Tynki cementowo-wapienne czy gipsowe
Praktyczny przewodnik po tynkach i wylewkach – od wyboru materiału, przez odbiór, aż po wygrzewanie posadzki

Wchodzicie na budowę, która wygląda już jak dom. Ściany stoją, dach jest zamknięty, okna zamontowane. Przed Wami etap, który nieodwracalnie kształtuje to, jak Wasz dom będzie wyglądał i funkcjonował od środka – tynkowanie ścian i wykonanie wylewek podłogowych. Na pierwszy rzut oka to proste decyzje: „jakiś tynk” na ściany i „jakaś wylewka” na podłogę. Tymczasem wybory, które teraz podejmiecie, będą z Wami przez dekady. Źle dobrany tynk w łazience? Za kilka lat odpadnie razem z płytkami. Wylewka bez dylatacji w dużym salonie? Pęknięcie przeniesie się na gotową posadzkę.
Dlaczego wybór tynku to więcej niż estetyka
Tynk wewnętrzny pełni w domu kilka funkcji jednocześnie. Wyrównuje ściany, tworzy podłoże pod dalsze prace wykończeniowe – malowanie, tapetowanie, klejenie płytek – a jednocześnie wpływa na mikroklimat pomieszczeń. Tynk gipsowy reguluje wilgotność powietrza, pochłaniając nadmiar wilgoci i oddając ją, gdy powietrze staje się zbyt suche. Tynk cementowo-wapienny jest z kolei znacznie bardziej odporny na bezpośredni kontakt z wodą i na uszkodzenia mechaniczne. Każdy z nich ma swoje miejsce w domu i każdy sprawdzi się dobrze – pod warunkiem że trafi tam, gdzie powinien.
Zdarza mi się słyszeć, że ktoś chce mieć „wszędzie ten sam tynk, żeby było prościej”. Rozumiem tę potrzebę, ale prostota w tym przypadku może się zemścić. Tynk gipsowy w łazience to ryzyko, którego nie warto podejmować. Tynk cementowo-wapienny w sypialni to z kolei niepotrzebny koszt i dłuższy czas schnięcia. Dlatego warto poświęcić chwilę, żeby zrozumieć, czym te dwa materiały się różnią i gdzie każdy z nich powinien pracować.
Tynk gipsowy – szybszy, lżejszy, ale nie wszędzie
Tynki gipsowe to zdecydowanie najpopularniejszy wybór w pomieszczeniach mieszkalnych. Są nakładane maszynowo, w jednej warstwie o grubości 8–15 mm, i schną znacznie szybciej niż tynki cementowo-wapienne. Pełne wyschnięcie to zazwyczaj 10–14 dni, choć wiele zależy od temperatury, wentylacji i grubości nałożonej warstwy. Dla porównania – tynk cementowo-wapienny potrzebuje na to kilku tygodni.
Gips ma jeszcze jedną cechę, o której rzadko się mówi – jest dobrym izolatorem termicznym. Jego współczynnik przewodzenia ciepła (λ) wynosi około 0,28 W/(m·K), podczas gdy tynk cementowo-wapienny osiąga wartości rzędu 0,45–0,90 W/(m·K). W praktyce różnica nie jest ogromna – mówimy o warstwie kilkunastu milimetrów – ale w domu energooszczędnym każdy detal ma znaczenie.
Tynki gipsowe są też lekkie, co ma znaczenie przy sufitach. Norma mówi jasno – grubość tynku na suficie nie powinna przekraczać 15 mm, żeby nie był za ciężki i nie groził odpadnięciem. Gips świetnie się w tym mieści.
Jest jednak coś, o czym trzeba pamiętać. Gips powoduje korozję stali. Jeśli w ścianach macie elementy metalowe – puszki elektryczne, kątowniki, kotwy – powinny być galwanizowane lub wykonane ze stali nierdzewnej. Czarne, fosforowane wkręty w kontakcie z gipsem z czasem zaczną rdzewieć. To nie jest problem widoczny od razu, ale po latach może dać o sobie znać przebarwieniami na ścianie.
Tynk cementowo-wapienny – tam, gdzie jest ciężko
Tynk cementowo-wapienny to materiał starszej generacji, ale wciąż niezastąpiony w określonych miejscach. Składa się z cementu, wapna, piasku i wody, a w gotowych mieszankach dodaje się do niego domieszki poprawiające przyczepność i odporność na wilgoć. Tradycyjnie nakłada się go w trzech warstwach – obrzutka, narzut i warstwa wykończeniowa – choć nowoczesne gotowe mieszanki cementowo-wapienne upraszczają ten proces.
Jego największa zaleta to wytrzymałość i odporność na wilgoć. Tynk cementowo-wapienny znosi warunki, w których gips po prostu by nie wytrzymał – bezpośredni kontakt z wodą, para wodna w dużych ilościach, mechaniczne obciążenia. Właśnie dlatego jest jedynym rozsądnym wyborem w łazienkach, pralniach, pomieszczeniach technicznych i garażu.
Ma też swoje wady. Schnie znacznie dłużej, jest cięższy i wymaga bardziej starannego podłoża. Jego powierzchnia po wyschnięciu jest bardziej chropowata niż w przypadku gipsu, choć drobne uziarnienie (do 0,5 mm) pozwala przy odpowiednim zatarciu uzyskać stosunkowo gładką fakturę. W pomieszczeniach, gdzie planujecie klejenie płytek, chropowatość jest wręcz zaletą – klej lepiej się trzyma.
Który tynk gdzie – zasada jest prosta
Podział jest logiczny i wynika bezpośrednio z właściwości obu materiałów. Tynki gipsowe stosujecie w pomieszczeniach mieszkalnych – salon, sypialnie, pokoje dziecięce, korytarz, klatka schodowa. Tynki cementowo-wapienne stosujecie w pomieszczeniach mokrych – łazienka, WC, pralnia – oraz tam, gdzie ściany narażone są na uszkodzenia mechaniczne, czyli przede wszystkim w garażu.
Granicą wilgotności, powyżej której tynk gipsowy traci sens, jest około 70% wilgotności względnej powietrza. Łazienka po gorącej kąpieli przekracza tę wartość bez trudu. Garaż z kolei to miejsce, gdzie o ścianę łatwo uderzyć kierownicą roweru, narożnikiem walizki albo narzędziem – i tu cementowo-wapienny okaże się znacznie bardziej wytrzymały.
Jest jeszcze jedna kwestia, o której warto wspomnieć. Niektórzy inwestorzy pytają, czy w kuchni powinien być tynk cementowo-wapienny, skoro „jest tam woda”. Kuchnia to pomieszczenie mieszkalne – para wodna z gotowania nie jest porównywalna z warunkami panującymi w łazience. Tynk gipsowy w kuchni sprawdzi się doskonale. Jedynym wyjątkiem mogłaby być kuchnia gastronomiczna z intensywnym parowaniem, ale to zupełnie inna skala.
Mit tynku „pod malowanie”
To temat, przy którym warto się zatrzymać, bo wokół niego narosło sporo nieporozumień. Na budowach i forach internetowych można spotkać twierdzenie, że tynk gipsowy jest „tynkiem pod malowanie” – że wystarczy go nałożyć, zagruntować i można malować. Otóż to nieprawda, a przynajmniej – niepełna prawda.
Tynk gipsowy nigdy nie będzie tak gładki jak gładź gipsowa. To kwestia fizyki materiału. Uziarnienie tynku jest znacznie grubsze niż uziarnienie gładzi. Gładź przed wymieszaniem z wodą to bardzo drobny proszek, podczas gdy tynk składa się z grubszych ziaren. Do tego dochodzi różnica grubości warstwy – tynk nakłada się w grubości 8–15 mm, a gładź w warstwach maksymalnie 2–3 mm. Nawet najlepszy tynkarz, pracując najdroższym tynkiem gipsowym, nie uzyska efektu porównywalnego z gładko położoną gładzią.
Czy to oznacza, że tynk gipsowy zawsze wymaga gładzi? Niekoniecznie. Istnieją brygady tynkarskie, które potrafią wykonać naprawdę ładne, starannie zatarte tynki. Dla wielu osób taki efekt jest wystarczający – nie każdy oczekuje idealnie lustrzanych ścian. Warto jednak podejść do tego uczciwie: jeśli wymagacie perfekcyjnie gładkiej powierzchni, zaplanujcie od razu gładź gipsową jako osobny etap prac wykończeniowych. Wymaganie od tynkarzy, żeby ściana po samym tynkowaniu wyglądała jak po gładzeniu, jest po prostu nierealistyczne.
Na rynku dostępne są też tynki gipsowe „twarde”, reklamowane jako bardziej odporne mechanicznie. To prawda – są twardsze i mniej podatne na zarysowania. Jednak nawet po starannym zeszlifowaniu ich struktura nie dorównuje gładzi. Powód jest ten sam – grubsze ziarno.
Jak odebrać tynki – na co patrzeć i czym mierzyć
Odbiór tynków to moment, którego nie wolno zlekceważyć. Polskie normy dają nam konkretne narzędzia i wartości, na podstawie których możemy ocenić, czy praca została wykonana prawidłowo. Do odbioru potrzebujecie trzech rzeczy: łaty kontrolnej (poziomica) o długości 2 metrów, kątownika o długości ramienia 1 metra i szczelinomierza klinowego. To nie są egzotyczne urządzenia – łatę kontrolną za kilkadziesiąt złotych kupicie w każdym markecie budowlanym.
Norma mówi o czterech kluczowych parametrach. Po pierwsze – odchylenia od płaszczyzny mierzone dwumetrową łatą nie powinny przekraczać 5 mm, a na całej długości łaty nie powinno być ich więcej niż 3. Po drugie – odchylenie od pionu nie może wynosić więcej niż 3 mm na metr bieżący, a w pomieszczeniach o wysokości do 3,5 metra – nie więcej niż 6 mm łącznie. Po trzecie – grubość tynku na suficie nie powinna przekraczać 15 mm. Po czwarte – szczelina po przyłożeniu kątownika o ramieniu 1 metra nie powinna być większa niż 4 mm, choć tu trzeba być sprawiedliwym – jeśli kąt prosty w narożniku jest mocno zaburzony, to często nie jest wina tynkarzy, tylko murarzy. Tynkarze nie są w stanie naprawić dużych odchyleń ścian od kąta prostego.
Bardzo ważne jest, w jakim świetle przeprowadzacie odbiór. Norma mówi wyraźnie – odbiór tynków należy przeprowadzać przy świetle naturalnym, nie przy lampie smugowej ani przy ostrym świetle LED ustawionym tuż przy ścianie. Mocne boczne światło potrafi wyeksponować nierówności, które w normalnych warunkach użytkowania są zupełnie niewidoczne i mieszczą się w standardach.
Są dwa miejsca, które musicie sprawdzić szczególnie dokładnie. Pierwsze to okolice otworów drzwiowych. Duże nierówności w tych miejscach będą bardzo dobrze widoczne po zamontowaniu opasek drzwiowych – drewno czy MDF bezlitośnie obnażą każdą falę na ścianie. Drugie newralgiczne miejsce to okolica poziomu zero, czyli wysokość, na której zostaną zamontowane listwy przypodłogowe. Odchyłki i fale na tej wysokości też będą rzucać się w oczy, bo listwa przypodłogowa tworzy wyraźną linię odniesienia dla oka.
Najpierw tynki czy wylewki
To pytanie słyszę bardzo często i mam na nie jednoznaczną odpowiedź – najpierw tynki. Nie dlatego, że „tak się robi”, ale dlatego, że istnieją konkretne powody technologiczne, dla których odwrotna kolejność jest gorsza.
Zacznijmy od tego, czym jest wylewka. To już gotowa warstwa pod montaż paneli, płytek lub innej okładziny podłogowej. Powinna w miarę możliwości pozostać czysta i nieuszkodzona aż do momentu kładzenia podłogi. Tynkowanie natomiast to praca brudna – polega na narzucaniu płynnej, gęstej masy na ściany, a ta masa pod wpływem grawitacji spływa na dół. Nawet jeśli tynkarze będą starali się zabezpieczać podłogę, wylewka ulegnie zabrudzeniu. Sprzątanie zaschniętych placków gipsu z gotowej wylewki ostrym skrobakiem może ją uszkodzić.
Jest jeszcze kwestia przestrzeni roboczej. Gdy tynki wykonujecie przed wylewkami, pomiędzy poziomem zero (przyszła gotowa podłoga) a chudziakiem lub płytą fundamentową jest spora przestrzeń – kilkanaście centymetrów styropianu plus grubość samej wylewki. Tynkarze mogą wygodnie operować narzędziami, a jeśli masa spłynie zbyt nisko, nie stanowi to żadnego problemu. Natomiast jeśli wylewki zostałyby wykonane jako pierwsze, dolna krawędź tynku znajdowałaby się dokładnie w miejscu, gdzie zamontowane zostaną listwy przypodłogowe. To trudne miejsce do obróbki, a jednocześnie – jak już pisałem – newralgiczny obszar, w którym każda nierówność będzie widoczna.
Krótko mówiąc – wykonywanie wylewek przed tynkami przysparza tynkarzom wielu utrudnień, a jednocześnie nie ma żadnych zalet takiej kolejności prac. Podobna zasada dotyczy parapetów wewnętrznych – montujcie je po tynkowaniu. Jeśli chcecie, żeby ściany były równe, ułatwijcie pracę tynkarzom.
Co pod wylewką – izolacja i styropian
Zanim przejdziemy do samych wylewek, trzeba powiedzieć o tym, co znajduje się pod nimi, bo to warstwy, które decydują o trwałości i komforcie użytkowania posadzki na lata.
Pierwszą warstwą jest izolacja pozioma. Jej zadaniem jest odcięcie wilgoci gruntowej od warstw podłogi. Najczęściej stosuje się czarną folię PE z odpowiednim atestem lub specjalne masy izolacyjne. I tu chcę Was uczulić na jeden konkretny błąd, który nadal zdarza się na budowach – stosowanie papy pod posadzką. Papa, szczególnie podgrzewana, może uwalniać związki szkodliwe dla zdrowia. Pod posadzką, w zamkniętym układzie warstw, nie jest to materiał, którego chcielibyście użyć. Czarna folia budowlana z atestem to rozwiązanie tanie, sprawdzone i bezpieczne.
Na izolacji kładziecie styropian. Standard to EPS 100, czyli o wytrzymałości na ściskanie minimum 100 kPa. W garażu – bezwzględnie minimum EPS 150, najczęściej oznaczany dopiskiem „parking”. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zastosować twardszy styropian (EPS 200 czy nawet XPS o wytrzymałości 300–700 kPa), ale o ile nie parkujecie w garażu ciężarówki, EPS 150 w zupełności wystarczy. Natomiast widzę jeszcze na budowach sytuacje, w których w garażu układany jest ten sam styropian EPS 100 co w reszcie domu – to błąd, bo samochód i ruch w garażu to zupełnie inna skala obciążeń.
Styropian układa się warstwowo, na zakładkę – to znaczy, że spoiny kolejnych warstw nie pokrywają się, tylko są przesunięte względem siebie. Dzięki temu nie powstają mostki termiczne na łączeniach. Warstwa musi być stabilna – nie może „klawiszować”, czyli uginać się punktowo po nadepnięciu. Jeśli tak się dzieje, to znaczy, że pod styropianem jest nierówność, pustka albo gruz, który trzeba usunąć przed kontynuowaniem prac.
Wylewki podłogowe – cementowo-piaskowa czy anhydryt
Dotarliśmy do jednej z najczęściej dyskutowanych decyzji na etapie wykończeniówki. Na rynku dostępne są dwa główne typy wylewek – cementowo-piaskowa (tak zwana wylewka z miksokreta) i anhydrytowa. Marketing przemysłu budowlanego mocno promuje anhydryt jako materiał nowoczesny, który w połączeniu z ogrzewaniem podłogowym ma przynosić oszczędności energetyczne. Niestety, fizyka tego nie potwierdza. Aby utrzymać pożądaną temperaturę wewnątrz pomieszczeń, musimy dostarczyć dokładnie tyle samo energii, ile z domu ucieka – niezależnie od rodzaju wylewki. Fakt, że anhydryt ma niską pojemność cieplną, a więc szybko się nagrzewa i szybko wychładza, nie zmniejsza zapotrzebowania domu na ciepło.
To dlaczego ktoś miałby wybrać anhydryt, skoro jest droższy? Z mojej perspektywy jest dokładnie jeden powód, który może to uzasadniać. W wielu przypadkach – choć nie zawsze, bo zależy to od konkretnej budowy i kształtu pomieszczeń – wylewka anhydrytowa pozwala uniknąć dylatacji w dużych wnętrzach, na przykład w przestronnym salonie. W przypadku wylewek cementowo-piaskowych konieczność wykonania dylatacji jest zdecydowanie częstsza. Jeśli perspektywa dylatacji biegnącej przez środek salonu jest dla Was nie do zaakceptowania, anhydryt może być rozwiązaniem.
Zanim jednak podejmiecie decyzję, weźcie pod uwagę trzy dodatkowe kwestie. Po pierwsze – grubość wylewki. Przy anhydrycie celujemy w minimum 5 cm, podczas gdy standardowa wylewka cementowo-piaskowa ma 6 cm, ale przy odpowiednio mniejszej warstwie styropianu pod spodem proporcje się wyrównują. Po drugie – niektórzy producenci anhydrytu wymagają szlifowania wylewki po wyschnięciu w celu usunięcia wierzchniej warstwy tak zwanego mleczka. To dodatkowy koszt i dodatkowy etap prac. Po trzecie, i to jest kluczowe – anhydryt jest wrażliwy na wilgoć. Nie powinniście go stosować w łazienkach, kuchniach, pralniach ani kotłowniach. Jeśli decydujecie się na anhydryt w pozostałych pomieszczeniach, wymaga on bardzo starannego uszczelnienia – folia, taśmy dylatacyjne z tak zwanym fartuchem – żeby wilgoć z betonu styropianu czy gruntu nie miała do niego dostępu.
Wylewka cementowo-piaskowa to rozwiązanie, które polecam zdecydowanej większości inwestorów. Jest tańsza, sprawdzona, uniwersalna i nie boi się wilgoci. Standardowa grubość to 6 cm w pomieszczeniach mieszkalnych. W garażu, domowej siłowni czy kotłowni (jeśli na podłodze stanie zasobnik ciepłej wody) warto zwiększyć grubość do 8–10 cm. Pamiętajcie, że w miejscach z grubszą wylewką automatycznie odejmujecie centymetry z warstwy styropianu – trzeba to uwzględnić przy pomiarach.
Dylatacje – konieczność, nie opcja
Dylatacje to szczeliny w posadzce, które chronią ją przed pękaniem. Beton pracuje – kurczy się, rozszerza pod wpływem temperatury, reaguje na naprężenia. Dylatacja daje mu przestrzeń do tej „pracy”, dzięki czemu naprężenia rozładowują się w kontrolowany sposób, zamiast prowadzić do nieregularnych pęknięć.
Dylatacje są obowiązkowe w kilku miejscach: w otworach drzwiowych pomiędzy pomieszczeniami, przy nieregularnych kształtach posadzki i w dużych pomieszczeniach. Dokładne rozmieszczenie powinno być naniesione na rysunek, który przygotowujecie wspólnie z kierownikiem budowy i przekazujecie ekipie wylewkarskiej. Nie zostawiajcie tej decyzji wylewkarzom – to Wy będziecie z efektem żyć przez następne dziesięciolecia.
I tu najważniejsza zasada, od której nie ma odstępstw: dylatację z wylewki trzeba „przenieść” na gotową okładzinę podłogową. Jeśli na podłodze macie dylatację, to dokładnie w tym samym miejscu musi ona być na gotowej posadzce z płytek. Czasem wiąże się to z przecięciem płytki w miejscu dylatacji, żeby znalazła się tam fuga. Zalepienie dylatacji i udawanie, że jej nie ma, to proszenie się o pęknięcia płytek.
Jeśli macie ogrzewanie podłogowe, w miejscach dylatacji rurki grzewcze powinny przechodzić w peszlach – rurkach ochronnych z tworzywa. Peszle chronią rury przed uszkodzeniem na krawędzi dylatacji, która pracuje i przesuwa się w trakcie użytkowania.
Rozumiem, że dylatacja biegnąca przez salon czy przedpokój nie jest estetyczna. Jeśli bardzo chcecie jej uniknąć, macie dwa wyjścia. Pierwsze to zastosowanie wylewki anhydrytowej, o czym pisałem wyżej – pozwala na wykonanie bez dylatacji znacznie większych powierzchni. Drugie to specjalne maty kompensacyjne, które układa się na całej powierzchni pod płytkami. Maty te „odcinają” płytki od pracującej posadzki. Są jednak kosztowne, bo muszą pokrywać całą powierzchnię pomieszczenia, nie tylko linię dylatacji. Obie metody mają swoje ograniczenia i koszty, więc warto dobrze się zastanowić, zanim zdecydujecie.
Pielęgnacja wylewki – cierpliwość się opłaci
Wylewka cementowo-piaskowa, jak każdy beton, teoretycznie wiąże przez 28 dni. Przed upływem tego czasu nie wolno uruchamiać ogrzewania podłogowego, bo wylewka wyschnie, zanim w pełni się zwiąże – a w efekcie będzie zbyt słaba.
Jeśli wykonujecie wylewki latem, zwróćcie szczególną uwagę, żeby nie wyschły zbyt szybko. Paradoks betonu polega na tym, że potrzebuje wilgoci do prawidłowego wiązania – zbyt szybkie wyschnięcie osłabia go zamiast wzmacniać. Najłatwiej temu zapobiec, rozkładając na całej podłodze czarną folię budowlaną lub folię malarską. Zazwyczaj już na drugi dzień po wykonaniu wylewek można ostrożnie po nich chodzić, żeby rozłożyć folię. Warto, żeby folia została na wylewkach przynajmniej tydzień, a jeśli trwa fala upałów – nawet dłużej.
Co się stanie, jeśli zignorujecie te zalecenia i zamiast folii otworzycie okna na oścież, tworząc przeciąg? Wylewka może popękać albo nawet się odkształcić – w narożnikach beton potrafi się unieść, bo wierzchnia warstwa kurczy się szybciej niż spód. Naprawa takiej wylewki to poważny koszt i duże opóźnienie.
Wygrzewanie wylewek – protokół, którego nie wolno pominąć
Jeśli w Waszym domu jest ogrzewanie podłogowe, to po upływie minimum 28 dni od wykonania wylewek musicie je wygrzać. Można to zrobić później, ale zawsze przed ułożeniem gotowych podłóg. Ten etap jest obowiązkowy i ma dwa cele.
Pierwszy – dosuszenie wylewki. Nawet po czterech tygodniach w posadzce pozostaje nadmiar wilgoci, który trzeba usunąć przed kładzeniem podłogi. Wilgoć zamknięta pod płytkami czy panelami to recepta na pleśń i odpadające okładziny.
Drugi cel jest mniej oczywisty, ale równie ważny – kontrolowane pękanie. Każdy beton ma w sobie naprężenia. Niektóre z nich są silniejsze niż wytrzymałość samego betonu i w efekcie na wylewce pojawiają się rysy skurczowe. To zjawisko zupełnie naturalne. Chcemy, żeby te pęknięcia pojawiły się teraz – podczas wygrzewania – a nie po położeniu płytek. Rysa skurczowa powstająca pod gotową posadzką może spowodować pęknięcie nie tylko betonu, ale też przyklejonej do niego płytki.
Jak przeprowadzić wygrzewanie? Procedura jest prosta, ale wymaga systematyczności. Zaczynamy od uruchomienia ogrzewania z temperaturą wody o 5–10 stopni wyższą niż temperatura wewnątrz budynku. Latem może się okazać, że startujecie od 35–40°C, zimą – od minimalnej wartości, jaką daje Wasze urządzenie grzewcze. Tę temperaturę utrzymujecie przez dwa dni, żeby cała wylewka równomiernie się nagrzała. Następnie co dwa dni zwiększacie temperaturę o 5 stopni, aż dojdziecie przynajmniej do 45°C.
W trakcie wygrzewania na podłodze nie powinny leżeć przedmioty ograniczające odparowywanie – płyty gipsowe ułożone płasko, folie, palety z materiałami. Wietrzcie pomieszczenia, ale unikajcie przeciągów. Chodzi o to, żeby wilgoć mogła spokojnie odparować, nie o to, żeby ją „wydmuchać”.
O ile rysy skurczowe nie są duże, nie trzeba ich naprawiać. Jeśli jednak wylewka pęknie w nietypowy sposób – pęknięcie jest wyraźnie większe od pozostałych – warto skonsultować się z kierownikiem budowy. Poważniejsze rysy można naprawić przez „zszycie” żywicą, a taką naprawę najczęściej wykonuje w ramach reklamacji firma, która robiła wylewki.
Jeszcze jedno – zanim zaczniecie klejenie płytek na wylewce z ogrzewaniem podłogowym, ogrzewanie w danym pomieszczeniu musi być wyłączone przez minimum 48 godzin. Klejenie na ciepłej posadzce to ryzyko, że klej zwiąże zbyt szybko i nie uzyska pełnej przyczepności.
O czym jeszcze warto pamiętać
Na etapie wylewek warto już wiedzieć, czym wykończone będą podłogi w poszczególnych pomieszczeniach. Różne materiały mają różne grubości – płytki z klejem to zupełnie co innego niż panele winylowe czy posadzka żywiczna. Największe różnice dotyczą właśnie paneli winylowych i posadzek żywicznych, które są na tyle cienkie, że pomiędzy nimi a płytkami w sąsiednim pomieszczeniu może powstać próg rzędu 1,5 cm. Jeśli to dotyczy Waszego domu, wylewkarz powinien wykonać wylewkę o różnych wysokościach, żeby gotowe podłogi wyszły na jeden poziom.
W przypadku standardowego połączenia płytki–panele (zwykłe, na podkładzie) lub płytki–deska podłogowa różnice grubości są na tyle niewielkie, że zwykła listwa progowa je zniweluje bez problemu. Ale jeśli planujecie panele winylowe SPC w salonie obok płytek w przedpokoju – porozmawiajcie z wylewkarzem o kompensacji grubości, zanim zacznie pracę.
Tynki i wylewki – fundament pod wszystko, co zobaczycie
Tynki i wylewki to etap, na którym nie widać efektownych zmian – dom nie rośnie w górę, nie pokrywa się dachem, nie zyskuje okien. Ale to właśnie teraz powstaje fundament dla wszystkiego, co będziecie widzieć i czuć pod stopami przez następne kilkadziesiąt lat. Tynk gipsowy w pomieszczeniach mieszkalnych, cementowo-wapienny tam, gdzie jest wilgotno i narażono na uszkodzenia. Tynki przed wylewkami, nie odwrotnie. Wylewka cementowo-piaskowa jako bezpieczny standard, anhydryt jako świadomy wybór dla tych, którzy chcą uniknąć dylatacji w dużych otwartych przestrzeniach. Cierpliwe wygrzewanie po 28 dniach, bez skrótów i pośpiechu. Każdy z tych elementów to osobny temat, który szczegółowo rozwijam w kolejnych artykułach tego cyklu. Tu chciałem dać Wam pełny obraz – żebyście wiedzieli, co Was czeka, i mogli podejmować decyzje ze zrozumieniem konsekwencji.
Dołącz do newslettera
WOJCIECH TRACICHLEB
Wojciech Tracichleb – przedsiębiorca budowlany z pasją do przekazywania wiedzy. Od 2013 roku specjalizuje się wyłącznie w domach jednorodzinnych, uczestnicząc w powstawaniu kilkuset takich budynków. Jako właściciel firmy budowlanej zajmującej się generalnym wykonawstwem, współwłaściciel biura architektury wnętrz oraz ekspert od instalacji i produkcji mebli na wymiar, poznał proces budowlany z każdej możliwej perspektywy.