Drzwi wewnętrzne – jak wybrać i zamówić
Konstrukcja, materiały, wymiary otworów i cały proces zamawiania – wszystko, co musicie wiedzieć, zanim podpiszecie zamówienie

Drzwi wewnętrzne to jeden z tych elementów domu, o których myśli się na końcu, a żałuje na początku użytkowania. I nie chodzi tu o estetykę – bo ładne drzwi znajdziecie praktycznie w każdym salonie. Chodzi o to, co jest pod spodem. O konstrukcję, której nie widać. O wymiary otworów, których nikt Wam nie wytłumaczył na etapie murowania ścian. O wypełnienie, które decyduje, czy w sypialni będziecie słyszeć telewizor z salonu. I wreszcie – o sam proces zamawiania, w którym jeden błąd potrafi kosztować tygodnie opóźnień i sporo nerwów.
Drzwi wewnętrzne wydają się prostym zakupem. Wchodzicie do salonu, wybieracie kolor i wzór, podajecie wymiary, składacie zamówienie. Tyle że między tym pozornie prostym procesem a rzeczywistością kryje się kilkanaście decyzji, o których większość inwestorów dowiaduje się dopiero wtedy, gdy montażysta stoi w progu i mówi: „Panie, ale ten otwór jest za niski”. Albo gdy po roku użytkowania ościeżnica przy podłodze zaczyna puchnąć od wilgoci, bo nikt nie pomyślał o zabezpieczeniu dolnej krawędzi. Ten artykuł powstał po to, żebyście takich sytuacji uniknęli. Przejdziemy przez wszystko – od tego, co kryje się wewnątrz skrzydła drzwiowego, przez wybór między drzwiami przylgowymi a bezprzylgowymi, materiały wykończeniowe, wymiary otworów, aż po sam proces zamawiania i odbioru. Konkretnie i po kolei.
Co kryje się wewnątrz drzwi – konstrukcja, o której nikt nie mówi
Zacznijmy od fundamentalnej rzeczy, o której sprzedawcy w salonach rzadko mówią wprost – od tego, co jest w środku skrzydła drzwiowego. Bo to właśnie wypełnienie decyduje o trwałości, akustyce i zachowaniu drzwi w czasie. A opcji jest więcej, niż mogłoby się wydawać.
Zdecydowana większość drzwi wewnętrznych na polskim rynku to drzwi płytowe. Ich konstrukcja wygląda tak: rama z klejonego drewna iglastego, wewnątrz wypełnienie, a z obu stron całość obłożona płytą MDF lub HDF. Od zewnątrz drzwi wyglądają identycznie niezależnie od tego, co jest w środku. Różnicę poznacie dopiero po kilku latach użytkowania – albo po pierwszym uderzeniu dziecięcym rowerkiem.
Najtańsze wypełnienie to plaster miodu – tekturowy wkład o sześciokątnej strukturze, który usztywnia skrzydło i redukuje jego ciężar. Drzwi z plastrem miodu są lekkie i budżetowe, ale mają dwie poważne wady. Po pierwsze, praktycznie nie izolują akustycznie – dźwięki przechodzą przez nie niemal bez oporu. Po drugie, słabo znoszą wilgoć, więc w łazienkach się nie sprawdzą. Jeśli stawiacie drzwi z plastrem miodu w sypialni, przygotujcie się na to, że każdą rozmowę z salonu będziecie słyszeć jak przez ścianę z kartonu. To jest rozwiązanie dla garderoby, spiżarni, pomieszczenia gospodarczego – wszędzie tam, gdzie akustyka nie ma znaczenia.
Drugie w kolejności jest wypełnienie z płyty wiórowo-otworowej. To konstrukcja ze sprasowanych wiórów drzewnych z okrągłymi otworami biegnącymi przez całą szerokość płyty. Zapewnia znacznie lepszą izolację akustyczną, większą trwałość i stabilność. Jest też cięższe – co paradoksalnie jest zaletą, bo drzwi lepiej „siedzą” w ościeżnicy i nie trzęsą się przy zamykaniu. Jeśli zależy Wam na rozsądnym kompromisie między ceną a jakością, to jest Wasz wybór do sypialni, gabinetu i pokoi dziecięcych.
Na szczycie hierarchii stoi pełna płyta wiórowa – bez otworów, masywna i ciężka. Zapewnia najlepsze wyciszenie i najwyższą stabilność konstrukcji. Spotykacie ją przede wszystkim w drzwiach technicznych, akustycznych, przeciwpożarowych i antywłamaniowych. Ze względu na wagę wymagają specjalnych, wzmocnionych zawiasów. To rozwiązanie droższe, ale jeśli ktoś pracuje z domu i potrzebuje realnej ciszy za zamkniętymi drzwiami – warto o nim pomyśleć.
Osobna kategoria to drzwi ramiakowe, zwane też płycinowymi. Tutaj konstrukcja opiera się na ramie złożonej z ramiaków – pionowych i poziomych elementów z MDF lub litego drewna, między którymi osadzone są płyciny, panele lub szyby. W odróżnieniu od drzwi płytowych, w drzwiach ramiakowych nie wybieracie wypełnienia – cała konstrukcja jest jak puzzle, gdzie poszczególne elementy tworzą gotową całość. Drzwi ramiakowe mają tradycyjny, klasyczny wygląd z widocznymi łączeniami i standardowo montowane są na 3 zawiasach. To rozwiązanie dla tych, którzy chcą wnętrza o charakterze – prowansalskiego, angielskiego albo po prostu ciepłego i domowego.
Fornir czy laminat – jak wybrać wykończenie
Skoro wiecie już, co jest w środku, pora porozmawiać o tym, co widzicie z zewnątrz. Wykończenie powierzchni drzwi to nie tylko kwestia estetyki – to decyzja, która wpływa na trwałość, łatwość utrzymania i zachowanie drzwi w czasie.
Fornir, czyli cienka warstwa naturalnego drewna o grubości od 0,6 do 3 mm, nakładana na płytę MDF lub HDF, to wybór dla miłośników natury we wnętrzu. Każde skrzydło fornirowane jest niepowtarzalne – naturalne usłojenie, drobne sęki, subtelne różnice kolorystyczne sprawiają, że dwoje identycznych drzwi w jednym domu będzie się delikatnie od siebie różnić. Fornir jest ciepły w dotyku i mniej podatny na zarysowania niż laminat. Można go regenerować – przeszlifować i ponownie polakierować, co przy laminacie jest niemożliwe. Ma jednak swoje wymagania. Nie używajcie do czyszczenia alkoholu ani preparatów do mebli – wystarczy wilgotna ściereczka. Fornir dobrze sprawdza się we wnętrzach klasycznych, skandynawskich i wszędzie tam, gdzie chcecie podkreślić naturalny charakter domu.
Na drugim biegunie jest laminat, a dokładniej okleina syntetyczna. Na rynku spotykacie dwa rodzaje: CPL (Continuous Pressure Laminate) – to 3–4 warstwy papieru sprasowane pod wysokim ciśnieniem i pokryte żywicą melaminową, oraz HPL (High Pressure Laminate) – kilka do kilkunastu warstw, jeszcze wyższa odporność, spotykany głównie w obiektach użyteczności publicznej, ale coraz częściej także w domach. Laminat jest odporny na UV, wilgoć i ścieranie, łatwy w czyszczeniu, a paleta kolorów i wzorów jest praktycznie nieograniczona – od imitacji drewna, przez beton, po metal i marmur. Jest tańszy od forniru i nie wymaga szczególnej pielęgnacji. Wadą jest to, że uszkodzenia są trudniejsze do naprawy – rysa na gładkiej powierzchni laminatu jest bardziej widoczna niż na fornirze, a przeszlifować się nie da. Laminat to wybór racjonalny, zwłaszcza jeśli macie dzieci, psa i styl życia, w którym drzwi dostają po nosie częściej, niż byście chcieli.
Warto wiedzieć, że niezależnie od wykończenia, bazą drzwi płytowych jest zawsze płyta MDF lub HDF. MDF (Medium Density Fibreboard) to płyta o średniej gęstości – łatwiejsza w obróbce, popularna i powszechna. HDF (High Density Fibreboard) to jej twardsza siostra – wyższa gęstość oznacza większą wytrzymałość. Obie mają jedną wspólną słabość: są podatne na pęcznienie pod wpływem wody. To ważne zwłaszcza w kontekście ościeżnic – ale o tym za chwilę.
Przylgowe czy bezprzylgowe – decyzja, która wpływa na wymiary otworów
To jest jedno z najważniejszych rozwidleń, na które trafiacie przy wyborze drzwi wewnętrznych. I co istotne – to decyzja, która powinna zapaść znacznie wcześniej niż myślicie, bo bezpośrednio wpływa na wymiary otworów drzwiowych w ścianach. A otwory murujecie na etapie stanu surowego, czyli dobre kilka miesięcy przed wizytą w salonie drzwi.
Drzwi przylgowe to rozwiązanie tradycyjne. Charakteryzują się wcięciem, tak zwaną przylgą, które zachodzi na ościeżnicę. Po zamknięciu widać zawiasy, a sam styl drzwi jest klasyczny – z wyraźnym podziałem między skrzydłem a ramą. Montaż jest prostszy, regulacja zawiasów łatwiejsza, a cena niższa. Izolacja akustyczna na poziomie około 37 dB. Sprawdzają się we wnętrzach klasycznych, rustykalnych, skandynawskich i wszędzie tam, gdzie tradycyjna forma pasuje do charakteru domu. Wymagany otwór drzwiowy ma wysokość 205–208 cm.
Drzwi bezprzylgowe to nowoczesna alternatywa. Brak przylgi sprawia, że po zamknięciu skrzydło tworzy jedną płaszczyznę z ościeżnicą – efekt jest minimalistyczny i elegancki. Zawiasy są ukryte, niewidoczne po zamknięciu drzwi. Optycznie powiększają przestrzeń i są łatwiejsze w utrzymaniu czystości, bo nie mają załamań i zakamarków zbierających kurz. Mają jednak swoje ograniczenia: montaż wymaga większej precyzji i doświadczenia, a ukryte zawiasy są znacznie droższe od standardowych. Kąt otwarcia w przypadku zawiasów obrotowych jest ograniczony do 90 stopni. Izolacja akustyczna to około 36 dB – minimalnie gorsza niż w przylgowych. I najważniejsze – wymagają otworu drzwiowego o wysokości 212 cm.
Widzicie różnicę? Między 208 a 212 cm to „tylko” 4 centymetry. Ale te 4 centymetry musicie mieć zaplanowane na etapie murowania ścian. Jeśli zamurujecie otwory na standardowe 205–206 cm (tak zwane wymiary „marketowe”), a potem zakochacie się w bezprzylgowych drzwiach ukrytych – czeka Was wykuwanie nadproży. A wykuwanie nadproży w gotowej ścianie to ryzyko pęknięć, uszkodzeń sufitów i sporo niepotrzebnej pracy.
Dlatego powtarzam to przy każdej okazji: lepiej zrobić otwór za duży niż za mały. Zmniejszyć otwór o 2–3 centymetry paskami płyty gipsowo-kartonowej to kwestia godziny i kilku złotych materiału. Powiększyć gotowy otwór w gotowej ścianie – to zupełnie inna historia.
Wymiary otworów drzwiowych – zaplanujcie to wcześniej
Skoro jesteśmy przy wymiarach, uporządkujmy temat raz a dobrze, bo to źródło ogromnej liczby problemów na polskich budowach. Zacznijmy od szerokości. Dla standardowych drzwi o szerokości 80 cm potrzebujecie otworu o szerokości 90–92 cm. Szerokość jest łatwiejsza do dostosowania – dostawienie pasków GK z jednej lub obu stron to banalnie prosta czynność.
Większy problem to wysokość. Na rynku funkcjonuje kilka standardów i to właśnie tutaj najczęściej dochodzi do pomyłek. Drzwi „marketowe” – te z popularnych sklepów typu Leroy Merlin czy Castorama – wymagają otworu o wysokości 205–206 cm. Drzwi niemarketowe, czyli od wyspecjalizowanych producentów, najczęściej potrzebują 208 cm. Drzwi bezprzylgowe rewersyjne – 212 cm. Najpopularniejszy standard, który sprawdza się w większości sytuacji, to 208 cm. Daje pole manewru: zmieścicie w nim zarówno drzwi marketowe (zmniejszając otwór od góry), jak i większość modeli z salonów.
Ale jeśli rozważacie drzwi bezprzylgowe, a zwłaszcza drzwi ukryte lub rewersyjne – planujcie 212 cm od poziomu zero. Powtarzam: od poziomu zero, nie od surowej wylewki. Poziom zero to poziom gotowej podłogi – paneli, płytek, deski. Różnica między surową wylewką a gotową podłogą to kilka centymetrów, które mogą zmienić wszystko.
Moja rada? Jeśli jeszcze nie wiecie, jakie drzwi wybierzecie – a na etapie murowania ścian większość ludzi tego nie wie – róbcie otwory na 210–212 cm. Zabezpieczacie się na przyszłość. Zmniejszenie otworu to pestka. Powiększanie to dramat.
Drzwi a rekuperacja – detal, o którym zapomina większość ludzi
Jeśli w Waszym domu jest rekuperacja, musicie wiedzieć o jednej rzeczy, o której zapomina zaskakująco wielu inwestorów, a nawet projektantów. Rekuperacja potrzebuje przepływu powietrza między pomieszczeniami. Zamknięte drzwi – szczelne, dobrze osadzone w ościeżnicy – ten przepływ blokują. I cały system mechanicznej wentylacji z odzyskiem ciepła zaczyna działać znacznie gorzej.
Rozwiązanie jest proste i eleganckie: drzwi z tak zwanym skrótem wentylacyjnym. Skrzydło jest skrócone o 2–3 cm od dołu, tworząc szczelinę między dolną krawędzią drzwi a podłogą. Szczelina jest praktycznie niewidoczna – nie wygląda jak wada czy błąd montażowy, po prostu drzwi nie dochodzą do samej podłogi. A powietrze może swobodnie cyrkulować nawet przy zamkniętych drzwiach. Gdy składacie zamówienie na drzwi, powiedzcie sprzedawcy, że macie rekuperację. Każdy renomowany producent ma w ofercie skrzydła z obniżoną dolną krawędzią. Jeśli sprzedawca nie wie, o co Wam chodzi – to sygnał, że warto poszukać innego salonu.
Drzwi przesuwne i drzwi ukryte – kiedy rozważyć alternatywę
Nie w każdym miejscu domu standardowe drzwi rozwierane są najlepszym rozwiązaniem. Czasem brakuje miejsca na łuk otwarcia skrzydła. Czasem chcecie efektu wizualnego, który standardowe drzwi nie zapewnią. W takich sytuacjach warto rozważyć drzwi przesuwne chowane w ścianie albo drzwi ukryte.
Drzwi przesuwne chowane w ścianie wymagają specjalnej kasety montowanej w suchej zabudowie lub w murze. Kluczowa informacja: kasetę montujecie razem ze ścianą działową, a skrzydło drzwiowe wkładacie dopiero później, na etapie wykańczania. To oznacza, że decyzja o drzwiach przesuwnych musi zapaść przed postawieniem ścian działowych. Jeśli ściany już stoją i są otynkowane – na drzwi przesuwne w ścianie jest po prostu za późno.
Drzwi ukryte to z kolei rozwiązanie, w którym ościeżnica jest obrabiana gipsem i staje się „niewidoczna” – wtapia się w ścianę. Skrzydło można wykończyć tym samym materiałem co ścianę: gładzią i farbą, tapetą, fornirem, a nawet betonem architektonicznym. Efekt jest spektakularny – drzwi praktycznie znikają. Ale jest haczyk: drzwi ukryte montuje się inaczej niż standardowe. Nie montuje ich sklep – robi to ekipa wykończeniowa, która jednocześnie obrabia ościeżnicę gipsem. To wymaga koordynacji i doświadczenia. Można też zastosować ukrytą klamkę, co potęguje efekt „niewidzialnych” drzwi.
O obu tych rozwiązaniach piszę osobne, szczegółowe artykuły. Tutaj chcę, żebyście wiedzieli, że takie opcje istnieją i że wymagają planowania z dużym wyprzedzeniem.
Jak wygląda proces zamawiania drzwi – krok po kroku
Dobrze, wiecie już, czym różnią się drzwi od środka i od zewnątrz. Teraz porozmawiajmy o samym procesie zakupu, bo tutaj drobne decyzje mają duże konsekwencje.
Zacznijcie od wizyty w 2–3 salonach drzwi. Nie w jednym – w kilku. Porównajcie nie tylko ceny, ale przede wszystkim podejście sprzedawców, dostępność montażu i warunki gwarancji. Zanim pojedziecie do salonu, przejrzyjcie katalogi online – większość producentów ma na stronach pełne katalogi z opisami technicznymi. Wybierzcie kilka modeli, które Wam odpowiadają, i dopiero wtedy jedźcie je zobaczyć na żywo. Dotknijcie skrzydła, sprawdźcie jego wagę, otwórzcie i zamknijcie kilka razy – ta fizyczna interakcja powie Wam o jakości więcej niż najładniejszy katalog.
Gdy zdecydujecie się na konkretny salon, następny krok to pomiar. I tutaj absolutnie kluczowa zasada: pomiaru nie robi inwestor. Pomiaru dokonuje montażysta delegowany przez sklep. To on bierze na siebie odpowiedzialność za wymiary. Jeśli pomierzycie sami i zamówicie drzwi na podstawie własnych pomiarów – w razie problemów nie będziecie mieli do kogo reklamować. Montażysta mierzy, spisuje wymiary, uwzględnia grubość ściany, rodzaj podłogi, ewentualne nierówności ościeży i przygotowuje protokół pomiarowy.
Ten protokół to Wasz dokument ochronny. Po pomiarze montażysta może sporządzić listę poprawek – na przykład, że otwór trzeba zmniejszyć z jednej strony albo wyrównać nierówności ościeża. Albo potwierdzi, że wszystko jest OK i można składać zamówienie. Protokół podpisujecie obie strony.
I jeszcze jedna ważna rzecz, którą chcę Wam przekazać z własnego doświadczenia: rozmawiajcie z montażystą, nie tylko ze sprzedawcą. Sprzedawca zna ofertę, ceny i terminy. Montażysta zna rzeczywistość. On montuje drzwi codziennie i jeździ na reklamacje. Wie, które modele się sprawdzają, a które sprawiają problemy. Wie, jakie ościeżnice puchną po roku, a jakie trzymają się bez zarzutu. Sprzedawca powie Wam, co jest ładne. Montażysta powie Wam, co jest dobre.
Kolejność montażu – kiedy przychodzi pora na drzwi
Drzwi wewnętrzne montuje się pod koniec wykańczania – ale „pod koniec” nie oznacza „na samym końcu”. Standardowa kolejność wygląda tak: najpierw kładzicie panele podłogowe (lub inną podłogę), potem montujecie drzwi wewnętrzne, a na końcu listwy przypodłogowe. Listwy maskują styk podłogi z ościeżnicą, więc muszą iść po drzwiach.
Jest jeden wyjątek od tej reguły: drzwi bezprogowe, czyli takie, pod którymi nie ma progu i podłoga przechodzi płynnie z jednego pomieszczenia do drugiego. W takiej konfiguracji kolejność może być odwrócona – ale to temat na szczegółową rozmowę z montażystą przy konkretnym rozwiązaniu.
Pamiętajcie też o praktycznym aspekcie: jeśli macie duże meble do wniesienia na piętro – kanapę, materac king size, szafę w częściach – zróbcie to przed montażem drzwi. Szczególnie jeśli klatka schodowa jest wąska. Wnoszenie wielkich mebli obok świeżo zamontowanych drzwi i ościeżnic to przepis na zarysowania i otarcia, które będą Was denerwować przez następne 20 lat.
Drzwi z garażu do domu – osobna kategoria
Jeśli Wasz garaż jest w bryle budynku i łączy się bezpośrednio z częścią mieszkalną, drzwi na tym przejściu muszą być czymś więcej niż standardowe drzwi wewnętrzne – powinny to być drzwi antywłamaniowe, szczelniejsze niż typowe modele pokojowe. Dlaczego? Po pierwsze, garaż to potencjalne miejsce włamania – ktoś, kto dostanie się do garażu (na przykład przez bramę), nie powinien mieć łatwego wejścia do domu. Po drugie, szczelność. Garaż to miejsce, w którym parkuje samochód, przechowujecie chemię, narzędzia, a w powietrzu unoszą się zapachy, które nie powinny przedostawać się do części mieszkalnej. Szczelne drzwi antywłamaniowe stanowią barierę zarówno przed intruzem, jak i przed zapachami. O wymaganiach dla drzwi garażowych piszę więcej w osobnym artykule – tutaj chcę, żebyście po prostu wiedzieli, że to nie jest miejsce na standardowe drzwi wewnętrzne z plastrem miodu.
Odbiór drzwi – co sprawdzić, zanim podpiszecie protokół
Montaż za Wami, montażysta podaje Wam protokół odbioru. Zanim go podpiszecie, sprawdźcie kilka rzeczy. Poważnie. Po podpisaniu protokołu udowodnienie, że uszkodzenie powstało w trakcie montażu, a nie po nim, jest praktycznie niemożliwe.
Zacznijcie od przeglądu wizualnego każdego skrzydła i każdej ościeżnicy pod kątem uszkodzeń mechanicznych – zarysowań, wgnieceń, odprysków. Obejrzyjcie drzwi w dobrym świetle, najlepiej dziennym, pod różnymi kątami. Następnie zamknijcie drzwi i sprawdźcie, czy skrzydło równomiernie dociska się do uszczelki na całym obwodzie – jeśli w jednym miejscu dociska mocniej, a w innym nie dotyka uszczelki, skrzydło może być wygięte. Przyjrzyjcie się szczelinie między skrzydłem a ościeżnicą – powinna być równa na całej długości, po obu stronach i od góry. Nierówna szczelina oznacza problem z montażem lub z geometrią skrzydła.
Sprawdźcie, czy pianka montażowa nie wypchnęła ościeżnicy – to się zdarza częściej, niż myślicie, i powoduje problemy z zamykaniem. Otwórzcie i zamknijcie drzwi kilkukrotnie – ruch powinien być płynny, bez zacięć, szurania i oporów. Przyłóżcie poziomnicę do ościeżnicy – powinna być idealnie w pionie. Na koniec zmierzcie przekątne ościeżnicy – powinny być równe, co potwierdza, że kąty są proste i cała konstrukcja jest geometrycznie poprawna.
Wiem, że to brzmi jak dużo roboty. Ale ten przegląd zajmuje 15–20 minut na jedne drzwi. A może Wam zaoszczędzić tygodni czekania na reklamację i wymiany, gdybyście coś przegapili.
Problemy, które pojawiają się po montażu
Chcę być z Wami szczery: drzwi wewnętrzne to jeden z najbardziej problematycznych elementów wykończenia domu. Bardziej niż podłogi, bardziej niż farby na ścianach. Dlaczego? Bo drzwi są używane wiele razy dziennie. Otwieracie je, zamykacie, trzaskacie – czasem delikatnie, czasem nie. Dzieci wieszają się na klamkach. Pies odpycha drzwi łapą. A drzwi muszą to wszystko wytrzymać przez lata.
Najczęstszy problem to osiadanie w czasie. Im słabsza jakość wykonania i zawiasów, tym szybciej drzwi zaczynają „schodzić” – dolna krawędź skrzydła opada i zaczyna szurać o podłogę lub próg. W drzwiach przylgowych regulacja jest stosunkowo prosta – standardowe zawiasy mają śruby regulacyjne. W bezprzylgowych z ukrytymi zawiasami regulacja jest trudniejsza i wymaga większej wprawy.
Drugi klasyczny problem to puchnięcie ościeżnic przy podłodze. Mechanizm jest prosty: myjecie podłogę mokrym mopem, woda zbiera się przy dolnej krawędzi ościeżnicy, a płyta MDF chłonie wilgoć jak gąbka. Po kilku miesiącach ościeżnica zaczyna pęcznieć, pęka okleina, a całość wygląda fatalnie. Rozwiązanie jest proste, ale trzeba o nim wiedzieć zawczasu: poproście montażystę, żeby od spodu ościeżnicy nałożył wodoodporny klej, a styk ościeżnicy z podłogą uszczelnił silikonem. To 5 minut dodatkowej pracy, która chroni przed problemem, który inaczej pojawi się pewnie i nieuchronnie. Jeśli drzwi mają stać w łazience – rozważcie ościeżnicę z „zielonym MDF”, czyli płytą o podwyższonej odporności na wilgoć. Jest droższa, ale w łazience absolutnie się opłaca.
Gwarancja i rękojmia – Wasze prawa po montażu
Na koniec temat, o którym wielu inwestorów nie myśli w momencie zakupu, a który staje się kluczowy, gdy coś zaczyna nie działać. Każde drzwi kupione z montażem objęte są 24-miesięczną rękojmią liczoną od dnia montażu. Rękojmia to Wasze ustawowe prawo – niezależne od tego, co pisze producent w karcie gwarancyjnej.
Przez pierwsze 2 lata zdecydowanie reklamujcie z tytułu rękojmi, nie gwarancji. Rękojmia lepiej chroni Wasze prawa – domniemywa się, że wada istniała w momencie wydania towaru, więc to sprzedawca musi udowodnić, że jest inaczej, a nie Wy. Gwarancja natomiast jest dobrowolnym zobowiązaniem producenta i może zawierać ograniczenia, wyłączenia i procedury, które działają na Waszą niekorzyść. Po upływie 2 lat rękojmi zostaje Wam gwarancja – o ile producent udzielił jej na dłuższy okres.
Większość renomowanych salonów drzwiowych oferuje też bezpłatną wizytę montażysty do regulacji w ciągu pierwszych 12 miesięcy od montażu. Korzystajcie z tego. Drzwi po kilku miesiącach użytkowania naturalnie się osiadają i regulacja zawiasów jest normalną czynnością, nie wadą. Umówcie się na taką wizytę po 6–9 miesiącach od montażu – montażysta podreguluje zawiasy, sprawdzi docisk do uszczelki i ewentualnie poprawi drobne rzeczy, które z czasem się zmieniły.
Podsumowanie
Wybór drzwi wewnętrznych to nie jest decyzja, którą podejmujecie w salonie w ciągu godziny. To proces, który zaczyna się na etapie murowania ścian – kiedy decydujecie o wymiarach otworów – a kończy się kilka miesięcy po montażu, kiedy korzystacie z bezpłatnej regulacji. Między tymi dwoma momentami podejmujecie decyzję o typie drzwi, konstrukcji, wypełnieniu, wykończeniu, a potem przechodzicie przez pomiar, zamówienie i odbiór. Każdy z tych kroków ma znaczenie.
Zapamiętajcie kilka kluczowych zasad. Otwory drzwiowe róbcie raczej za duże niż za małe – zmniejszenie to pestka, powiększenie to kłopot. Wypełnienie dobierajcie do funkcji pomieszczenia – plaster miodu do garderoby, płyta wiórowo-otworowa do sypialni. Pomiar niech robi montażysta, nie Wy. Rozmawiajcie z montażystą, nie tylko ze sprzedawcą. A przy odbiorze – sprawdźcie wszystko, zanim podpiszecie protokół. Drzwi wewnętrzne to element, którego dotykacie kilkadziesiąt razy dziennie przez następne kilkadziesiąt lat. Warto poświęcić im trochę więcej uwagi niż „ten biały model z wystawy”.
Dołącz do newslettera
WOJCIECH TRACICHLEB
Wojciech Tracichleb – przedsiębiorca budowlany z pasją do przekazywania wiedzy. Od 2013 roku specjalizuje się wyłącznie w domach jednorodzinnych, uczestnicząc w powstawaniu kilkuset takich budynków. Jako właściciel firmy budowlanej zajmującej się generalnym wykonawstwem, współwłaściciel biura architektury wnętrz oraz ekspert od instalacji i produkcji mebli na wymiar, poznał proces budowlany z każdej możliwej perspektywy.