zgrzewanie jest czasochłonne, a rury PP mają grubsze ścianki niż PEX, co oznacza głębsze bruzdy w ścianach. Dodatkowo PP jest sztywne – wymaga więcej kolan do zmiany kierunku, a każde kolano to potencjalne miejsce strat ciśnienia.
Miedź to opcja premium – najdroższa, ale też o najdłuższej żywotności (50–70 lat i więcej). Ma właściwości bakteriostatyczne, co jest zaletą w instalacjach wody pitnej. Wytrzymuje temperatury do 110 stopni Celsjusza. Wymaga lutowania, co jest bardziej wymagające od montażu PEX, ale dobrze wykonana instalacja miedziana to praktycznie bezawaryjna konstrukcja na pokolenia. W praktyce jednak – w standardowym domu jednorodzinnym PEX wielowarstwowy daje najlepszy stosunek jakości do ceny.
Średnice rur i złączki – detale, które decydują o komforcie
Niezależnie od wybranego materiału, obowiązuje zasada stopniowania średnic – od najgrubszej rury głównej do najcieńszych podejść pod urządzenia. Dla rur PEX wygląda to tak: rura główna wchodząca do domu to 32 mm, która przechodzi w 26 mm przy rozdziale na poszczególne gałęzie, a do urządzeń prowadzicie 16 lub 20 mm. Do toalety, bidetu, umywalki, zlewozmywaka i zmywarki wystarczy 16 mm. Do prysznica, wanny i podlicznika ogrodowego – lepiej 20 mm, bo te urządzenia wymagają większego przepływu.
A teraz rzecz, którą powtarzam na każdej budowie i nie przestanę powtarzać: pod posadzką i w ścianie mogą znaleźć się wyłącznie złączki zaciskane. Żadnych złączek skręcanych pod tynkiem czy wylewką. Złączka skręcana to mechaniczne połączenie z uszczelką – i nawet jeśli dziś trzyma, za kilka lat uszczelka może stracić elastyczność, a Wy nie macie do niej dostępu. Złączki skręcane stosujcie tylko w miejscach z pełnym dostępem serwisowym – np. przy rozdzielaczach, w szafce podtynkowej, w kotłowni. Do zaciskania złączek potrzebna jest specjalna zaciskarka – Wasz hydraulik musi ją mieć i musi wiedzieć, jak z niej korzystać. To nie jest miejsce na improwizację.
Przy okazji – pamiętajcie o zaplanowaniu podejścia pod zmiękczacz wody. Nawet jeśli dziś nie planujecie jego montażu, poprowadzenie rury i przygotowanie miejsca na etapie budowy kosztuje grosze. Doposażenie gotowego domu to zupełnie inna historia. Dobrym rozwiązaniem jest zamontowanie na przyłączu tzw. multiblock – zaworu, który przygotowuje miejsce na przyszły zmiękczacz.
Przyłącze wodociągowe – co wchodzi do domu i w jakiej kolejności
Zanim woda popłynie z Waszych kranów, musi się dostać do budynku z sieci wodociągowej. Przyłącze wodociągowe to rura PE (polietylenowa) prowadzona w gruncie od sieci do budynku. Standardowa średnica to PE 32 lub PE 40 – i tu moja rada: weźcie grubszą. Różnica w cenie jest niewielka, a zyskujecie większą przepustowość, co przełoży się na lepsze ciśnienie, szczególnie jeśli w przyszłości zechcecie dodać np. automatyczne nawadnianie ogrodu.
Rura musi leżeć poniżej granicy przemarzania gruntu, na podłożu z 20 cm piasku – i kolejne 20 cm piasku nad nią. Trzydzieści centymetrów powyżej rury kładziecie taśmę ostrzegawczą z metalową wkładką. Ta taśma ma jedno zadanie – jeśli ktoś kiedykolwiek będzie kopał w tym miejscu, wykrywacz metali ją znajdzie, zanim łopata dotrze do rury.
Wejście do budynku realizujecie przez tzw. przelot – rurę kanalizacyjną fi 110 mm, z trzema kolankami 30 stopni na dole (na głębokości 120–140 cm). Wewnątrz domu, w miejscu wejścia rury, montujecie elementy w określonej kolejności (zgodnie z warunkami technicznymi od dostawcy wody): zawór kulowy, konsola wodomierza, wodomierz, drugi zawór kulowy, zawór zwrotny antyskazeniowy. Do tego polecam jeszcze dwie rzeczy, których warunki techniczne nie wymagają, ale które są po prostu rozsądne: reduktor ciśnienia (wyrównuje ciśnienie wody i chroni instalację przed skokami) oraz filtr wstępny 10-calowy (zatrzymuje zanieczyszczenia mechaniczne z sieci).
I ostrzeżenie, które może Wam oszczędzić poważnych problemów: jeśli Wasze przyłącze ma zasuwę na zewnątrz budynku, a pomieszczenie z zaworem głównym nie jest ogrzewane – pamiętajcie o zabezpieczeniu na zimę. Zamarzniętą rurę w miejscu wejścia do budynku potrafię rozpoznać po jednym telefonie – „panie Wojtku, nie mamy wody, a na podłodze kałuża”. Albo zamykajcie zasuwę i spuszczajcie wodę z instalacji na zimę, albo ogrzewajcie pomieszczenie z zaworem.
Podlicznik ogrodowy – oszczędność, o której warto wiedzieć
To temat, który pojawia się na niemal każdej budowie i który potrafi zaoszczędzić Wam sporo pieniędzy w dłuższej perspektywie. Chodzi o podlicznik wody ogrodowej. Standardowo – za każdy metr sześcienny wody, którą zużywacie, płacicie podwójnie: za wodę i za odprowadzenie ścieków. Ale woda, którą podlewacie trawnik, napełniacie basen czy myjecie samochód, nie trafia do kanalizacji. Podlicznik ogrodowy pozwala Wam płacić za tę wodę tylko raz – bez opłaty za kanalizację. A ta opłata potrafi stanowić nawet 3/4 całkowitego rachunku za wodę.
Technicznie – wystarczy poprowadzić osobną rurę (PEX minimum 20 mm dla odpowiedniego przepływu) do podlicznika, który montuje się na oddzielnym obwodzie przed wyjściem na zewnątrz. Zróbcie to na etapie budowy – to kwestia kilkudziesięciu złotych za materiał. Podlicznik jest szczególnie opłacalny, jeśli planujecie basen lub automatyczne nawadnianie ogrodu.
Cyrkulacja ciepłej wody – kiedy ma sens, a kiedy nie
Znacie to uczucie, kiedy odkręcacie kran i czekać trzeba minutę albo dwie, aż poleci ciepła woda? W małym mieszkaniu to drobna niedogodność. W domu, gdzie łazienka na piętrze jest 15 metrów od zasobnika ciepłej wody w kotłowni na parterze – to realne marnotrawstwo wody i cierpliwości.
Rozwiązaniem jest cyrkulacja CWU – cienka rurka PEX 16 mm poprowadzona od najdalszego punktu poboru ciepłej wody z powrotem do zasobnika. W obiegu zamontowana jest mała pompka cyrkulacyjna z programatorem czasowym, która wymusza ciągły ruch ciepłej wody w pętli. Efekt? Po odkręceniu kranu w dowolnym miejscu domu ciepła woda jest natychmiast.
Ale zanim zdecydujecie się na cyrkulację, zastanówcie się, czy jest Wam rzeczywiście potrzebna. Jeśli wszystkie punkty poboru ciepłej wody są w promieniu kilku metrów od zasobnika – cyrkulacja może być zbędnym wydatkiem. Jeśli natomiast łazienka jest na drugim końcu domu, albo macie łazienkę na piętrze i na parterze – zdecydowanie warto. Koszt instalacji na etapie budowy jest niewielki, a komfort – znaczący. Ważne: pompkę cyrkulacyjną programujcie tak, żeby wyłączała się w nocy i kiedy nikogo nie ma w domu. Ciągła praca pompki to niepotrzebne straty ciepła.
Próba szczelności – obowiązkowy krok przed zabetonowaniem
To moment, w którym sprawdzacie, czy wszystko, co zostało zmontowane, trzyma. Próba szczelności instalacji wodnej jest obowiązkowa przed zakryciem rur – przed wylewkami, przed tynkami, przed zabudową. Po zabetonowaniu będzie za późno na jakiekolwiek poprawki bez kucia.
Dla instalacji z rur z tworzyw sztucznych (PEX, PP) procedura wygląda następująco. Najpierw napełniacie instalację zimną wodą i całkowicie ją odpowietrzacie – to kluczowe, bo pęcherzyki powietrza zafałszują wyniki. Ciśnienie podnosicie trzykrotnie do wartości próbnej (co 10 minut), a potem utrzymujecie je przez 30 minut, obserwując spadek – dopuszczalny jest spadek 0,6 bara w tej fazie wstępnej. Następnie wykonujecie badanie główne – 2 godziny pod ciśnieniem, z dopuszczalnym spadkiem maksymalnie 0,2 bara. Dla instalacji ogrzewania podłogowego czas badania głównego to aż 24 godziny.
Ciśnienie próbne powinno wynosić 1,5-krotność maksymalnego ciśnienia roboczego, minimum 10 barów. Przy ciśnieniu roboczym 6 barów to oznacza próbę na 10 barach. Manometr powinien mieć dokładność 0,1 bara i zakres o 50% większy od ciśnienia próbnego.
Po zakończeniu próby – i to ważne – przedmuchajcie instalację sprężonym powietrzem. Woda, która stoi w rurach tygodniami czy miesiącami przed uruchomieniem, to idealne środowisko dla bakterii. A w zimie – ryzyko zamarznięcia. Bezpieczniej jest opróżnić instalację po próbie i napełnić ją dopiero przed oddaniem domu do użytku.
Alternatywnie można wykonać próbę powietrzem – 3 bary przez 2 godziny. Jest szybsza i nie zostawia wody w rurach, ale wymaga precyzyjnego odpowietrzenia.
Z każdej próby hydraulik powinien sporządzić protokół. To dokument, który potwierdza szczelność instalacji i który może być potrzebny przy odbiorze budynku czy do gwarancji materiałów.
Osobno sprawdzacie szczelność kanalizacji. Tu procedura jest prostsza – napełniacie piony wodą na wysokość minimum 50 cm (lepiej 100 cm) powyżej najwyższego podejścia i sprawdzacie wizualnie, czy nie ma wycieków. Jeśli rury są odkryte i widoczne – nie musi to trwać 24 godziny. Wystarczy dokładna obserwacja. Ale – podkreślam – róbcie to zanim rury zostaną zabetonowane.
Przyłącze kanalizacyjne i gazowe – co trzeba wiedzieć
Przyłącze kanalizacyjne wykonujecie zgodnie z warunkami technicznymi wydanymi przez zakład wodociągowy. Jeśli jest taka możliwość, zlećcie wykonanie przyłącza samym wodociągom – mają doświadczenie, sprzęt i znają swoją sieć. Na trasie przyłącza, na zmianach kierunku i na prostych odcinkach (zgodnie z wymaganiami wodociągów) montujcie studzienki rewizyjne. Ich celem jest umożliwienie udrożnienia instalacji w przyszłości bez konieczności blokowania drogi czy rozkopywania połowy posesji.
Jeśli nie macie możliwości podłączenia się do kanalizacji miejskiej – stajecie przed wyborem: szambo bezodpływowe albo przydomowa oczyszczalnia ścieków. To temat na osobny artykuł, ale krótko: szambo jest tańsze w budowie, ale drogie w eksploatacji (regularne opróżnianie). Oczyszczalnia jest droższa na starcie, ale praktycznie bezobsługowa w codziennym użytkowaniu.
Przyłącze gazowe rządzi się nieco innymi zasadami. Potrzebujecie kierownika budowy z uprawnieniami gazowymi – to nie ten sam kierownik, co do reszty budowy (chyba że ma oba rodzaje uprawnień). Rury gazowe wewnątrz budynku muszą być prowadzone na wierzchu – nie można ich zabudować. To wymóg bezpieczeństwa i nie ma od niego odstępstw. Dlatego zaplanujcie trasę rury gazowej tak, żeby wchodziła do budynku jak najbliżej kotłowni. Lepiej dłuższe przyłącze na zewnątrz niż rura biegnąca przez salon czy sypialnię.
Internet – drobnostka, która ułatwia życie
Przy okazji prowadzenia przyłączy – nie zapomnijcie o internecie. Przelot pod światłowód wykonujecie identycznie jak dla wody – rura PE 32 mm od granicy działki do budynku. Możecie poprowadzić ją przez ten sam przelot co inne media, jeśli pozwala na to miejsce. To kwestia kilkudziesięciu złotych i kilkunastu minut pracy na etapie fundamentów. Doposażenie potem? Kopanie przez gotowy podjazd i zagospodarowany ogród.
Najczęstsze błędy – na co uważać
Po kilkunastu latach na budowach mogę Wam powiedzieć, że błędy w instalacjach wod-kan dzielą się na dwie kategorie: te wynikające z niewiedzy i te wynikające z pośpiechu. Obie kategorie kosztują tyle samo – dużo.
Błąd numer jeden to kolana i trójniki 90 stopni w kanalizacji. Powodują turbulencje, spowalniają przepływ i są główną przyczyną zatorów. Zawsze dwa kolana 45 stopni zamiast jednego 90 stopni – o tym pisałem już wyżej, ale powtórzę, bo to naprawdę najczęstszy problem, jaki widuję. Zaraz obok plasuje się zbyt mały spadek rur kanalizacyjnych. Widziałem instalacje ze spadkiem poniżej 1%, gdzie rury zapychały się regularnie co kilka miesięcy. Dwa procent to nie sugestia, to wymóg – i nie bez powodu.
Kolejna tykająca bomba to złączki skręcane pod posadzką. Złączka skręcana w niedostępnym miejscu to nie pytanie „czy” zacznie cieknąć, tylko „kiedy”. A kiedy już zacznie – będziecie skuwać wylewki i zrywać płytki. To samo dotyczy braku próby szczelności przed zabetonowaniem. Zdarza się, że w ferworze budowy ktoś „zapomina” albo „nie ma czasu”. A potem okazuje się, że jedna złączka nie trzyma i trzeba skuwać świeżą wylewkę – dokładnie to, czego mogliście uniknąć jednym dniem testów.
Nie mogę też nie wspomnieć o braku odpowietrzenia pionu kanalizacyjnego, którego skutki opisywałem wyżej – bulgotanie, smród, wysysanie wody z syfonów. Naprawa wymaga przebicia się przez wszystkie kondygnacje i wyprowadzenia rury nad dach. Podobnie kosztowna w konsekwencjach jest oszczędność na średnicach rur, szczególnie w instalacji wodnej, gdzie za mała rura oznacza spadki ciśnienia i cienki strumień wody z kranu, kiedy ktoś inny w domu odkręci drugi kran. I na koniec – łączenie wywiewki kanalizacyjnej z kominem wentylacyjnym. To nie tylko błąd, to naruszenie przepisów. Te systemy muszą być niezależne i nie ma od tego odstępstw.
Podsumowanie
Instalacja wodno-kanalizacyjna to jeden z tych elementów domu, które powinny działać niewidocznie i bezawaryjnie przez dziesiątki lat. Żeby tak było, potrzebujecie trzech rzeczy: dobrego projektu, rzetelnego hydraulika i wiedzy, co powinniście skontrolować. Bo nawet najlepszy fachowiec może mieć gorszy dzień – a to Wy będziecie mieszkać w tym domu i to Wy zapłacicie za ewentualne naprawy.
Zanim hydraulik skończy pracę i zanim wylewki zakryją rury na dobre, poświęćcie czas na kontrolę. Sprawdźcie spadki kanalizacji, upewnijcie się, że pod posadzką znalazły się wyłącznie złączki zaciskane, i dopilnujcie, żeby pion kanalizacyjny wyszedł ponad dach. Koniecznie zróbcie próbę szczelności i wymagajcie protokołu na piśmie. Kilkadziesiąt złotych więcej na grubsze rury dziś to spokój na kilkadziesiąt lat – a tego nie da się kupić po fakcie.
Jeśli chcecie mieć pełny obraz wszystkich etapów budowy – od fundamentów po odbiór kluczy – zapraszam do mojej książki „Od marzenia do wprowadzenia”, gdzie opisuję cały proces krok po kroku, z perspektywy praktyka, a nie teoretyka.
Dołącz do newslettera
WOJCIECH TRACICHLEB
Wojciech Tracichleb – przedsiębiorca budowlany z pasją do przekazywania wiedzy. Od 2013 roku specjalizuje się wyłącznie w domach jednorodzinnych, uczestnicząc w powstawaniu kilkuset takich budynków. Jako właściciel firmy budowlanej zajmującej się generalnym wykonawstwem, współwłaściciel biura architektury wnętrz oraz ekspert od instalacji i produkcji mebli na wymiar, poznał proces budowlany z każdej możliwej perspektywy.