5 pytań, które musisz sobie zadać zanim zaczniesz budować
Szczera rozmowa z samym sobą, która może uchronić Cię przed największym błędem życia

Jest taki moment w życiu, kiedy marzenie o własnym domu przestaje być mglistą wizją i zaczyna nabierać konkretnych kształtów. Przeglądacie projekty, jeździcie oglądać działki, liczycie w kalkultorach zdolność kredytową. I nagle okazuje się, że to wszystko jest w zasięgu ręki. Że można. Że się da.
I właśnie wtedy – zanim podpiszecie jakąkolwiek umowę, zanim weźmiecie kredyt, zanim zaczniecie porównywać oferty wykonawców – powinniście usiąść w ciszy i zadać sobie kilka pytań. Nie tych technicznych, o metraż czy materiały. Pytań podstawowych, życiowych, których unikamy, bo odpowiedzi na nie mogą okazać się niewygodne.
Dlaczego o tym piszę na samym początku?
Przez lata w branży budowlanej widziałem zbyt wiele historii ludzi, którzy wybudowali domy nieco ponad swoje możliwości. Nie dramatycznie ponad – po prostu nieco. Wystarczyło, żeby ich finanse co miesiąc były na styk. Rata kredytu plus rachunki za ogrzewanie, wodę, prąd, koszty jedzenia, rata za samochód – i na koniec miesiąca zostawało niewiele albo nic.
Najgorsze nie jest to, że trzeba pilnować wydatków. Najgorsze jest to, czego taka sytuacja pozbawia. Kiedy szef zaczyna wymagać rzeczy, z którymi się nie zgadzasz, nie możesz się sprzeciwić – bo rata. Kiedy pojawia się okazja na zmianę pracy na bardziej satysfakcjonującą, ale mniej płatną – nie możesz z niej skorzystać, bo rata. Stres związany z potencjalną utratą pracy rośnie do rozmiarów nie do wytrzymania, bo przecież kredyt trzeba spłacać, a rodzina nie może wpaść w długi.
Nie piszę tego, żeby Was zniechęcić. Absolutnie nie. Chcę, żebyście wybudowali swój wymarzony dom i żebyście nigdy nie żałowali tej decyzji. Ale nie mogę milczeć, gdy widzę, ile rodzin wpada w tę pułapkę.
Badania przeprowadzone przez UCE RESEARCH i ePsycholodzy.pl w kwietniu 2024 roku pokazały, że 67% dorosłych Polaków przejawia objawy depresji. Oczywiście przyczyny są różne i złożone, ale presja finansowa – szczególnie ta związana z wieloletnim kredytem hipotecznym – z pewnością nie pozostaje bez wpływu na nasze samopoczucie.
Dlatego zanim zaczniecie budować, odpowiedzcie sobie szczerze na pięć pytań. Nie ma tu dobrych ani złych odpowiedzi – są tylko szczere i nieszczere. A te nieszczere potrafią kosztować lata życia.
Pytanie pierwsze: dla kogo tak naprawdę buduję ten dom?
To pytanie brzmi banalnie, ale jest najtrudniejsze ze wszystkich.
Zastanówcie się, czy ten dom – właśnie tej wielkości, właśnie w takim standardzie – to dom dla Waszej rodziny, czy dom, w którym chcielibyście, żeby widzieli Was inni. Czy naprawdę potrzebujecie salonu, który robi wrażenie na gościach, którzy wpadną może trzy razy w roku? Czy dodatkowy pokój gościnny, z którego będziecie korzystać kilka nocy rocznie, jest wart kolejnych 60 tysięcy złotych kredytu i dodatkowych 400 złotych do raty przez następne 30 lat?
Jeden z moich klientów powiedział mi kiedyś: „Nie wyobrażam sobie mieszkać w domu mniejszym niż 250 metrów kwadratowych, bo w takim się wychowałem". I wiecie co? To uczciwa odpowiedź. Jeśli kogoś stać i jeśli rzeczywiście tak czuje, to jest to właściwa decyzja. Gorzej, gdy ktoś marzy o 250 metrach, bo sąsiad ma 200, a on musi mieć więcej.
Ten wyścig szczurów jest wyłącznie w naszych głowach. Sąsiada tak naprawdę nie interesuje, jaki macie dom. Ma swoje sprawy, swoje problemy, swoją ratę do spłacenia. Wzruszy ramionami na widok Waszego podjazdu i wróci do swoich myśli. A Wy zostaniecie z kredytem na 30 lat.
Pytanie drugie: ile domu tak naprawdę potrzebuję?
Przez lata pracy słyszałem od klientów wiele razy to samo zdanie: „Wybudowaliśmy za duży dom". Że w sumie nie potrzebują aż tylu pokoi, że dom kosztował i kosztuje zbyt wiele, że budowa trwała za długo. To, że ktoś wybudował za mały dom, słyszałem tylko raz – i był to budynek o powierzchni 260 metrów kwadratowych.
Wielu z nas z natury skłania się ku temu, by postawić największy, najdroższy dom, na jaki nas obecnie stać. Nie bierzemy przy tym pod uwagę wszystkich rzeczy, które tracimy, podejmując taką decyzję.
Pomyślcie: ile osób będzie mieszkać w tym domu za 5 lat? A za 10? Dzieci dorastają i wyjeżdżają na studia szybciej, niż myślicie. Może się okazać, że zostaniecie w wielkim domu we dwoje, z pokojami, do których nikt nie wchodzi, i rachunkami za ogrzewanie, które zjadają emeryturę.
Jest pewna prawidłowość rynkowa, o której warto wiedzieć. Małe domy, o powierzchni 80-120 metrów kwadratowych, są łatwe do sprzedania. Jest na nie duży popyt, bo wielu ludzi szuka właśnie takiego metrażu, bo zwyczajnie na taki metraż ich stać. Domy powyżej 300 metrów kwadratowych sprzedaje się trudno i długo. Ci, których stać na 300 metrów, zwykle wolą budować od podstaw, pod swoje potrzeby, zamiast kupować gotowy dom z cudzą wizją.
Dlatego jeśli macie wątpliwości, rozważcie strategię, którą sam zastosowałem. Wybudujcie mniejszy dom na jakiś czas, a później go odsprzedajcie – często nawet z zyskiem – i wybudujcie większy, gdy będzie Was na to stać. To sytuacja, w której możecie zjeść ciastko i mieć ciastko. Potraktujcie to jako element drogi, która doprowadzi Was do wymarzonego domu.
Pytanie trzecie: gdzie chcę mieszkać – i dlaczego właśnie tam?
Lokalizacja to nie tylko „blisko natury" albo „dobra dzielnica". To codzienna rzeczywistość przez kolejne dekady. Zanim zdecydujecie się na konkretną działkę, przemyślcie kilka kwestii praktycznych.
Jak daleko będziecie mieli do pracy? Dojazd, który dziś wydaje się akceptowalny – godzina w jedną stronę – za 2 lata stanie się uciążliwy. Za 5 lat będziecie go nienawidzić. Dwie godziny dziennie w samochodzie to 500 godzin rocznie. Przez 20 lat to 10 000 godzin – ponad rok życia spędzony za kierownicą.
Jakie są okoliczne szkoły i przedszkola? Nie myślcie tylko o teraz. Zastanówcie się, gdzie Wasze dziecko pójdzie do podstawówki za trzy lata. Do liceum za dziesięć lat. Czy będzie musiało dojeżdżać autobusem przez pół powiatu?
Co jest w okolicy? Las na spacery brzmi pięknie, ale co z najbliższym sklepem spożywczym? Z przychodnią lekarską? Z apteką? Gdy dziecko dostanie gorączki w nocy, a najbliższa apteka dyżurna jest 20 kilometrów dalej, romantyka leśnej działki szybko blednie.
Znam historię osoby, która kupiła działkę w pięknej okolicy, spokojnej i zielonej. Nikt jej nie powiedział, że 300 metrów dalej biegnie linia kolejowa, po której w nocy przejeżdżają pociągi towarowe. Pierwszy rok spali w zatyczkach do uszu. Potem sprzedali dom – ze stratą.
Jeśli jeszcze nie możecie pozwolić sobie na zakup działki, to najlepsze, co możecie zrobić, to badać rynek. Regularnie oglądajcie ogłoszenia, poznajcie lokalne ceny, stańcie się ekspertami od rynku w Waszej okolicy. Wystarczy kilka godzin miesięcznie, abyście w momencie, gdy przyjdzie Wam kupić własną działkę, byli świadomymi kupującymi, którzy nie dadzą się nabrać na piękne słowa w ogłoszeniu.
Pytanie czwarte: czy mnie na to naprawdę stać?
„Stać" to słowo, które ma dwa znaczenia. Jedno mówi o tym, czy bank da Wam kredyt. Drugie – czy jesteście w stanie go spłacać bez poczucia, że życie Wam ucieka między palcami.
Podejmowanie dużego wysiłku finansowego w celu wybudowania domu – albo bardziej dosadnie: wydawanie wszystkich życiowych oszczędności, by przez kolejne 30 lat ledwo dawać radę spłacać kredyt hipoteczny – wywołuje presję, która może być nie do wytrzymania. W końcu skoro stawiacie wszystko na jedną kartę i finansowo jesteście na styk, to nie ma miejsca na błędy na budowie. Wszystko musi być idealne, wszystko musi być nieskazitelne, bo przecież na ten dom pracowaliście całe życie.
I to są emocje, które nie skończą się wraz z budową. Kiedy dom będzie gotowy i umeblowany, okaże się, że przed Wami pełne emocji 30 lat spłacania kredytu i śledzenia informacji o stopach procentowych, a odłożenie wyjazdu na wakacje wcale nie musi być największym z wyrzeczeń.
Policzcie realnie, ile będziecie wydawać miesięcznie na sam dom: rata kredytu, ubezpieczenie, podatek od nieruchomości, ogrzewanie, prąd, woda, wywóz śmieci, drobne naprawy, pielęgnacja ogrodu. A potem dodajcie do tego bufor na nieprzewidziane wydatki – bo te zawsze się pojawią. Nie to, czy bank pożyczy Wam pieniądze. Bank pożyczy – na tym zarabia. Pytanie, czy Wy chcecie żyć z takim obciążeniem przez ćwierć wieku.
Pytanie piąte: co tak naprawdę poświęcam?
To pytanie wymaga brutalnej szczerości. Każda decyzja finansowa oznacza rezygnację z czegoś innego. Gdy decydujecie się na dom za 800 tysięcy zamiast za 600, te dodatkowe 200 tysięcy – plus odsetki przez 30 lat – to nie jest abstrakcyjna kwota. To konkretne rzeczy, z których rezygnujecie.
Ile czasu Wam zostało do momentu, gdy Wasze dzieci dorosną i nie będą chciały już się z Wami bawić albo jeździć razem na wakacje? Czy salon lub pokój dziecięcy większy o kilka metrów kwadratowych naprawdę jest dla nich ważniejszy niż dwie wspólne wizyty w Disneylandzie, kiedy chodzą jeszcze do podstawówki i taką podróż wspominałyby do końca życia?
Pomyślcie: jeśli nie zrealizujecie któregoś ze swoich marzeń teraz, to później, choćbyście byli gotowi wydać 10 milionów złotych, nie nadrobicie tego, bo Wasze dzieci już nigdy nie będą małe. Czasami 20 tysięcy złotych wydane teraz potrafi być o wiele więcej warte niż 200 tysięcy złotych wydane za 15 lat.
A ile lat młodości poświęcicie na spłatę tego kredytu? Ile weekendów spędzicie w pracy, nadrabiając nadgodziny, bo trzeba zarobić na ratę?
Swoich lat młodości ani młodości swoich dzieci nigdy nie odzyskacie. Nie zmarnujcie ich na pogoń za większym domem, niż ma sąsiad.
Co zrobić z tymi odpowiedziami?
Nie ma tu jednej słusznej drogi. Nie jestem od tego, żeby mówić Wam, co macie robić ze swoim życiem i swoimi pieniędzmi. Znam ludzi, którzy świadomie zdecydowali się na duży kredyt i duży dom, bo tego chcieli – i są szczęśliwi. Znam też takich, którzy wybrali mniejszy dom i więcej wolności – i też są szczęśliwi.
Nieszczęśliwi są ci, którzy nie zadali sobie tych pytań. Którzy dali się ponieść emocjom, presji otoczenia, wizji z magazynów wnętrzarskich. Którzy obudzili się po pięciu latach w domu, który miał być spełnionym marzeniem – a okazał się więzieniem.
Bill Perkins w książce „Śmierć z zerem na koncie" pisze o tym, jak mądrze gospodarować czasem i pieniędzmi przez całe życie. Morgan Housel w „Psychologii pieniędzy" pokazuje, jak nasze emocje sabotują racjonalne decyzje finansowe. Obie te książki polecam każdemu, kto stoi przed decyzją o budowie domu – nie dlatego, że dadzą Wam gotowe odpowiedzi, ale dlatego, że pomogą zadać właściwe pytania.
Dom kojarzy się z wolnością i bezpieczeństwem. Niech Wasz dom rzeczywiście takim będzie – nie fasadą wolności, za którą kryje się finansowe niewolnictwo. Żaden dom ani żadne dodatkowe 10, 20 czy 50 metrów kwadratowych nie jest warte tego, aby stawać się niewolnikiem swojego sukcesu.
Podsumowanie
Zanim zaczniecie budować, usiądźcie z kartką i długopisem. Zapiszcie te pięć pytań i odpowiedzcie na nie szczerze – najpierw każde z osobna, potem wspólnie jako para czy rodzina. Porównajcie odpowiedzi. Porozmawiajcie o różnicach. Być może okaże się, że macie różne wizje i różne priorytety – i lepiej się o tym dowiedzieć teraz niż w trakcie budowy.
Pamiętajcie: to, że bank pożyczy Wam pieniądze na duży dom, nie znaczy, że powinniście je wziąć. To, że teoretycznie Was na coś stać, nie znaczy, że musicie to kupić. Lepszy, przestronniejszy dom zawsze możecie wybudować kilka lat później – gdy będziecie na to naprawdę gotowi, nie tylko finansowo, ale i życiowo.
A jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym, jak przygotować się finansowo do budowy – zapraszam do dedykowanego artykułu, gdzie omawiam konkretne kroki i strategie.
Dołącz do newslettera
WOJCIECH TRACICHLEB
Wojciech Tracichleb – przedsiębiorca budowlany z pasją do przekazywania wiedzy. Od 2013 roku specjalizuje się wyłącznie w domach jednorodzinnych, uczestnicząc w powstawaniu kilkuset takich budynków. Jako właściciel firmy budowlanej zajmującej się generalnym wykonawstwem, współwłaściciel biura architektury wnętrz oraz ekspert od instalacji i produkcji mebli na wymiar, poznał proces budowlany z każdej możliwej perspektywy.