Basen w ogrodzie – rodzaje i koszty
Od dmuchanego brodzika po wkopany zbiornik – co naprawdę warto wiedzieć, zanim wlejecie pierwszą wodę

Basen w ogrodzie to jedno z tych marzeń, które pojawiają się gdzieś między wyborem dachówki a planowaniem podjazdu. Najpierw jest wizja – gorący lipcowy dzień, zimna woda, dzieci pluskające się do zachodu słońca. Potem przychodzi rzeczywistość – a wraz z nią pytania, na które trzeba znaleźć konkretne odpowiedzi, zanim wydacie choćby złotówkę. Bo basen to nie jest impulsowy zakup. To decyzja, która wpływa na Wasz budżet, na zagospodarowanie działki, na codzienną rutynę przez cały sezon, a w niektórych przypadkach – przez cały rok.
Piszę o tym z perspektywy człowieka, który przeszedł tę drogę i popełnił parę błędów, o których wolałbym wiedzieć wcześniej. Pierwszy sezon z basenem bez ogrzewania wody? Dwa kąpiele przez całe lato. Lokalizacja na pełnym słońcu? Świetna dla temperatury wody, znacznie gorsza dla skóry dzieci po całym dniu zabawy. Każda z tych lekcji kosztowała mnie czas, nerwy albo pieniądze – i właśnie dlatego chcę Wam je oszczędzić.
W tym artykule przejdziemy przez wszystko, co powinniście wiedzieć przed podjęciem decyzji: od rodzajów basenów dostępnych na rynku, przez realne koszty zakupu i utrzymania, po ogrzewanie wody, filtrację, chemię basenową i formalności prawne. Bez ściemy, bez reklamowych obietnic – tylko konkrety.
Rodzaje basenów ogrodowych – od najprostszych do tych na pokolenia
Rynek basenów ogrodowych rozrósł się do rozmiarów, które potrafią przytłoczyć. Żebyście mogli podjąć świadomą decyzję, podzielę je na kategorie – od najtańszych i najprostszych, po rozwiązania wymagające poważnej inwestycji i planowania już na etapie budowy domu.
Baseny dmuchane
To najprostsza i najtańsza kategoria – baseny nadmuchiwane, które kupujecie za kilkaset złotych w markecie budowlanym czy hipermarkecie. Nadmuchujecie górny pierścień, napełniacie wodą i gotowe. Dla małych dzieci to fantastyczna zabawa, a bariera wejścia jest zerowa. Problem pojawia się, gdy chcecie z takiego basenu korzystać regularnie i dłużej niż tydzień. Woda w dmuchanym basenie zielenieje błyskawicznie, bo nie ma sensownej filtracji. Materiał jest cienki – jeden nieostrożny ruch i basen do wyrzucenia. Traktujcie tę kategorię jako wakacyjną zabawkę, nie jako rozwiązanie na lata.
Baseny rozporowe
Krok wyżej – baseny z nadmuchiwanym kołnierzem, których ściany utrzymuje ciśnienie wody. Napełniacie basen, a woda sama nadaje mu kształt i sztywność. Stąd ich typowo okrągły lub owalny kształt – konstrukcja nie pozwala na ostre kąty. Baseny rozporowe są nieco trwałsze od dmuchanych, szybkie w montażu i demontażu, a dmuchany kołnierz na górze działa jak miękkie zabezpieczenie. To ekonomiczne rozwiązanie na sezon letni, ale wciąż daleko mu do czegoś, co nazwiecie „basenem na poważnie".
Baseny stelażowe
To wejście do wyższej kategorii. Basen stelażowy ma ściany z wielowarstwowej, wytrzymałej folii PVC, usztywnionej metalowym stelażem – rurkami tworzącymi zewnętrzny szkielet. Większe modele sprzedawane są od razu z pompą filtracyjną, co jest ogromnym plusem. Stelażowy basen jest stabilniejszy, wytrzymalszy, a przede wszystkim – dostępny w różnych kształtach i rozmiarach. Znajdziecie modele prostokątne, kwadratowe, okrągłe i owalne, o pojemnościach od kilku do kilkudziesięciu metrów sześciennych. Dobrze utrzymany basen stelażowy może Wam służyć przez wiele sezonów. Co ważne – można go zostawić na zimę, odpowiednio go do tego przygotowawszy (o czym napiszę dalej). To prawdopodobnie najpopularniejsza kategoria wśród polskich właścicieli domów jednorodzinnych – i nie bez powodu.
Baseny drewniane
Estetyczna alternatywa dla metalowego stelażu. Baseny drewniane mają konstrukcję ze świerkowego drewna suszonego komorowo, co zapewnia im trwałość i odporność na warunki atmosferyczne. Wyglądają zdecydowanie lepiej niż stalowy stelaż obciągnięty folią – harmonijnie wpisują się w ogród, szczególnie jeśli otoczenie domu jest utrzymane w naturalnym stylu. Są droższe od stelażowych, ale za tę różnicę w cenie dostajecie coś, na co przyjemnie patrzeć nie tylko z perspektywy leżaka, ale i z okna salonu. Baseny drewniane nadają się do użytku całorocznego przy odpowiednim wyposażeniu.
Baseny wkopywane – stałe
To zupełnie inna kategoria inwestycji. Basen wkopywany – czy to z gotowej niecki poliestrowej lub polipropylenowej, czy budowany od podstaw z betonu – to element trwale związany z Waszą działką. Wymaga przygotowania wykopu, podłączenia instalacji hydraulicznej, systemu filtracji, często też ogrzewania. Profesjonalne firmy potrafią zamontować gotową nieckę w ciągu kilku dni, ale cały proces od projektu do pierwszej kąpieli trwa oczywiście dłużej. Zaletą jest komfort użytkowania nieporównywalny z żadnym basenem naziemnym – stabilna głębokość, trwałe brzegi, możliwość zaprojektowania schodków wejściowych, oświetlenia, dysz masujących. Basen wkopywany podnosi też wartość nieruchomości, co warto mieć na uwadze, nawet jeśli nie planujecie sprzedaży domu.
Jeśli budujecie dom i wiecie, że basen jest w Waszych planach – najrozsądniejszym podejściem jest uwzględnienie go już na etapie projektu zagospodarowania działki. Zyskujecie wtedy możliwość jednoczesnego wykonania prac ziemnych (koparka i tak jest na budowie), zaplanowania przyłączy i uniknięcia późniejszego rozgrzebywania gotowego już ogrodu. Piszę o tym w mojej książce i powtórzę to tutaj – zaplanujcie chociaż lokalizację basenu i utwardzenie terenu pod niego kostką brukową, gdy i tak robicie chodniki i podjazd. Nawet jeśli sam basen postawicie za rok czy dwa.
Kształt basenu – nie tylko kwestia gustu
Wybór kształtu to nie tylko estetyka. Prostokątny basen lepiej organizuje przestrzeń – łatwiej ustawić przy nim leżaki, podzielić na strefy (płytszą dla dzieci i głębszą do pływania), a także umieścić go wzdłuż granicy działki. Jeśli zależy Wam na regularnym pływaniu, prostokąt jest jedynym sensownym wyborem – trudno pływać kraulem w kółko.
Okrągłe baseny sprawdzają się na mniejszych działkach i w sytuacjach, gdy basen ma służyć głównie do rekreacji – schłodzenia się, zabawy z dziećmi. Brak ostrych krawędzi to plus z perspektywy bezpieczeństwa najmłodszych. Z kolei baseny owalne stanowią kompromis – dają więcej miejsca do pływania niż okrągłe, a jednocześnie nie wymagają tak precyzyjnego przygotowania podłoża jak prostokątne.
Pamiętajcie o głębokości. Jeśli basen ma służyć głównie dzieciom – płytsza niecka jest bezpieczniejsza i szybciej się nagrzewa. Jeśli chcecie naprawdę pływać – minimum to 1,5 metra głębokości. W basenach wkopywanych można zaprojektować zmienną głębokość, co daje Wam i bezpieczeństwo dla dzieci, i komfort pływania.
Gdzie postawić basen – lokalizacja, która robi różnicę
To jedna z tych decyzji, które wydają się proste, a potrafią zaważyć na tym, czy z basenu będziecie korzystać z przyjemnością, czy z frustracją. Instynkt podpowiada: pełne słońce, żeby woda się nagrzewała. I technicznie to prawda – basen na nasłonecznionej stronie działki nagrzewa się szybciej naturalnie, bez dodatkowych kosztów energii.
Ale jest praktyczny problem, którego nie mówi się w materiałach promocyjnych. Kiedy basen stoi na pełnym słońcu, a Wasze dzieci spędzają w nim cały dzień – ryzyko poparzeń słonecznych jest realne. Kremy z filtrem SPF robią wodę tłustą i nieprzyjemną w dotyku, a jednocześnie zanieczyszczają ją, obciążając system filtracji. Po pierwszym sezonie na pełnym słońcu zmieniłem podejście – zdecydowałem się na lokalizację po północnej stronie budynku, gdzie dom rzuca cień na basen przez sporą część dnia. Różnica w komforcie była kolosalna. Alternatywą jest parasol ogrodowy lub żagiel przeciwsłoneczny, ale stały cień od budynku działa bez żadnej obsługi z Waszej strony.
Kilka dodatkowych wskazówek dotyczących lokalizacji. Zostawcie minimum metr odstępu od ścian domu – potrzebujecie swobodnego dostępu do basenu i miejsca na infrastrukturę techniczną. Od granicy działki warto zachować przynajmniej 3 metry – przepisy tego nie wymagają wprost, ale zdrowy rozsądek i dobre relacje z sąsiadami tak. Unikajcie ustawiania basenu pod drzewami – liście, pyłki i owady to Wasi naturalni wrogowie w walce o czystą wodę. I sprawdźcie poziom wód gruntowych na działce – w przypadku basenów wkopywanych wysoki poziom wód może doprowadzić do wypchnięcia niecki z gruntu.
Ogrzewanie wody – element, który decyduje o tym, czy basen będzie używany
To jest kluczowa kwestia – ważniejsza od wyboru kształtu, koloru folii czy marki pompy. Bez ogrzewania wody w polskim klimacie basen jest używalny przez może 4–6 tygodni w roku, i to wyłącznie podczas fal upałów. Przez resztę sezonu woda po prostu nie osiąga temperatury, w której kąpiel jest przyjemna. Mówię to z doświadczenia – pierwszy sezon bez ogrzewania to były może 2 kąpiele. Potem postawiłem sprawę jasno: albo montuję ogrzewanie, albo nie rozkładam basenu w ogóle.
Zainstalowałem wymiennik ciepła podłączony do kotła gazowego i różnica była kolosalna. Sezon kąpielowy rozciągnął się od połowy maja do końca września. Wymiennik ciepła działa w prosty sposób – gorąca woda z pieca centralnego ogrzewania przepływa przez wężownicę, oddając ciepło wodzie basenowej. Sterownik z czujnikiem temperatury automatycznie przerywa obieg, gdy woda osiągnie ustawioną temperaturę. Warunek jest jeden – basen powinien znajdować się w rozsądnej odległości od budynku, żeby podłączenie do instalacji grzewczej było wykonalne.
Wymiennik ciepła to jednak nie jedyna opcja. Na rynku macie do wyboru kilka rozwiązań, z których każde ma swoje mocne i słabe strony.
Wymiennik ciepła to najtańsze rozwiązanie pod względem zakupu urządzenia. Koszty eksploatacji są niskie, bo korzystacie z istniejącej instalacji grzewczej. Wadą jest stosunkowo wolne podgrzewanie wody przy pierwszym napełnianiu i konieczność posiadania pieca CO lub pompy ciepła w domu.
Pompa ciepła basenowa to rozwiązanie droższe na starcie, ale bardzo efektywne w eksploatacji. Pobiera energię cieplną z powietrza i przekazuje ją do wody – zużywa przy tym 4–5 razy mniej prądu niż podgrzewacz elektryczny. Działa niezależnie od tego, czy macie piec CO, i niezależnie od pogody – choć oczywiście jej wydajność spada przy niższych temperaturach otoczenia. Pierwsze podgrzanie wody pompą ciepła zajmuje zwykle 3–5 dni. Moc dobiera się w zależności od wielkości basenu – szacunkowo przyjmuje się 0,25–0,35 kW na metr kwadratowy lustra wody.
Kolektory słoneczne to rozwiązanie ekologiczne i tanie w eksploatacji – po zainstalowaniu energia jest praktycznie darmowa. Woda z basenu jest tłoczona przez kolektory, gdzie nagrzewa się od słońca, i wraca do niecki. W słoneczne dni potrafią podnieść temperaturę wody nawet o 10 stopni. Problem w tym, że ich wydajność zależy od pogody – w pochmurne dni niewiele pomogą. Powierzchnię kolektorów sezonowych dobiera się przyjmując 0,5–1,0 m² na każdy metr kwadratowy lustra wody (dla basenu bez przykrycia).
Podgrzewacze elektryczne – proste, tanie w zakupie, szybko podgrzewają wodę, ale kosztowne w eksploatacji. To dobre rozwiązanie awaryjne lub do małych basenów, natomiast przy regularnym użytkowaniu większego zbiornika rachunki za prąd mogą Was nieprzyjemnie zaskoczyć.
Niezależnie od wybranej metody – zadbajcie o przykrycie basenu, gdy z niego nie korzystacie. Folia solarna, roleta basenowa czy zadaszenie z poliwęglanu – każde z tych rozwiązań drastycznie ogranicza straty ciepła przez taflę wody. Bez przykrycia większość energii, którą włożyliście w podgrzanie wody, ucieka w ciągu kilku godzin. To trochę jak ogrzewanie domu z otwartymi oknami.
Filtracja i chemia basenowa – praca, której nie unikniecie
Basen wymaga regularnej obsługi i nie ma od tego ucieczki. Jeśli ktoś Wam mówi, że basen ogrodowy utrzymuje się sam – kłamie albo nigdy go nie miał. Chemia basenowa, filtracja, czyszczenie dna i ścian, kontrola parametrów wody – to Wasza nowa cotygodniowa rutyna od maja do września. Pytanie nie brzmi „czy", tylko „ile czasu i pieniędzy" jesteście gotowi na to poświęcić.
Zacznijmy od filtracji, bo to fundament czystej wody. Na rynku znajdziecie trzy główne typy pomp filtracyjnych. Pompy z filtrem kartuszowym (papierowym) – najtańsze, odpowiednie wyłącznie dla małych basenów dmuchanych. Do większego zbiornika się nie nadają, bo po prostu nie dają rady z ilością zanieczyszczeń. Pompy piaskowe – zdecydowanie najlepsza opcja. W środku znajduje się piasek kwarcowy o odpowiedniej gradacji (0,4–0,85 mm), który skutecznie wyłapuje zanieczyszczenia. Piasek spokojnie wystarcza na cały sezon, a sam filtr wymaga jedynie okresowego płukania wstecznego (tzw. backwash). Pompa piaskowa okazała się jednym z najlepszych wydatków, jakie poniosłem. Trzecia opcja to media filtracyjne typu fibalon, które są nowszym rozwiązaniem – lżejsze od piasku i podobno skuteczniejsze, choć droższe.
Drugim niezbędnym elementem jest skimmer – urządzenie zbierające zanieczyszczenia z powierzchni wody. Liście, owady, pyłki kwiatowe, tłuszcz z kremów – to wszystko zbiera się na tafli i jeśli nie usuniecie tego z powierzchni, opadnie na dno, gdzie usunięcie jest znacznie trudniejsze. Skimmer pracuje cicho i automatycznie – wystarczy go podłączyć do obiegu filtracji.
Czas filtracji zależy od temperatury wody. Praktyczna zasada jest prosta: temperatura wody podzielona przez 2, plus 1 godzina – tyle godzin dziennie powinna pracować pompa. Przy 26 stopniach to 14 godzin na dobę. Filtrację najlepiej uruchamiać w ciągu dnia, pod nieobecność użytkowników basenu.
Teraz chemia. W praktyce sprowadza się to do kilku regularnych czynności. Krok pierwszy i absolutnie kluczowy – kontrola pH wody. Optymalny zakres to 7,0–7,4. Bez prawidłowego pH żadne środki dezynfekujące nie będą działać skutecznie. Do pomiaru służą testery – najpopularniejsze są tabletowe, gdzie wrzucacie pastylkę do próbki wody i porównujecie kolor z załączoną skalą. Drogie testery elektroniczne są dokładne, ale te najtańsze bywają zawodne – lepiej zostać przy sprawdzonych tabletkach. Jeśli pH jest za niskie – stosujecie preparat pH Plus, jeśli za wysokie – pH Minus.
Krok drugi – dezynfekcja. Najczęściej stosowany i najtańszy środek to chlor – w postaci tabletek wielofunkcyjnych, które jednocześnie dezynfekują, stabilizują pH i zapobiegają glonom. Chlor skutecznie zabija bakterie, wirusy i grzyby, a woda zachowuje przejrzystość. Na starcie sezonu wykonuje się tzw. chlorowanie szokowe – jednorazowe podanie większej dawki, żeby woda osiągnęła prawidłowe parametry. Potem wystarczy regularne dawkowanie, najwygodniej za pomocą pływającego dozownika.
Dla osób uczulonych na chlor lub po prostu niechętnych jego zapachowi istnieją alternatywy. Aktywny tlen działa szybko i nie zostawia woni chloru, ale jest droższy i wymaga bardziej starannego dawkowania. Generatory chloru z soli to kolejna opcja – wymagają nasolenia wody (jak w morzu), wytwarzając chlor w sposób ciągły i łagodny. Mniej podrażniają skórę i oczy, ale nie każdemu odpowiada kąpiel w słonej wodzie. Z kolei mity o dodawaniu witaminy C do basenu – niestety, to nie działa.
Do tego dochodzą środki przeciw glonom (algicydy) oraz flokulanty, które powodują skupianie drobnych zanieczyszczeń w większe cząstki, łatwiejsze do wyłapania przez filtr. Regularne odkurzanie dna basenu odkurzaczem basenowym dopełnia obraz.
Całoroczny koszt chemii basenowej i środków pielęgnacyjnych dla typowego basenu ogrodowego (około 4×9 metra) to wydatek rzędu kilkuset złotych na sezon. Do tego doliczcie wymianę mediów filtracyjnych, ewentualny serwis pompy i drobne akcesoria.
Formalności prawne – kiedy wystarczy zgłoszenie, a kiedy potrzebne pozwolenie
Zanim wbijecie łopatę w ziemię, poświęćcie chwilę na formalności. Zgodnie z art. 29 ust. 2 pkt 13 ustawy Prawo budowlane z dnia 7 lipca 1994 roku, zasady są następujące. Baseny przenośne – stelażowe, rozporowe, dmuchane – nie są trwale związane z gruntem i nie stanowią obiektów budowlanych w rozumieniu prawa. Nie potrzebujecie na nie żadnego pozwolenia ani zgłoszenia. Rozkładacie, nalewacie wodę, korzystacie.
Baseny stałe (wkopywane) o powierzchni do 50 m² lustra wody – przepisy w tym zakresie podlegają zmianom i ulegają upraszczaniu. W momencie, gdy będziecie planować budowę basenu, sprawdźcie aktualny stan Prawa budowlanego – konkretnie, czy baseny przydomowe do 50 m² wymagają zgłoszenia, pozwolenia, czy może nie wymagają już żadnej formalności. Informacja ta powinna być dostępna w starostwie powiatowym lub na stronie Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego.
Baseny stałe o powierzchni powyżej 50 m² lustra wody – wymagają pełnego pozwolenia na budowę. Oznacza to złożenie wniosku w starostwie powiatowym lub urzędzie miasta, dołączenie projektu budowlanego sporządzonego przez uprawnionego projektanta, oświadczenia o prawie do dysponowania nieruchomością na cele budowlane oraz mapy z oznaczeniem lokalizacji basenu. Urząd ma 65 dni na wydanie decyzji. Pozwolenie jest ważne przez 3 lata – w tym czasie musicie przynajmniej rozpocząć prace.
Przepisy nie określają minimalnej odległości basenu od granicy działki ani od budynku. W praktyce jednak – metr od ściany domu (na infrastrukturę techniczną i dostęp) i 3 metry od granicy działki (na prywatność) to rozsądne minimum.
Budowa basenu bez wymaganego pozwolenia to samowola budowlana, która może skutkować opłatą legalizacyjną (znacznie wyższą od kosztów normalnej procedury) albo nakazem rozbiórki. Nie warto ryzykować. Jeśli planujecie basen wkopywany i budujecie równocześnie dom – najprościej uwzględnić basen w projekcie zagospodarowania terenu i złożyć dokumenty razem z wnioskiem o pozwolenie na budowę domu.
Realne koszty – czego się spodziewać
Nie podam Wam konkretnych cen z dokładnością do złotówki – zmieniają się zbyt szybko i zależą od tylu zmiennych, że każda podana kwota byłaby nierzetelna. Mogę natomiast zarysować proporcje i kategorie wydatków, żebyście wiedzieli, jakiego rzędu wielkości się spodziewać.
Baseny dmuchane i rozporowe to wydatek rzędu kilkuset złotych. To jednorazowy zakup – po sezonie albo dwóch i tak kupicie nowy. Baseny stelażowe to od kilkuset złotych za małe modele do kilku tysięcy za duże, prostokątne konstrukcje z pompą piaskową w zestawie. Baseny drewniane to wyższa półka cenowa – tu mówię o wydatku liczonym w tysiącach, ale dostajecie w zamian estetykę i trwałość.
Baseny wkopywane to zupełnie inna skala. Sam zakup niecki to jedno, ale do tego dochodzi wykop, przygotowanie podłoża, podłączenie instalacji, system filtracji, ogrzewanie, wykończenie brzegów, ewentualne zadaszenie. Rozpiętość jest ogromna – od kilkunastu tysięcy za prostą nieckę polipropylenową z podstawowym wyposażeniem, po kilkaset tysięcy złotych za basen z zadaszeniem rozsuwnym, ogrzewaniem, oświetleniem i pełną automatyką. Jak piszę w mojej książce – rozstrzał cenowy jest gigantyczny, od kilkuset złotych za basen dmuchany po kilkaset tysięcy za basen z rozsuwnym dachem.
Ale sama niecka to dopiero początek. Do kosztów inwestycji musicie doliczyć pompę filtracyjną (piaskowa to wydatek od kilkuset do kilku tysięcy złotych w zależności od wydajności), system ogrzewania (wymiennik ciepła jest najtańszy, pompa ciepła basenowa to już wyraźnie wyższy wydatek), przykrycie basenu, chemię na sezon, odkurzacz basenowy i drobne akcesoria. Orientacyjny roczny koszt utrzymania typowego basenu ogrodowego 4×9 m to kilka tysięcy złotych – woda, chemia, energia na filtrację i ogrzewanie, ewentualny serwis przed sezonem i po sezonie.
Zimowanie basenu – jak przygotować go na mróz
Jeśli macie basen stelażowy lub drewniany i chcecie zostawić go na zimę – da się to zrobić, ale wymaga przygotowania. Woda może pozostać w basenie przez zimę, pod warunkiem że przeprowadzicie odpowiednią procedurę winteryzacji. Obejmuje ona wyrównanie chemii wody (specjalne preparaty do zimowania), obniżenie poziomu wody poniżej dysz i skimmera, odłączenie i zabezpieczenie pompy filtracyjnej, oraz przykrycie basenu. W basenach wkopywanych zimowanie jest standardową procedurą – woda w niecce chroni ją przed odkształceniami pod wpływem ciśnienia gruntu.
Baseny dmuchane i rozporowe – lepiej złożyć na zimę. Mróz, śnieg i lód nie są przyjaźni dla cienkiej folii.
Czego żałuję i co bym zmienił
Gdybym cofnął się w czasie, trzy rzeczy zrobiłbym inaczej od samego początku. Po pierwsze – ogrzewanie wody od pierwszego sezonu. Bez niego basen to dekoracja ogrodu, nie miejsce do kąpieli. W polskim klimacie komfortowa temperatura wody bez wspomagania to rzadkość – kilka dni, może dwa tygodnie w roku podczas fal upałów. Za mało, żeby uzasadnić całą resztę wysiłku.
Po drugie – pompa piaskowa zamiast kartuszowej. Różnica w jakości filtracji jest ogromna, a oszczędność na tańszym filtrze szybko zamienia się w frustrację i dodatkowe wydatki na chemię, bo woda nie jest odpowiednio oczyszczana mechanicznie.
Po trzecie – lokalizacja z cieniem. Pełne słońce jest świetne na papierze, ale w praktyce, szczególnie z dziećmi, cień przez część dnia to błogosławieństwo. Dom, pergola, żagiel przeciwsłoneczny – cokolwiek, co da Wam opcję kąpieli bez obaw o poparzenia.
I jeszcze jedno – zainwestujcie czas w naukę chemii basenowej, zanim nalejeliście pierwszą wodę. Grupy tematyczne na Facebooku, fora internetowe, poradniki producentów – źródeł wiedzy jest mnóstwo. Lepiej poświęcić wieczór na lekturę niż potem walczyć z zieloną wodą, nie wiedząc nawet, od czego zacząć.
Podsumowanie
Basen w ogrodzie to nie impuls, to projekt. Wymaga przemyślanej decyzji o rodzaju konstrukcji, świadomego wyboru lokalizacji, inwestycji w ogrzewanie wody i filtrację, oraz regularnej pracy przy utrzymaniu czystości. Ale kiedy to wszystko zgracie – kiedy w majowy wieczór wchodzicie do ciepłej, czystej wody we własnym ogrodzie, a dzieci pluskają się obok bez kremów z filtrem, bo dom rzuca na basen przyjemny cień – wtedy wiecie, że było warto. Każda złotówka, każda godzina poświęcona na research, każda lekcja wyciągnięta z błędu. Podejdźcie do tego tak, jak do każdego etapu budowy domu – z głową, z planem i z realistycznymi oczekiwaniami. Basen Wam za to podziękuje. A Wasze dzieci – tym bardziej.
Dołącz do newslettera
WOJCIECH TRACICHLEB
Wojciech Tracichleb – przedsiębiorca budowlany z pasją do przekazywania wiedzy. Od 2013 roku specjalizuje się wyłącznie w domach jednorodzinnych, uczestnicząc w powstawaniu kilkuset takich budynków. Jako właściciel firmy budowlanej zajmującej się generalnym wykonawstwem, współwłaściciel biura architektury wnętrz oraz ekspert od instalacji i produkcji mebli na wymiar, poznał proces budowlany z każdej możliwej perspektywy.