Wojciech Tracichleb · Blog  · 11 min czytania

Taras drewniany czy kompozytowy – co wybrać do domu

Dwa rozwiązania, które na zdjęciach producenta wyglądają niemal identycznie. Po trzech latach użytkowania różnica staje się brutalnie widoczna.

Dwa rozwiązania, które na zdjęciach producenta wyglądają niemal identycznie. Po trzech latach użytkowania różnica staje się brutalnie widoczna.

Pytanie o materiał na taras pojawia się zwykle wtedy, gdy dom jest już praktycznie skończony, a Wy macie w głowie obraz letnich wieczorów przy kawie, niedzielnych grilli i dzieci biegających boso po deskach. To jeden z tych elementów, w którym estetyka spotyka się z bardzo praktyczną codziennością – bo taras to nie tylko ozdoba, to powierzchnia, po której będziecie chodzić codziennie przez kilkanaście, a może i kilkadziesiąt lat. Wybór między drewnem a kompozytem nie jest banalny i z mojej praktyki wynika, że bardzo wiele osób żałuje swojej decyzji po dwóch–trzech sezonach użytkowania. Dlatego chciałbym Wam dać konkretne, praktyczne argumenty, żebyście mogli wybrać świadomie. Decyzja o tym, co kłaść na taras, jest częścią szerszego zagospodarowania terenu wokół domu – i z tego punktu widzenia warto już wcześniej rozważyć, czy w projekcie domu daliście taras, czy balkon.

Skąd w ogóle wzięło się to pytanie

Jeszcze kilkanaście lat temu wybór był prosty – taras robiło się z drewna, najczęściej z modrzewia syberyjskiego albo z drewna egzotycznego typu bangkirai czy ipe. Kompozyt był rzadkością, drogą i nieprzetestowaną. Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Deski kompozytowe stały się powszechne, ich jakość znacząco się poprawiła, a ceny – choć nadal wyższe od popularnych gatunków drewna – przestały być barierą nie do przeskoczenia. Jednocześnie drewno nadal ma swoich zwolenników i to nie bez powodu.

Wasza decyzja powinna opierać się na trzech rzeczach: na tym, ile czasu chcecie poświęcać na konserwację, na tym, jakie warunki panują na Waszej działce, oraz na tym, jaki efekt estetyczny Wam się naprawdę podoba. Te trzy pytania zadaję każdemu klientowi, który pyta mnie o radę.

Drewno tarasowe – co realnie kupujecie

Zacznijmy od drewna, bo to materiał, który wszyscy znamy z doświadczenia. Na rynku polskim najczęściej wybierane są: modrzew syberyjski, dąb, drewno egzotyczne (bangkirai, ipe, garapa, cumaru) oraz sosna i świerk impregnowane ciśnieniowo. Każdy z tych gatunków ma zupełnie inne właściwości i zupełnie inną żywotność.

Modrzew syberyjski to klasyk i mój ulubiony wybór wśród drewna dostępnego w przystępnej cenie. Jest twardy, zawiera dużo żywic naturalnie chroniących go przed wilgocią i grzybami, ma piękny rysunek. Przy prawidłowej konserwacji potrafi posłużyć dwadzieścia, a nawet trzydzieści lat. Drewno egzotyczne jest jeszcze trwalsze – ipe czy cumaru osiągają niezwykłą twardość, znacznie przewyższającą klasyczne gatunki drewna, i są wyjątkowo odporne na warunki zewnętrzne, ale ich cena jest najwyższa, a do tego dochodzi etyczna dyskusja o pochodzeniu drewna z lasów tropikalnych. Z kolei sosna i świerk impregnowane ciśnieniowo to opcja najtańsza, ale też najmniej trwała – realnie dziesięć–piętnaście lat, jeśli jesteśmy systematyczni z konserwacją.

Najważniejsza prawda o drewnie tarasowym, którą musicie zaakceptować, brzmi tak: drewno żyje. Pracuje, pęcznieje, kurczy się, szarzeje pod wpływem promieni UV, czerni się w wilgotnych miejscach, a niezabezpieczone potrafi spróchnieć w newralgicznych punktach (połączenia, krawędzie ścięte, miejsca styku z gruntem). To nie jest wada – to natura tego materiału. Pytanie tylko, czy jesteście gotowi się tym zajmować.

Konserwacja drewna – co to realnie oznacza

Tutaj robi się ciekawie, bo właśnie na tym etapie najczęściej pojawia się rozczarowanie. Przed zakupem słyszycie od sprzedawcy: „raz w roku trzeba olejować, to żaden problem". W praktyce wygląda to nieco inaczej.

Pierwszy sezon po montażu – taras wygląda pięknie, ciepło, naturalnie. Drugi sezon – zaczynają pojawiać się pierwsze oznaki szarzenia, szczególnie w miejscach najbardziej eksponowanych na słońce. Trzeci sezon – jeśli nie zrobiliście pełnej konserwacji, drewno zaczyna pękać wzdłuż słojów, w wilgotnych miejscach pojawiają się ciemne plamy, krawędzie się strzępią. I tu zaczyna się prawdziwa praca.

Pełna konserwacja drewnianego tarasu to: dokładne umycie pod ciśnieniem, szlifowanie powierzchni (papier ścierny gradacji 80–120, najlepiej szlifierką taśmową lub oscylacyjną), odkurzenie, a następnie naniesienie dwóch warstw oleju tarasowego dobrej jakości. Cała operacja zajmuje dwa weekendy, jeśli macie taras o powierzchni dwudziestu–trzydziestu metrów kwadratowych. Robicie to co rok, maksymalnie co dwa lata. Jeśli odpuścicie – drewno będzie się degradować i po pięciu–siedmiu latach będzie wyglądać tak źle, że dojdziecie do wniosku, iż lepiej wymienić niż naprawiać.

Olej do drewna tarasowego to wydatek, który trzeba uwzględnić w budżecie eksploatacyjnym. Dobrej jakości olej (głęboko wnikający w drewno, z filtrem UV, na bazie żywic naturalnych) wystarcza orientacyjnie na dwadzieścia–dwadzieścia pięć metrów kwadratowych z jednego litra przy aplikacji dwuwarstwowej. Im lepszy produkt, tym lepsza ochrona.

Deska kompozytowa – czym ona właściwie jest

Tutaj uwaga, bo na rynku panuje spore zamieszanie pojęciowe. „Kompozyt" to bardzo ogólne określenie. W praktyce mówimy najczęściej o deskach WPC (Wood-Plastic Composite) – czyli kompozycie składającym się z mączki drzewnej (najczęściej 50–70%) i polimeru (polietylen lub polipropylen, 30–50%) z dodatkami stabilizującymi UV, barwnikami i wzmacniaczami. Drugi typ to deski BPC (Bamboo-Plastic Composite), gdzie zamiast mączki drzewnej stosuje się włókno bambusa – są twardsze i bardziej odporne na ścieranie.

Najważniejsze, co musicie wiedzieć: jakość desek kompozytowych jest skrajnie różna w zależności od producenta i typu konstrukcji. Najprostszy podział to deski lite vs. deski komorowe (z pustkami w środku). Lite są cięższe, mocniejsze, droższe i lepiej znoszą obciążenia oraz nasłonecznienie. Komorowe są lżejsze, tańsze, łatwiejsze w montażu, ale przy mocnym nasłonecznieniu mogą się odkształcać, a w komorach potrafi gromadzić się woda i brud, co prowadzi do powstawania nieprzyjemnych zapachów i rozwoju glonów wewnątrz deski.

Druga rzecz to powierzchnia deski. Najtańsze kompozyty mają powierzchnię tłoczoną fabrycznie – i wyglądają sztucznie, błyszczą się w słońcu, są śliskie po deszczu. Lepsze produkty są szczotkowane mechanicznie, dzięki czemu uzyskują strukturę bardzo zbliżoną do drewna i są bezpieczniejsze pod stopami. Najwyższa półka to deski koekstrudowane – z dodatkową, twardą warstwą wierzchnią, która chroni rdzeń przed ścieraniem, plamami i przebarwieniami. Te ostatnie są najtrwalsze i z mojej praktyki polecam właśnie takie, jeśli zdecydujecie się na kompozyt.

Konserwacja kompozytu – i tu uczciwość

Marketing producentów lubi słowo „bezobsługowy". To nie jest do końca prawda i chcę powiedzieć Wam to wprost, bo wiele osób kupuje kompozyt w przekonaniu, że już nigdy go nawet nie umyje.

Kompozyt nie wymaga olejowania, nie szarzeje (jeśli ma porządny filtr UV), nie pęka, nie strzępi się i nie próchnieje. To są realne zalety i to jest fakt. Ale jeśli chcecie, żeby wyglądał dobrze przez lata, musicie go umyć przynajmniej raz, dwa razy w sezonie. Przy intensywnym użytkowaniu, zwłaszcza pod drzewami iglastymi gubiącymi żywicę, lub w okolicy roślin gubiących liście, może być potrzebne częstsze czyszczenie. Plamy z tłuszczu (od grilla, oliwy z sałatki) trzeba usuwać szybko – szczególnie z tańszych kompozytów bez warstwy koekstrudowanej, bo potem są praktycznie nie do wyczyszczenia.

Druga prawda – kompozyt też się starzeje. Po pięciu–dziesięciu latach kolor blednie, struktura nieco się wyciera w miejscach najczęściej uczęszczanych. Nie jest to dramat porównywalny z degradacją źle utrzymanego drewna, ale taras po dziesięciu latach nie wygląda jak nowy.

Konstrukcja podtarasowa – element, o którym wszyscy zapominają

To jest moment, w którym muszę Was zatrzymać i porozmawiać o czymś, co decyduje o trwałości tarasu w stopniu nie mniejszym niż sam materiał wierzchni. Mówię o legarach i o tym, na czym te legary stoją.

Bardzo często widzę tarasy, w których ktoś zainwestował duże pieniądze w drewno egzotyczne lub kompozyt premium, a następnie położył to wszystko na sosnowych legarach kładzionych bezpośrednio na kostce brukowej albo, co gorsza, na piasku. Po dwóch–trzech latach legary gniją, taras zaczyna się zapadać, deski pracują nierównomiernie i cała inwestycja nadaje się do rozbiórki. To absurdalna sytuacja, której można było uniknąć. Czasem warto też wcześniej rozważyć szerszy kontekst utwardzenia terenu wokół domu, żeby strefa pod tarasem i wokół niego trzymała się jako całość.

Pod taras potrzebujecie albo legarów z drewna egzotycznego (bangkirai, ipe), albo legarów aluminiowych (moja rekomendacja przy kompozycie), albo legarów z kompozytu konstrukcyjnego. Pod żadnym pozorem nie kładźcie legarów bezpośrednio na podłożu – muszą stać na regulowanych stopkach tarasowych albo na podkładkach kompozytowych. Stopki regulowane mają tę dodatkową zaletę, że pozwalają wypoziomować taras niezależnie od nierówności podłoża i zapewniają wentylację od spodu, co jest absolutnie decydujące dla trwałości.

Pod tarasem musi być spadek (1–2% w kierunku odprowadzającym wodę), warstwa odprowadzająca (chudziak, geowłóknina lub agrowłóknina chroniąca przed chwastami) oraz wolna przestrzeń wentylacyjna minimum kilku centymetrów między spodem deski a podłożem. Bez tego nawet najlepszy materiał nie posłuży długo.

Bezpieczeństwo i komfort użytkowania

Kilka rzeczy, o których warto pomyśleć z perspektywy codziennego użytkowania, a o których rzadko mówi się w ofertach handlowych.

Po pierwsze – temperatura w słońcu. To bardzo niedoceniany aspekt. Drewno w pełnym słońcu nagrzewa się umiarkowanie i nawet w lipcu można po nim chodzić boso. Kompozyt, szczególnie w ciemnych kolorach (antracyt, brąz, czerń), potrafi nagrzać się tak mocno, że dotknięcie go boso w południe jest po prostu niemożliwe. Jeśli macie taras od strony południowej i myślicie o ciemnym kompozycie – przemyślcie to dwa razy lub wybierzcie jasne kolory. W takiej sytuacji często rozsądnym uzupełnieniem jest pergola bioklimatyczna nad tarasem, która rozwiązuje problem słońca i deszczu w jednym.

Po drugie – antypoślizgowość. Drewno strugane na gładko, świeżo naolejowane, po deszczu jest bardzo śliskie. Drewno ryflowane lepiej zachowuje się w wilgoci, ale w bruzdach gromadzi się brud i woda, co skraca jego żywotność. Kompozyt szczotkowany ma najlepsze właściwości antypoślizgowe i jest dobrym wyborem dla rodzin z małymi dziećmi i osobami starszymi.

Po trzecie – odpryski. Drewno z czasem może się strzępić i powstają drzazgi, co jest realnym zagrożeniem dla dzieci biegających boso. Kompozyt tego problemu nie ma w ogóle.

Kiedy taras wchodzi w harmonogram budowy

Bardzo ważna rzecz, o której pisałem już wielokrotnie w kontekście innych prac wykończeniowych – taras to jeden z ostatnich etapów. Robicie go po elewacji, po wszystkich pracach wokół domu, najlepiej już na finiszu, kiedy nie ma ryzyka, że ktoś zarysuje deski, gdy będzie wnosił meble albo materiały. Z mojej praktyki najlepiej zostawić taras na sam koniec, podobnie jak robimy ze schodami wewnętrznymi – dokładnie z tego samego powodu, czyli wysokiego ryzyka uszkodzenia.

Co więcej – przygotowanie pod taras musi być uwzględnione dużo wcześniej. Jeśli planujecie taras z odpływem wody do kanalizacji deszczowej, instalacja musi być gotowa na etapie utwardzeń wokół domu. Jeśli planujecie pod tarasem przeprowadzenie kabla zasilającego do oświetlenia ogrodu, do oczka wodnego lub do kosiarki automatycznej, też musicie to zrobić wcześniej, bo po położeniu desek dostęp jest mocno utrudniony. Pomyślcie też o gniazdku zewnętrznym i o oświetleniu samego tarasu (lampy w deskach, taśmy LED pod krawędziami) – kable muszą być położone przed konstrukcją.

Koszty – bez konkretnych liczb, ale z porządną logiką

Świadomie nie podaję Wam konkretnych cen, bo te zmieniają się z miesiąca na miesiąc, różnią się między producentami i zależą od regionu. Ale chciałbym, żebyście mieli świadomość proporcji.

Najtańszy taras zrobicie z sosny impregnowanej ciśnieniowo – to opcja dla bardzo skromnego budżetu, ale liczcie się z koniecznością wymiany w perspektywie kilkunastu lat. Modrzew syberyjski jest droższy, ale daje świetny stosunek jakości do ceny i jest moim ulubionym wyborem wśród drewna. Drewno egzotyczne wchodzi w wyższe półki cenowe, ale w zamian oferuje wyjątkową trwałość. Dobrej jakości kompozyt z warstwą koekstrudowaną kosztuje porównywalnie z drewnem egzotycznym, czasem nawet więcej.

Do kalkulacji musicie dodać konstrukcję (legary, stopki, mocowania – to często 30–40% kosztu materiałów wierzchnich, a przy tarasach na aluminium może być więcej), robociznę montażysty (taras to nie jest robota dla amatora, dobry tarasiarz wycenia metr kwadratowy montażu konkretnie i nie warto na tym oszczędzać) oraz koszty eksploatacyjne w perspektywie dziesięciu–dwudziestu lat. Tu kompozyt ma realną przewagę – olej do drewna, czas Waszej pracy lub koszt firmy konserwującej, ewentualne reperacje, to wszystko trzeba zsumować.

Jeśli zrobicie uczciwe porównanie kosztu całkowitego za dwadzieścia lat użytkowania, kompozyt premium często okazuje się tańszy niż drewno klasy średniej. Niższy koszt zakupu drewna jest „zjadany" przez koszty utrzymania.

Moja rekomendacja

Nie ma jednej dobrej odpowiedzi i każdy musi podjąć decyzję sam, ale chciałbym dać Wam praktyczne wskazówki bazujące na tym, co widzę u klientów.

Drewno polecam wtedy, gdy: kochacie naturalny materiał i akceptujecie jego specyfikę, jesteście gotowi poświęcać kilka dni w roku na konserwację (lub macie budżet na firmę, która to zrobi za Was), Wasz taras nie jest mocno nasłoneczniony przez cały dzień (drewno najlepiej znosi częściowe zacienienie), zależy Wam na bezkompromisowej estetyce naturalnego materiału. Wybierajcie modrzew syberyjski lub drewno egzotyczne – sosny impregnowanej osobiście odradzam, chyba że to świadomie tymczasowe rozwiązanie.

Kompozyt polecam wtedy, gdy: macie małe dzieci lub osoby starsze (bezpieczeństwo, brak drzazg, antypoślizgowość), nie chcecie poświęcać czasu na konserwację, taras jest mocno eksponowany na trudne warunki (silne nasłonecznienie, bliskość drzew, ekspozycja na wiatr), zależy Wam na trwałym kolorze i przewidywalnym zachowaniu materiału przez lata. Wybierajcie deski lite, koekstrudowane, w jasnym kolorze, na konstrukcji aluminiowej. Nie kupujcie najtańszych komorowych desek z ciemnej palety, bo to przepis na rozczarowanie.

I jeszcze jedna rada – niezależnie od wyboru, idźcie obejrzeć realne tarasy w działaniu, najlepiej takie, które mają już kilka sezonów na karku. Salonowe ekspozycje pokazują materiał świeży, w idealnym świetle, idealnie czysty. Życie wygląda inaczej. Poproście znajomych, sąsiadów, sprawdźcie referencje firmy montażowej, pojedźcie zobaczyć ich realizacje sprzed pięciu lat. To Wam powie więcej niż jakikolwiek katalog.

Podsumowanie

Wybór między drewnem a kompozytem to wybór między naturalnym, ciepłym, ale wymagającym materiałem a syntetycznym, przewidywalnym i niemal bezobsługowym rozwiązaniem. Oba są dobre, jeśli są dobrze dobrane, dobrze zamontowane na porządnej konstrukcji i odpowiednio użytkowane. Oba są źródłem rozczarowania, jeśli ktoś oszczędził na materiale, na konstrukcji lub na wykonawcy. Pamiętajcie, że taras to inwestycja na lata – i że to nie sam materiał decyduje o jego trwałości, ale całość: legary, wentylacja, spadki, mocowania, jakość montażu. Odrobina staranności na tym etapie zaprocentuje wielokrotnie w kolejnych sezonach.

Niniejszy artykuł przedstawia praktyki, które stosuję na budowach domów jednorodzinnych. Konkretne warunki Waszej działki – rodzaj gruntu, ekspozycja słoneczna, sąsiedztwo drzew, planowane obciążenia tarasu – mogą wymagać dostosowania przedstawionych zaleceń. Przy decyzji o konkretnym produkcie warto skonsultować się z doświadczonym tarasiarzem lub wykonawcą posiadającym referencje z realizacji sprzed kilku lat, żeby zobaczyć materiał w realnych warunkach użytkowania.

Wróć do bloga

Powiązane artykuły

Wszystkie artykuły »